terazmuzyka.pl
 
TAGI: david bowie

David Bowie (Space Oddity)

Reedycja drugiego albumu Davida Bowiego z 1972 roku została zatytułowana "Space Oddity". Wcześniej album funkcjonował - podobnie jak poprzedni - pod nazwą "David Bowie".

Wykonawca: David Bowie


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 14 listopada 1969
Produkcja: Tony Visconti, Gus Dudgeon
Wydawca: Philips, Mercury
Style: Folk Rock, Rock Progresywny, Rock Psychodeliczny
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.2
Oceń -

Materiał wypełniający tę płytę od lat funkcjonuje na rynku pod nazwą Space Oddity. Jednak pierwsze angielskie wydanie tego longplaya (listopad 1969) nosiło – niezbyt zresztą wymyślny – tytuł David Bowie. W Ameryce zaś płyta nazywała się Man Of Words, Man Of Music. Dopiero w 1972 roku firma RCA wznowiła album pod zdecydowanie bardziej trafionym komercyjnie tytułem Space Oddity. Co ciekawe: każda z tych edycji posiadała zupełnie różne okładki.

Space Oddity stanowi pomost między Bowiem – uwielbiającym pastiszową formę pieśniarzem, a Bowiem – rasowym rockmanem. Słychać tu, że nie jest jeszcze do końca przekonany, którą drogę wybrać: czy podążyć wytyczonym wcześniej kierunkiem, czy zapuścić się w nie spenetrowane do tej pory, ale bardzo pociągające, rockowe rejony. Czasem aż trudno pojąć, że tak różne utwory, jak hałaśliwy, bluesrockowy Unwashed And Somewhat Slightly Dazed, i sentymentalny, przytłaczający musicalowo-orkiestrową aranżacją (nie zabrakło tam nawet harfy) Wild Eyed Boy From Freecloud, mógł nagrać w tym samym czasie ten sam człowiek. A jednak.

To stylistyczne niezdecydowanie stanowi o słabości Space Oddity. Ale nie znaczy to jednak, że płyta jest niedobra. Przeciwnie – nie ma na niej piosenek nieudanych. Lokomotywą, efektownie ciągnącą cały album, jest oczywiście utwór tytułowy, pierwszy szlagier Bowiego (ostatecznie – bo startował na nią dwa razy – dotarł do piątego miejsca angielskiej listy przebojów). Ta zainspirowana przez słynny film Stanleya Kubricka i samo życie (wizyta Amerykanów na Księżycu) ballada – opowieść o smutnym końcu kosmicznej przygody majora Toma, może nieco przytłaczać przepychem aranżacyjnym (choć na melotronie pięknie zagrał tu Rick Wakeman), ale doskonale broni się i dziś. Zachwyca melodią i efektownymi zmianami dynamiki. Podobnych zmian nie brak i w wymienionym już wcześniej Slightly... Rzecz zaczyna się spokojnie, akustycznie, by w finale oszołomić harminijkowo-gitarowym pojedynkiem.

Kiełkującego Bowiego-rockmana reprezentują tu jeszcze prawie dziesięciominutowy, zaangażowany społecznie (ach, te hippisowskie ideały...) Cygnet Commitee, utwór pełen dramatyzmu, nieco teatralnie zaśpiewany, i Janine, radosny, żywy kawałek, najwyraźniej traktujący o naszej rodaczce Janinie. A poza tym – Space Oddity to ballady, jak poświęcone byłej narzeczonej piękne Letter To Hermione, zwiewne (fleciki, gitara akustyczna) An Occasional Dream, i nawiązujące do czasów Deram God Knows I’m Good. Całość wieńczy łzawe, nieco infantylne wspomnienie hippisowskiego festiwalu Beckenham Arts Lab (Memory Of A Free Festival). Może zresztą słyszeliście ten kawałek – jego najbardziej wyrazisty fragment przypomniała u nas niedawno grupa Myslovitz. [1998]

Recenzja David Bowie - David Bowie (Space Oddity)

Autor: Robert Grotkowski
Jeden z najwybitniejszych twórców muzyki rockowej, David Bowie, przyszedł na świat 8 stycznia 1947 roku.
 
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Skład nagrywający płytę
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group