terazmuzyka.pl
 
TAGI: david bowie

Diamond Dogs

"Diamond Dogs" to ósmy studyjny album Davida Bowiego. Tematycznie był to mariaż "Roku 1984" George'a Orwella i wizji postapokaliptycznego świata według brytyjskiego artysty.

Wykonawca: David Bowie


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 24 maja 1974
Produkcja: David Bowie
Wydawca: RCA Records
Style: Art Rock, Glam Rock
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.5
Oceniono na "10": 7 razy
Oceń -

Album Diamond Dogs to krótkotrwały powrót Bowiego do roli artysty-proroka, ostrzegającego przed grożącymi nam w przyszłości niebezpieczeństwami. Powrót wspaniały. Płyta ta to odmieniony Bowie, wolny więzów glam rocka, o wiele śmielej poszukujący niż dotąd. Po pierwsze, na pewno wielka w tym zasługa odmienionej ekipy muzyków. Po Spiders Form Mars nie zostało ani śladu. U boku Bowiego pozostał za to doskonały pianista Mike Garson (z przerwami wierny mu jest do dziś), znów pojawił się basista Herbie Flowers, podobnie zresztą jak znany perkusista Aynsley Dunbar. A po drugie – nie bez znaczenia jest fakt, że tym razem Bowie postanowił wziąć na siebie całą odpowiedzialność za album i sam go wyprodukował.

Diamond Dogs to rock opera. Mroczna opowieść o koszmarach rozpadającego się świata, zaludnionego przez „peopleloids”. Wszelkie wartości ostatecznie upadły, po ulicach spacerują szczury wielkie jak koty, a odrażający osobnicy szukają ostatniego ratunku u Wielkiego Brata. Tak, tak, tego z powieści George’a Orwella 1984. Bowie mianowicie zmontował całą historię na podstawie tamtej książki, ba, chciał nawet wystawić własną sceniczną jej wersję, ale... nic z tego nie wyszło. Sprytnie przerobił więc orwellowskie wątki i... mamy za to Diamond Dogs.

Pod względem muzycznym Diamond Dogs należy do największych osiągnięć Bowiego. I na pewno jest jednym z najbardziej klasycznych i... rockowych jego longplayów. Weźmy choćby Diamond Dogs – jak Bowie (tak!) gra tu na gitarze! A sam kawałek to najczystszy rock, równie szlachetny jak najlepsze numery Stonesów. No i Rebel Rebel! Cóż to za riff! A poza tym – mamy tu przypominającą czasy The Man Who Sold The World pierwszą część Sweet Thing, z pięknym fortepianem Garsona i pełnym dramatyzmu gitarowym solem. Druga część tego utworu, poprzedzająca Rebel Rebel, to już kompletny chaos: kakofoniczna, pełna sprzężeń i dysonansów gitara, niby nierówno grająca perkusja.

Jest tu też wspaniała, miłosna ballada Rock’n’Roll With Me. Bowie wokalnie przechodzi tu samego siebie – jego śpiew zdaje się wyrażać ogromny ból i cierpienie. Zupełnie inaczej wypada We Are The Dead, wolny, przytłaczający numer. Ktoś kiedyś powiedział, że jest w nim sporo z ducha nagrań Alice’a Coopera. Święta racja. 1984 i Big Brother z oczywistych powodów najbliższe są orwellowskiemu oryginałowi. Pierwszy z nich to kapitalny rockowo-taneczny, superdynamiczny utwór, z efektowną partią smyków. Drugi – jeden z moich ulubionych – ma w sobie coś z rockowego hymnu, z powtarzającymi się słowami: someone to claim us/someone to shame us/someone like you/we want you/Big Brother. Album wieńczy szalona, hipnotyczna coda – Chant Of The Ever Circling Skeletal Family. [1998]

Recenzja David Bowie - Diamond Dogs

Autor: Robert Grotkowski
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Skład nagrywający płytę
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group