terazmuzyka.pl
Newsy 965V  
mg | fot. Silar | 11 kwietnia 2019
3

Winny pobicia Roberta Brylewskiego stanął przed sądem. Grozi mu dożywocie

Tomasz J., który odpowiada za śmiertelne pobicie Roberta Brylewskiego, stanął wczoraj przed sądem. Zasłania się chwilowym brakiem poczytalności i nie przyznaje się do zarzucanych czynów.

Robert Brylewski zmarł 3 czerwca ubiegłego roku po tym, jak został dotkliwie pobity. Sprawą szybko zajęła się policja i prokuratora, które ustaliły personalia napastnika. Tomasz J. miał według śledczych pojawić się w mieszkaniu muzyka, które zajmował wraz z partnerką i jej synem. Chciał siłą dostać się do wnętrza, ponieważ był przekonany, że w środku znajduje się jego matka. Jego rodzice mieszkali wcześniej właśnie w tym mieszkaniu. Ponieważ Brylewski nie chciał go wpuścić, zaatakował go i dotkliwie pobił.

Oskarżony pojawił się wczoraj w sądzie, gdzie przedstawił swoją wersję wydarzeń. Zeznał, że przed pojawieniem się w mieszkaniu przy ul. Targowej spotkał się z prostytutką, która dodała my do drinka tabletkę na potencję, po której stracił przytomność. Przyznał, że po ocknięciu nie czuł się dobrze i był oszołomiony. W takim stanie udał się do wspomnianego mieszkania, gdzie chciał spotkać się ze swoją matką, która – jak mu się wydawało – jest w niebezpieczeństwie. Podczas zeznania Tomasz J. powiedział, że został zaatakowany przez trzech mężczyzn na klatce schodowej. Miał dołączyć do nich Brylewski.

Szczególnie ta ostatnia część nie zgadza się z tym, co ustaliła prokuratora na podstawie zeznań świadków. Edyta Szczykutowicz, wiceszefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ, powiedziała dla Onet.pl:

Pokrzywdzony został zaatakowany w chwili, gdy otwierał drzwi Tomaszowi J., usiłującemu w sposób agresywny dostać się do mieszkania, które przed laty zajmował sam wraz z rodziną. Napastnikiem, zamieszkałym na stałe poza Warszawą, kierowało - jak wyjaśnił - przekonanie, iż wewnątrz znajduje się jego matka wymagająca pomocy. Samo zdarzenie miało miejsce w obrębie klatki schodowej budynku, używanie przemocy wobec Roberta Brylewskiego, polegające na uderzaniu pięściami i kopaniu przeniosło się również fragmentarycznie poza obręb kamienicy.

Oskarżony w chwili zatrzymania miał 1,3 promila alkoholu we krwi, późniejsze badania ujawniły również śladowe ilości kokainy w jego organizmie. Na Tomaszu J. ciążą zarzuty spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez zadanie licznych ciosów rękoma i nogami, co doprowadziło do zgonu. Grozi mu za to dożywocie.

Przypomnijmy – po zajściu Brylewski trafił do praskiego szpitala, gdzie przeszedł trepanację czaszki. Operacja się udała, muzyk powoli dochodził do zdrowia – został wypisany ze szpitala, choć dalej potrzebował opieki medycznej i rehabilitacji. Niedługo później ponownie trafił do warszawskiego szpitala (na ulicy Sobieskiego), gdzie leczono go na zapalenie płuc, a po badaniach okazało się, ze wymaga kolejnej operacji.

Następnym etapem rekonwalescencji Brylewskiego był trzeci już szpital – tym razem na Szaserów. Tam właśnie spędził ostatnie tygodnie życia, jak już zostało wspomniane, w stanie śpiączki. Z powodu złego stanu zdrowia nie mógł być przewieziony do specjalistycznej placówki zajmującej się wybudzeniami.

Komentarze (3)
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Zzzz [81.190.***.***] dodano: 13.04.2019, 14:10 #1
Nie dożywocie tylko szubienica
sukork7/13 [84.86.***.***] dodano: 14.04.2019, 14:01 #2
dożywocie bez możliwości odwołania plus dożywotnie ciężkie roboty.
GPS67 dodano: 15.04.2019, 19:25 #3
Życzę gnojowi celi z rasowymi pancurami. Z taką brygadą, która mu zafunduje permanentny kryzys.
Zobacz także
Newsy 369V  
Newsy 1924V  
0

Steven Tyler zaskoczył Backstreet Boys na scenie [WIDEO]

rf | fot. Gage Skidmore | 21 kwietnia 2019
Newsy 2474V  
Newsy 583V  
Newsy 2696V  
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group