terazmuzyka.pl
 
TAGI: queen

A Day at the Races

Piąta płyta w dorobku Queen ma taki sam tytuł, jak opublikowany w 1937 roku film braci Marx, czyli "A Day at the Races".

Wykonawca: Queen


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 10 grudnia 1976
Produkcja: Queen
Wydawca: EMI, Parlophone
Style: Hard Rock
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.9
Oceniono na "10": 12 razy
Oceń -

Jasne było, że po czymś takim jak A Night At The Opera trudno rok później o płytę równie wybitną, równie niesamowitą. Udało się. Zresztą wystarczy spojrzeć na okładkę (niemal lustrzane odbicie poprzedniczki), na tytuł (tak jak poprzednio wzięty z komedii braci Marx). Musiały zwiastować coś równie wielkiego.

Jest na tej płycie utwór You Take My Breath Away. Kolejna cudna ballada (niesamowite, jaką oni mieli łatwość komponowania takich pereł, a potem, za sprawą wykonania, budowania niepowtarzalnego nastroju). Więc jest ten utwór i słowa: Każdy twój oddech, każdy twój dźwięk, jest szeptem w mym uchu. I taka też jest ta płyta. Od pierwszych dźwięków ostrego, gitarowego Tie Your Mother Down każda chwila, każda nuta z Dnia na wyścigach w nas pozostaje. I ta nieco senna piosenka Maya (Long Away). I kolejny w kolekcji Mercury’ego pastisz (Millionaire Waltz). I nawet ta może mniej udana w stosunku do reszty kompozycja Deacona (You And I). A jest tu też przecież Somebody To Love, jakby odpowiedź na Bohemian Rhapsody. Ponoć był to ulubiony utwór Freddiego. Trudno się dziwić. Bo i ukochane quasi-operowe harmonie, i spore pole do wokalnego popisu... To chyba to, co dokładnie w połowie lat siedemdziesiątych nasz główny bohater lubił najbardziej.

Co jeszcze? Choćby wpadający w blues rock White Man. Umieszczony w maccartneyowo-wodewilowym klimacie Good Old Fashioned Lover Boy. No i oczywiście Drowse. Oczywiście, bo trudno wyobrazić sobie płytę Queen bez kompozycji skomponowanej i zaśpiewanej przez Taylora. Zwłaszcza, że akurat wyjątkowo odstąpił od ostrej rock’n’rollowo-samochodowej jazdy. Ogarnia cię szał, bo wszystko o czym ci mówiono, okazało się niczym. Jeszcze jeden powód, by żyć lub umrzeć – śpiewa w pewnym momencie. Żar pozostał. Ale żar bardzo sentymentalny. Koniec to Teo Torriatte (Let Us Cling Together). Podniosłe dźwięki i piękne słowa. O miłości. Nadal brzmi to równie pięknie jak przed laty. I nadal daje trudną do opisania nadzieję. [2006]

Recenzja Queen - A Day at the Races

Autor: Grzesiek Kszczotek
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group