terazmuzyka.pl
 
TAGI: Pearl Jam

Lightning Bolt

Podczas nagrywania swojej dziesiątej studyjnej płyty zespół Pearl Jam ponownie współpracował z producentem Brendanem O'Brienem. Efektem było "Lightning Bolt".

Wykonawca: Pearl Jam


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 11 października 2013
Produkcja: Brendan O'Brien
Wydawca: Monkeywrench, Republic
Style: Rock Alternatywny
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.6
Oceniono na "10": 1 raz
Oceń -

Na początek szybkie rozpoznanie terenu. Pearl Jam na swej ostatniej jak dotąd płycie, Backspacer, zaproponował granie bardzo melodyjne, jednak wygładzone brzmieniowo. Wcześniej, na albumie Pearl Jam, jakby na siłę próbował swojej muzyce przywrócić aurę młodzieńczego gniewu po eksperymentalnym Riot Act. Po takich doświadczeniach kompletnie nie było wiadomo, czego się spodziewać po Lightning Bolt. Mimo że tytuł mocny.

Pierwszy singel przygwoździł mnie do ziemi. Wściekły Mind Your Manners, atakujący z siłą Spin The Black Circle z Vitalogy, wywołał falę entuzjazmu mieszającego się z niedowierzaniem. Tym razem energia powróciła bowiem w cudownie naturalny sposób. Singel numer dwa, czyli Sirens, ukazywał zespół od balladowej strony. I znów pojawiły się skojarzenia z nastrojowymi kompozycjami z Vitalogy. Tym bardziej, że taka głębia emocjonalna pojawia się w śpiewie Eddiego Veddera coraz rzadziej.

Mind Your Manners nie jest odosobnionym przypadkiem skutecznego ożywiania pierwotnego, hardrockowo-grunge’owego ducha Pearl Jam. Również rwący ostro do przodu Gateway to mocno rockowy otwieracz w starym stylu. Tak samo osadzony na partii basu My Father’s Son, w którym nie brak wściekłych fragmentów, a pojawia się też wstawka klawiszowa rodem z lat 70. Zuchwale pokombinowany jest jeszcze tytułowy Lightning Bolt, w którym Pearl Jam bywa garażowy i piosenkowy, zadziorny i spokojny. Momentami można dopatrzyć się podobieństwa do The Who! Dodać trzeba, że retro w tym wydaniu brzmi bardzo świeżo i szczerze. Z kolei Infallible to zdecydowanie bardziej współczesne granie, z mocnym rytmem w zwrotkach i przestrzennymi, chwytliwymi refrenami. Konstrukcja Lightning Bolt jest jednak specyficzna; pierwsza połowa płyty energetycznie bowiem nakręca słuchacza, druga zaś wyraźnie wycisza za sprawą stonowanych kompozycji, takich jak Yellow Moon, Future Days ze smykami czy Pendulum z plemiennym bębnieniem i zaskakującym, surfowym brzmieniem gitar. A country na gitarach akustycznych ze Sleeping By Myself wypada wyjątkowo nijako. Stopniowo rozpędzają się znów w Swallowed Whole i kolejny wykop zaliczają w finale wyjątkowo przebojowego bluesa Let The Rocords Play, który uznać należy za ciekawy eksperyment.

Lightning Bolt przynosi zatem dużo dobrego fanom starego Pearl Jamu, nie zawiedzie także zwolenników ostatnich albumów, ale do rewelacji ciut zabrakło. [2013]

Recenzja Pearl Jam - Lightning Bolt

Autor: Łukasz Wewiór
Komentarze (1)
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
MarcinReinhold dodano: 18.12.2016, 19:12 #1
Muza do auta?
Ostatnio słuchałem po drodze w aucie. Nie powiem, bardzo mi się podobała...jazda i muza. Kiedy nowa płyta PJ???
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group