terazmuzyka.pl
 
TAGI: queen

A Night at the Opera

"A Night at the Opera" to jeden z najważniejszych albumów w studyjnym dorobku Queen. Na płycie znalazł się, uważany obecnie za kultowy, utwór "Bohemian Rhapsody".

Wykonawca: Queen


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 21 listopada 1975
Produkcja: Roy Thomas Baker, Queen
Wydawca: EMI, Parlophone
Style: Hard Rock, Rock Progresywny
Nasza ocena
Ocena społeczności 9.1
Oceniono na "10": 41 razy
Oceń -

Wiadomo, o tej płycie napisano właściwie wszystko. Wiadomo, ta płyta jest genialna. Bo jest tu Bohemian Rhapsody. Nie było wcześniej i później utworu w tak w spójny sposób łączącego rock, operę, orkiestrową aranżację (wyczarowaną jedynie z pomocą gitary), dźwięki fortepianu i głos wokalisty. O Bohemian Rhapsody już tu nie będzie. Ilość sprzedanych singli z tą „piosenką” i ilość radiowych prezentacji mówić muszą same za siebie.

Problem z A Night At The Opera polega na tym, że poza tym niezwykłym utworem jest jeszcze dziesięć innych wspaniałych kawałków. O jedenastym nie wspominam, gdyż God Save The Queen, hymn Wielkiej Brytanii, powstał na długo przed tym, nim Mercury i spółka umieścili swoją wersję na płycie. Death On Two Legs (Dedicated To...) – z wstępem jak z zaświatów, zestawieniem ostrej gitary i delikatnego fortepianu oraz pełnym zawziętości głosem Mercury’ego na dodatek. Lazing On A Sunday Afternoon – żart muzyczny z odpowiednio spreparowanym śpiewem. I’m In Love With My Car – hardrockowy wyraz taylorowskiej miłości do samochodów. You’re My Best Friend i ’39 – dwie ballady, w których pobrzmiewa coś ze starych, dobrych beatlesowskich czasów. Sweet Lady – ostra, rockowa jazda, a zaraz potem pastisz a la lata dwudzieste – Seaside Rendezvous. No i The Prophet’s Song, zbyt trudny, by umieścić go na singlu, by grać go w radiu. Niewiele ustępujący Cygańskiej rapsodii. Pogmatwany rytm, zaskakujące zmiany melodyczne, nieoczekiwane modulacje harmonii. Mało? Jest tam też rozpisana na głosy, niezwykła, dwuminutowa partia zaśpiewana a cappella, zakończona niezłym gitarowym wymiataniem. Czapki z głów. A to nie wszystko, bo przecież na płycie jest jeszcze Love Of My Life – najcudniejsza ballada świata. Dobrze, jedna z najcudniejszych. A potem już tylko Bohemian Rhapsody, poprzedzone Good Company w stylu Paula McCartneya. Miało już nie być o Bohemian Rhapsody, ale... Piętnaście lat temu, niemal nazajutrz po śmierci Mercury’ego, napisałem, że to jedno z najbardziej niesamowitych nagrań ostatnich stu lat. Nic się nie zmieniło... [2006]

Recenzja Queen - A Night at the Opera

Autor: Grzesiek Kszczotek
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013-2018 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group