terazmuzyka.pl

Libertad

"Libertad" to drugi i ostatni studyjny album muzycznego projektu Velvet Revolver. Nazwa krążka wywodzi się z języka hiszpańskiego i oznacza "wolność".

Wykonawca: Velvet Revolver


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: Lipiec 2007
Produkcja: Brendan O'Brien, Velvet Revolver
Wydawca: RCA
Style: Hard Rock
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.8
Oceniono na "10": 1 raz
Oceń -

Dla fana Guns N’ Roses ta płyta to może być cios. Zwłaszcza dla takiego, który marzy o powrocie kapeli w składzie chociażby z okresu Iluzji... Dlaczego? Bo nagrywając muzykę na takim poziomie i sprzedając takie ilości płyt chyba Slashowi, Duffowi i Mattowi przez myśl nie przejdzie, żeby stanąć w jednym szeregu z kolegą Axlem. Zwłaszcza, że wokalista płodzi Chinese Democracy i zwodzi fanów już ładnych parę lat, a Velvet Revolver po raz drugi aplikuje nam taką dawkę rock’n’rolla, że buty spadają.

Przez trzy lata (tyle minęło od wydania doskonałego Contraband) może się wiele wydarzyć. Podobno panowie mieli mnóstwo życiowych przygód godnych prawdziwych rockmanów, Scott przyzwyczaił się do świata widzianego bez wspomagania narkotyków i zmienił mu się pogląd na otoczenie. Zadzwonił też do starego kumpla Brendana O’Briena, bo Josh Abraham przestał chłopakom odpowiadać jako koleś od kręcenia gałkami na konsoli. Tutaj gitary są jakby lekko cofnięte, a ich brzmienie ciut „przybrudzone” w porównaniu z poprzednią płytą. Jeszcze jeden ważny szczegół wpływający na kompozycje: wszyscy od razu wiedzieli, kto będzie wokalistą i pod niego tworzyli muzykę (przy Contraband Weiland dołączył, gdy już wszystko było niemal gotowe).

Efekt? Otwierający płytę Let It Roll, jak sugeruje tytuł, od razu powoduje uśmiech na twarzy pięknie nawiązując do wymiataczy z debiutu. Siedzimy wyluzowani w fotelu, jest dobrze i czekamy na więcej. Ale cała reszta jakby nie od razu powala. Czyżby z chłopaków schodziło powietrze? Całe szczęście nie. Dalej trzeba po prostu lekko się wgryźć. Przy drugim, trzecim przesłuchaniu uśmiech powraca. Lekko miejscami pokombinowali, ale to dalej Velvet jakiego chcemy – co do tego nie ma wątpliwości.

Singlowy She Builds Quick Machines to rzecz z rajcownym riffem i świetnym refrenem, w którym Weiland fajnie bawi się rymami. Podobnie jest w Get Out The Door. Na łopatki rozkłada American Man z doskonałą, klimatyczną, przestrzenną zwrotką, po której wchodzi mocny refren. Do tego w środku jest zwolnienie z lekko psychodelicznymi (!) naleciałościami, po czym pyszne solo. Rewelacyjny kawałek.

Nie zabrakło oczywiście ballad. Ale raczej tych w klimacie zadymionego pubu a nie różowej sypialni piętnastolatki. Mowa tu o The Last Fight (będzie drugim singlem) i zamykającym płytę Gravedancer, który niesie ze sobą niespodziankę. Gdy milkną ostatnie dźwięki, nie wyłączajcie płyty. Po chwili Velvet Revolver z rasowo łojącej hardrockowej ekipy zamienia się w pretendentów na listę przebojów kierowców wielkich ciężarówek... Dostajemy wyluzowane country pełną gębą. Żart? Chęć odreagowania? W każdym razie efekt zabawny.

Nie rozumiem tylko, po co na płycie jest przeróbka Can’t Get Out Of My Head Electric Light Orchestra. Faktycznie, muzycy odcisnęli tu własne piętno, Scott śpiewa miejscami wyjątkowo słodko i melodyjnie, ale w porównaniu z resztą to i tak trochę flaki z olejem. Niepotrzebnie wybija człowieka z velvetowych wibracji; jako bonus do singla byłaby rzeczą fajną, a tak lekko drażni.

Nadmienić trzeba, że dodatkowo na płycie jest film Re-evolution, czyli zapis poczynań zespołu w studiu podczas nagrań Libertad. Nie ma co opisywać, sami obejrzyjcie. Gdyby tego komuś było mało (a fanom zawsze ciężko dogodzić), to jest jeszcze edycja limitowana z dodatkową płytą DVD z trzydziestominutowym dokumentem z południowoamerykańskiej trasy Velvet Revolver.

Po przesłuchaniu Libertad Axl poczerwienieje z zazdrości. Klasyka.

Recenzja Velvet Revolver - Libertad

Autor: Marcin Pawlak
Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
© 2013-2018 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group