terazmuzyka.pl

Redeemer of Souls

"Redeemer of Souls" to siedemnasty studyjny album zespołu Judas Priest. Płyta została nagrana bez udziału K. K. Downinga.

Wykonawca: Judas Priest


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: Lipiec 2014
Produkcja: Mike Exeter, Glenn Tipton
Wydawca: Epic
Style: Heavy Metal
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.3
Oceniono na "10": 8 razy
Oceń -

Ganiono nas za to, że za bardzo ekspery­mentowaliśmy. Tym razem chodziło nam więc o klasyczny, czysty Priestowy heavy metal – mówił Glenn Tipton. Na tym polegał jedyny koncept tej płyty – dodawał Richie Faulkner. Chcieliśmy zabrzmieć bardziej surowo – uzupełniał Rob Halford. To trzy znaczące uwagi z pierwszych wywiadów przed premierą albumu Redeemer Of Souls, na temat którego wokalista wypo­wiedział się też szczegółowo specjalnie dla naszego pisma. Z tych wstępnych zapowiedzi wynikało, że muzycy Judas Priest dystansują się od swego dwupłytowego concept albumu Nostradamus z 2008 roku, który okazał się najbardziej kontrowersyjną pozycją w dyskografii legendy heavy metalu. Ale... kto nie naraża nigdy się na szwank, ten głównej stawki nie wygrywa.

Jeśli czytaliście dwa miesiące temu naszą rubrykę „Kochaj albo rzuć”, wiecie że bardzo odpowiadało mi to, iż na Nostradamusie grupa zagrała va banque, poszerzając typową dla siebie muzyczną formułę. Tym razem, począwszy od pierwszych dźwięków Dragonaut i pierwszych słów: Welcome to my world of steel, muzyka jest bardziej jak na Judas zwyczajna, bardziej stereotypowa i przewidywalna. Tytułowy utwór, gdyby nie rozpoznawalny głos Halforda, byłby galopadą, jakich zagrano już tysiące. Z Halls Of Valhal­la – jeszcze gorzej. Gdy wokalista śpiewa, że Valhalla wzywa go do siebie, wzywa go do domu, to mam wraże­nie, że chodziło o jak najbardziej „bezpieczny”, czyli lubiany w metalu temat. Jest i Metalizer, oparty na perkusyjnej tupaninie, dość nudny. Judas jest jednak zbyt dobrym zespołem, by nie rozwinął skrzydeł...

Sword Of Damocles, czyli Miecz Damoklesa, ma znacznie ciekawszy riff i niezwykłe, liryczne zwol­nienie, z delikatnym śpiewem Halforda, natychmiast – frapująco – skontrastowane potężnymi, brutalnymi riffami. March Of The Damned brzmi nieco bardziej oldskulowo, co jest zresztą jedną z cech wyróżniają­cych cały ten album. Numer ma wszak niezły feeling. Rzeczywiście taki trochę marszowy – to tłumaczy pewną monotonię. W Down In Flames najdobitniej uwidacznia się jedna z rzeczy wyróżniających Priest spośród innych metalowych zespołów: rewelacyjna współpraca gitarzystów. Są tu partie o tak zabójczym brzmieniu, że jest to najbardziej melodyjny element całej kompozycji, przeciętnej, jeśli chodzi o refren. Richie Faulkner, który zastąpił K.K. Downinga, spisuje się zadowalająco. W szczególnie rytmicznym Hell & Back na pierwszy plan wysuwa się zaś basista Ian Hill. Przez chwilę nastrój robi się niczym z Blood Red Skies. Później szału nie ma, ale mocna średnia zachowana. Zaskakuje za to Crossfire, o zabarwieniu bluesowym, z groove’em, który bardzo pasowałby Black Sabbath. Utwór kojarzy się także z Priest z lat 70., generalnie jednak stanowi ciekawą odmianę i mocny punkt longplaya. Cold Blooded, gdzie hakiem jest gitarowy klimat w tle, jest w zasadzie podobnie „retro” . Nawet jeśli chodzi o śpiew Halforda. Gene­ralnie na Redeemer Of Souls o jego dzikich falsetach zapomnijmy. Wokalista nie szarżuje jak w latach 80. i 90., śpiewa przeważnie środkiem, dobitnie, z charakterystyczną dla siebie barwą głosu, choć nie w tak urozmaicony sposób jak na Nostradamusie. Największym wyzwaniem dla Roba na tym albumie jest Battle Cry: z niemalże autocytatem z Victim Of Changes (gitarowy wstęp), ale zasadniczo chwacka, szybka jazda w stylu płyty Painkiller. Nie bez trudu, ale daje Halford radę. I w sumie pogratulować mu takiej formy w wieku 63 lat. A najbardziej fascynu­je jego partia w Secrets Of The Dead, od początku zresztą magicznym. Ten utwór, z nawiedzonym brzmieniem lirycznych gitar i złowieszczo-leniwymi zaśpiewami, jest jakby otulony mgiełką tajemnicy, jak z zaświatów. Trochę jak A Touch Of Evil i – za sprawą recytacji – Night Crawler. Jest tu ponadto frapujący riff, zamaszyste frazy gitar, lecz także ich wejścia o jakby orientalnym brzmieniu oraz chóralne śpiewy jak z soundtracku horroru. No i finał. Beginning Of The End, w przeciwieństwie do End Of The Beginning ziomków z Birmingham, nie jest prawie-że-auto­plagiatem pierwszego utworu z pierwszej płyty, ale piękną, też utrzymaną w stylu lat 70. balladą. I ma w sobie coś pożegnalnego, ostatecznego: Połóż mnie więc/ Połóż bym spoczął/ Już po wszystkim, bo wiem/ Że to początek końca. Pointa na zakończenie działalności? Jeśli tak, to bardzo ładna.

Redeemer Of Souls to oczywiście jazda obowiąz­kowa dla fanów heavy metalu. Album według recepty Angel Of Retribution – dla każdego fana Priest coś miłego – również jednak nierówny (choć od wspomnianej płyty z 2005 roku nieco lepszy). Tyle wersja podstawowa. Bo jest i deluxe, z aż pięcioma premierowymi utworami dodatkowymi! Są one też udane, ale klimatem nie pasowałyby do podstawowej wersji albumu – tłumaczą muzycy. Dobra, dobra, Judas nie brzmi tam przecież jazzująco... W Tears Of Blood jedzie metalowo, w stylu lat 80., z melodyjnymi solówkami i z podniosłym refrenem. W Bring It On – też, jeszcze bardziej pompatycznie (tu akurat gitary rytmiczne zbyt toporne, bez werwy). Creatures – czyli średniak o nocnych stworach, które rozszarpią cię w mroźny poranek – jest miły, wolę go od choćby Metalizera. Typowymi „odrzutowcami” wydają się za to Snakebite i Never Forget – ballada raczej tylko na potańcówkę w Ciechocinku. Dobrze, że wybrali na podstawową wersję płyty Beginning Of The End. Tu cieszy jedynie tekst z podziękowaniem dla fanów i z wersami: Będziemy grać aż do końca/ To nie koniec, przyjaciele. 

Recenzja Judas Priest - Redeemer of Souls

Autor: Paweł Brzykcy
Brytyjska legenda metalu, zespół Judas Priest, zdradził kolejne szczegóły związane ze swoim nowym albumem długogrającym.
 
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group