terazmuzyka.pl
Blog użytkownika PawelS

Całkiem niedawno ujawnił się w sieci bootleg z koncertu Oddziału Zamkniętego z 1984 roku. Rzecz niezwykle cenna dla fanów, ponieważ jest to chyba jedyny istniejący w tej chwili zapis występów OZ na żywo z czasów kiedy wokalistą i liderem grupy był jej współzałożyciel i główny twórca repertuaru Krzysztof Jaryczewski. Nagranie dokonane przez fana na magnetofonie kasetowym Kasprzak dokumentuje występ Oddziału w Kołobrzegu na festiwalu Rock nad Bałtykiem '84. Zespół zagrał wówczas (27 lipca) prawie cały materiał ze swojej drugiej płyty "Reda By Night", która ukazała się... dopiero rok później. Słyszymy więc m.in. piosenki To tylko pech, Pokusy, Protekcji lekcja, Bobby X (śpiewany w 3. osobie) czy Nazajutrz (Pershingi), nota bene z hałasem... przelatującego właśnie samolotu MiG w tle. :) Grali również balladę Debiut, która swój radiowy debiut miała w Trójce dokładnie... tydzień później. Są też oczywiście wcześniejsze wielkie przeboje OZ, takie jak Twój każdy krok, Andzia i ja (zapowiedziana jako Gandzia), Party, Zabijać siebie, Obudź się, Jestem zły, Świat rad czy Na to nie ma ceny. W głosie Jarego - kiedy śpiewa, przedstawia kolegów z zespołu + akustyka i od czasu do czasu zwraca się do publiczności - nie słychać jeszcze nadciągającej ku niemu nieuchronnie katastrofy (utrata głosu wywołana niedowładem strun głosowych), ale daje się wyczuć przemęczenie i znużenie. Piosenkę Z dnia na dzień zapowiada jako Z dnia na dobę, nawiązując jak gdyby do niekończącej się powtarzalności koncertowego życia (koncert, hotel, balanga, podróż, koncert... itd. aż do... następnej trasy). W tekście Kameleony żony Krzysztof zmienia linijkę "nie poznaję siebie od miesiąca" na "...od miesięcy". Od czasu do czasu, widząc i słysząc rozentuzjazmowanych fanów (i fanki zapewne), mówi: "Dziękujemy Wam" i oszukuje samego siebie dodając: "Jest fajnie, dobrze." Ale nie było dobrze...

Niewiele ponad rok od tamtego koncertu, po dłuższym okresie niehigienicznego trybu życia, Jaryczewski stracił głos w czasie występu OZ. W wyniku powikłań po dłuższym okresie nieleczenia zapalenia gardła, ale także na tle nerwowym, wysiadły wiązadła strun głosowych. Po kilku dalszych miesiącach, w następstwie problemów z lekami, alkoholem i innymi używkami, Jary był już na dnie, jak określił to Zbigniew Hołdys, opisując jego sytuację w szokującym wówczas artykule w Non Stopie (1988), w którym uwielbiany przez fanów frontman Oddziału opowiedział o swojej chorobie, strachu i braku jakiejkolwiek nadziei na lepsze jutro. Z tego dna próbował wyciągnąć go m.in. Walter Chełstowski, który umożliwił mu nagranie materiału pt. "Ogniste miecze", po to żeby mógł przypomnieć się ludziom i trochę zarobić. Pamiętam kiedy jesienią 1990 roku do poczekalni Listy Przebojów Trójki trafił utwór Czy nie cudownie, jedna z fanek Jarego napisała list do Marka Niedźwieckiego, prosząc go żeby nie gadał na tej piosence, bo ona chce ją sobie nagrać choćby tylko we fragmencie (numer nigdy nie wszedł do podstawowej trzydziestki, w związku z czym był emitowany tylko we fragmencie). Jako że nie postąpiłem wówczas tak jak ta fanka i nie nagrałem sobie tej piosenki, to przez prawie 20 lat pozostawała dla mnie mityczną melodią, której ani jednej nuty nie byłem w stanie sobie po latach przypomnieć. Aż do... tej wiosny, kiedy to wreszcie udało mi się kupić na aukcji kasetę OM wydaną dawno temu przez Polton (w całkiem ładnym stanie i za nieduże pieniądze). Nie jest to wybitny materiał, ale stanowi ciekawy dokument. Teksty Jarego są tam mroczne i pesymistyczne, będące odbiciem jego ówczesnego rozgoryczenia i zagubienia.

Kiedy po prawie 20 latach pisał nad rzeką Lubszą numery na płytę 'EX', swojego blues-rockowego składu Exces, cieszył się już zupełnie odmienionym, trzeźwym życiem z dala od zgiełku wielkiego miasta. Nutka pesymizmu pozostanie w nim jednak chyba na zawsze. W jednej z piosenek śpiewa: "co wielkie w życiu mnie omija; zero fartu, ani krzty". Jest w tym coś, że Krzysiek (parę lat temu podpisał mi się w książce 'Zerostan' oraz na kompaktowej wersji pierwszej płyty OZ i pozwolił tak do siebie mówić) nigdy nie był tzw. farciarzem i doznał w swojej życiowej naiwności wielu rozczarowań ("naiwne może mam marzenie, by dobro było wreszcie w cenie, by człowiek nie bał się człowieka, bym przestał przed sobą uciekać"). Ale faktem też jest, że wtedy kiedy najbardziej tego potrzebował, szczęście jednak go nie opuściło. Dziś może więc śmiało powiedzieć, tak jak ostatnio w programie telewizyjnym znanego showmana: "Niczego nie żałuję, wszystko było warto. Wszystkie rzeczy, które się wydarzyły, miały swój sens. Ja głęboko w to wierzę. I wierzę w to, że ma sens to co robię."

PawelS | 23 maja 2010
Oceń notkę
+ 0 -
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group