terazmuzyka.pl
 
TAGI: pink floyd

Meddle

Szósta studyjna płyta w dorobku Pink Floyd nosiła tytuł "Meddle". Płyta uważana jest przez fanów i muzyków zespołu za początek klasycznego okresu w jego historii.

Wykonawca: Pink Floyd


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 31 października 1971
Produkcja: Pink Floyd
Wydawca: Harvest, Capitol
Style: Rock Progresywny
Nasza ocena
Ocena społeczności 8.8
Oceniono na "10": 14 razy
Oceń -

Zawsze dziwiło mnie, że niemal we wszystkich publikacjach album ten jest oceniany o wiele niżej niż Atom Heart Mother. A jeszcze bardziej to, że obok siebie znalazły się tu najukochańszy i najbardziej nielubiany przeze mnie utwór z całego dorobku Pink Floyd.

Repertuar jest podobny jak poprzednio: jedna ponaddwudziestominutowa kompozycja i kilka krótszych, tym razem zaserwowanych na początek. Zaczyna się bardzo mocno – One Of These Days to instrumentalna jazda z ekspresją, która zbliża Floydów do hard rocka, żelazny punkt koncertów zespołu. Następne piosenki utrzymane są już w dotychczasowym stylu, Fearless fajnie kończy się fragmentem You`ll Never Walk Alone w wykonaniu kibiców piłkarskich. San Tropez to rzecz o jazzującym odcieniu. Wreszcie utwór, który zawsze omijam, Seamus. Nietypowa konwencja jak na ten zespół (blues), a na dodatek najwięcej ,,śpiewa” tu... pies. Przepraszam, ale skowytu nie jestem w stanie słuchać nawet z floydowym akompaniamentem. 

Przejdźmy teraz do najważniejszego utworu z Meddle. Utarła się opinia, że Echoes nie dorównuje Atom Heart Mother. Należę do tych, którzy niekoniecznie się z tym zgadzają. To prawda, iż rzecz jest skromniejsza pod względem środków wyrazu, nikt z zewnątrz tym razem zespołowi nie pomagał. Dziwne jest też to, że utwór powstał z wielu fragmentów, połączonych łagodną, oniryczną piosenką. Liczy się jednak efekt końcowy. Nie chciałbym nikomu narzucać interpretacji tej kompozycji, ani też pozbawiać przyjemności jej odkrywania. Najlepiej by było, gdyby każdy zinterpretował po swojemu niesamowite, płaczliwe dźwięki w części środkowej z szumem wiatru i krakaniem wron. Albo popisowe solo Gilmoura, prowadzące do monotonnego, jakby transowego fragmentu, czy też gitarowo-klawiszowy dialog już w samym zakończeniu. Powiem tylko, że to co dzieje się od piętnastej minuty Echoes, wydaje mi się ilustracją największego szczęścia, jakiego można doświadczyć – w realnym życiu albo tylko we śnie... [2004]

Recenzja Pink Floyd - Meddle

Autor: Paweł Brzykcy
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group