„Piece of Mind” Iron Maiden ukazał się 35 lat temu [CIEKAWOSTKI]

/ 16 maja, 2018

Nie da się ukryć, że rok 1983 miał być dla ekipy dowodzonej przez basistę Steve'a Harrisa kluczowym. Po wydaniu „The Number of the Beast” (bardzo dobrze przyjętej płyty, zarówno przez fanów, jak i dziennikarzy muzycznych), formacja Iron Maiden musiała udowodnić, że zasługuje na miejsce w metalowej ekstraklasie. Zadanie to nie było łatwe, w końcu poprzeczkę muzycy postawili sobie bardzo wysoko. 

Czy zdjęcia z miejsca śmierci Kurta Cobaina ujrzą światło dzienne?

Jak się jednak później okazało – brytyski zespół poradził sobie z nim w najlepszy możliwy sposób. Nie nagrali kopii poprzednika, poszerzyli swoje horyzonty, jednocześnie nie zdradzając ideałów. Tak potrafią tylko najwięksi.

Niezwykła wyspa

Po raz pierwszy Iron Maiden nagrywali poza rodzimą Wielką Brytanią. W lutym 1983 cała ekipa przeniosła się do Compass Point Studios znajdującego się na przepięknej wyspie Nassau w archipelagu Bahama. Powód decyzji? Oprócz – co jasne – przepięknego otoczenia (niedaleko znajdowała się plaża), zadecydowały też… względy finansowe.

Powodem były podatki. Nadal oszczędzaliśmy każdy grosz. Z zespołem rockowym jest tak: albo zarabiasz kupę forsy, albo nie zarabiasz nic. Nieważne, ile miałeś w zeszłym roku, w następnym może być zupełnie inaczej. Odmiennie niż w zwyczajnej firmie, tu nie da się przewidzieć wpływów na dwa, trzy lata do przodu

– mówił otwarcie menadżer grupy, Rod Smallwood.

Religijni eksperci 

Na czwartej studyjnej płycie muzycy Iron Maiden postanowili zakpić z amerykańskich fanatyków. Przypomnijmy: po wydaniu „The Number of the Beast” przydzielili oni grupie łatkę satanistów, co… zupełnie mijało się z prawdą. Na rewersie okładki umieścili więc cytat z „Apokalipsy św. Jana” i zmienili słowo „pain” na „brain”. Nadało to całości sens humorystyczny (nazwisko nowego perkusisty), a większość i tak nie zauważyła drobnej korekty. 

Trzy głowy

To jednak nie koniec żartów, które przygotował zespół z myślą o „Piece of Mind”. Na albumie, tuż przed rozpoczęciem kompozycji „Still Life”, dodali specjalną wiadomość, ponownie skierowaną do „religijnych fachowców”. Można ją przetłumaczyć następująco: „Witaj! Powiedział coś o trzech głowach. Nie wtrącaj się do spraw, których nie rozumiesz”. Słyszymy tu głos Nicko McBraina, który był wówczas… kompletnie pijany!

Zabieg lobotomii

W przypadku grupy Iron Maiden grzechem byłoby nie wspomnieć o szacie graficznej. Za okładkę „Piece of Mind” odpowiada nadworny grafik, Derek Riggs. Widzimy na niej – rzecz jasna – maskotę zespołu, Eddiego, po zabiegu lobotomii.

To aluzja do obyczajów Azteków. Z początku chcieliśmy zabić Eddiego, ale stwierdziliśmy, że to już byłaby lekka przesada. Dokonaliśmy więc trepanacji [która polega na wywierceniu lub wycięciu dziury w czaszce, aby odsłonić mózg – przyp. szy.], tak jak czynili Aztekowie, składając kogoś w ofierze swojemu bogu

– wyjaśnił wokalista Bruce Dickinson.

Klasyka science-fiction

Na czwartym studyjnym albumie Żelaznej Dziewicy po raz znaleźliśmy teksty odwołujące się do szeroko rozumianej kultury. Pojawiły się więc odwołania do literatury (np. do klasycznej powieść science-fiction „Diuna” Franka Herberta, która zainspirowała epicki „To Tame a Land”) czy filmu (m.in. „Tylko dla orłów” Briana G. Huttona – utwór otwierający). Ponadto jest nawiązanie do historii („The Trooper”), mitologii („Flight of Icarus”) oraz… filozofii Aleistera Crowleya („Revelations”).

Najlepsza płyta

Warto, na sam koniec, nadmienić, że czytelnicy magazynu „Kerrang!” uznali „Piece of Mind” za heavymetalową płytę wszech czasów już w tym samym roku (na drugim miejscu – co znamienne – znalazł się… „The Number of the Beast”). Ciężko się z takim werdyktem nie zgodzić. To był też pierwszy album w dyskografii IM, z którego Steve Harris był (i do dzisiaj jest) w pełni zadowolony. Po premierze powiedział znamienne zdanie: „To nowy początek zespołu”. Nikt nie ma wątpliwości, że się nie pomylił!

szy

KOMENTARZE

Przeczytaj także