terazmuzyka.pl
 
TAGI: metallica

Reload

Zaledwie rok po publikacji "Load", Metallica uraczyła fanów kolejnym wydawnictwem. "Reload" spotkało się z nieco cieplejszym przyjęciem.

Wykonawca: Metallica


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 18 listopada 1997
Produkcja: Bob Rock, James Hetfield, Lars Ulrich
Wydawca: Elektra, Vertigo
Style: Hard Rock, Heavy Metal
Nasza ocena
Ocena społeczności 5.6
Oceniono na "10": 2 razy
Oceń -

Podczas sesji Load powstało 27 utworów. Te, które nie zostały wykorzystane na owym albumie, trafiły na Reload. Zamiast tych dwóch płyt powinna chyba być jedna, z najlepszymi fragmentami, pewnie pięciogwiazdkowa… Ale też zdecydowanej większości utworów z Reload nie sposób uznać za odrzuty. A ponieważ jest to album bardziej ostry od poprzedniego, miał szansę na powrót przekonać do zespołu tych, którzy obrazili się na Metallikę za Load.

Nie ma wprawdzie thrashu w dawnym stylu, ale jednak trafiamy na pewien powrót do korzeni – Prince Charming i Attitude to fajne, szybkie granie w tradycji NWOBHM. Początek też jest niezły: choć kiedyś uśmiałem się, usłyszawszy w reklamie albumu, że Fuel jest najbardziej agresywnym numerem w dorobku Metalliki, to jednak utwór jest rzeczywiście szybki i na swój sposób przebojowy – to charakterystyczne Gimme fuel, gimme fire, gimme that, which I desire Hetfielda zapamiętuje się na zawsze. W The Memory Remains panowie rzeźbią hipnotyzujący monotonią, ciężki riff, nie brak chwytliwego refrenu, a rzecz intryguje jeszcze dodatkowo za sprawą gościnnego udziału Marianne Faithfull: jej „zgrzytliwa” wokaliza nadaje całości pewien niepokojący wymiar. Sporo tu przyjemnych średniaków, wypełnionych rzetelnymi riffami, jak The Devil’s Dance czy Carpe Diem Baby (rozmaite smaczki w tle, traktowanie efektami partii wokalnych czy gitarowych to znów norma). Niedocenionym nieco utworem jest Where The Wild Things Comes, intrygujący dynamiką – i fragmenty ciche, z odrealnionymi dźwiękami gitary a także ciekawie modulującym głos wokalistą, i grzanie riffowe. Jest tu znów coś z grunge’u, podobnie zresztą jak i w Fixxer, numerze o swobodniejszej strukturze, który jednak jakoś specjalnie nie porywa. Są na Reload również rzeczy mniej udane, lub też: bardziej kontrowersyjne. Wydanie na jednym z singli Unforgiven II, który nie zbliża się poziomem do genialnego oryginału, uznałem za przegięcie – chyba nie tylko ja, bo rzecz nie podbiła list przebojów. Bad Seed z dziwnym beknięciem na początku też nigdy mnie nie powalił. No i wreszcie balladowy, niby-irlandzki Low Man’s Lyric. Zwrotka jest w porządku, ale później panowie za bardzo się wczuwają. Robi się zbyt rzewnie, dołączają goście ze skrzypcami i lirą korbową... Nie jest to Metallica, jaką lubimy najbardziej. [2008]

Recenzja Metallica - Reload

Autor: Paweł Brzykcy
Recenzje czytelników
Autor: Scheisskopf
+ 0 -

W opublikowanej w Tylko Rocku pochlebnej recenzji z epoki czytamy, że, zdaniem dziennikarza,...
Pokaż treść

James Hetfield przyznał, że nie był entuzjastą nagrywania płyt „Load” i „Reload”, ale poszedł na kompromis.
 
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013-2018 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group