terazmuzyka.pl

We're All Somebody from Somewhere

Pierwsza solowa płyta Stevena Tylera, wokalisty Aerosmith, która ukazała się w 2016 roku. Muzyk utrzymał ją w klimacie country.

Wykonawca: Steven Tyler


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: Lipiec 2016
Produkcja: Steven Tyler, Marti Frederiksen, T Bone Burnett i inni
Wydawca: Dot
Style: Country Rock
Nasza ocena -
Ocena społeczności 6.6
Oceń -
Recenzje czytelników
Autor: DreamLand
+ +1 -

Steven Tyler - charyzmatyczny wokalista obdarzony cudownym głosem, który balladom nadaje piękny i...
Pokaż treść

Komentarze (1)
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
DreamLand dodano: 19.12.2016, 21:55 #1
7 naprawdę dobrych utworów...
Steven Tyler - charyzmatyczny wokalista obdarzony cudownym głosem, który balladom nadaje piękny i niepowtarzalny klimat, a w rockowych numerach pokazuje pazur i daje niezlego kopa, wydał w tym roku swój pierwszy solowy album. Piosenkarz ma już na karku 68 lat, i nie spieszył się z opublikowaniem tego wydawnictwa. Całe dekady w Aerosmith, bogata dyskografia oraz pokręcona historia tego zespołu to chyba niepodważalny dowód na nieprzeciętne umiejętności tego muzyka...a jak wypada jego debiut poza macieżystą formacją? No cóż...umiejętności może nieprzeciętne ale nowy materiał niestety nie do końca w całości wypada tak kolorowo, lecz posiada kilka naprawdę zacnych perełek Mrugnięcie

W połowie zeszłego roku mieliśmy okazję cieszyć się pierwszym singlem z zapowiedzianego przez pana Tylera solowego albumu, który rzekomo miał opierać się głównie na muzyce country. ''Love Is Your Name'', bo o nim mowa, w moim odczuciu był kawałkiem naprawdę udanym. Czuć wpływy muzyki country, czuć emocje i ten genialny klimat który wokalista nadaje śpiewanym przez siebie piosenkom. Melodia wpada w ucho i wraca do głowy nawet po czasie w najmniej oczekiwanych momentach, kiedy człowiek zajmuje się czymś zupełnie innym. Podobnie jest w wypadku drugiego singla ''Red White & You''. Mimo że nie jest to może utwór wybitny, bardzo miło się go słucha a oba numery po odpowiednim przearanżowaniu spokojnie mogłyby zasilić nowy album Aerosmith, o ile oczywiście panowie jeszcze zebrali by się kiedyś aby taki wydać. Oprócz singli mamy jeszcze 5 (moim zdaniem) wartych uwagi, naprawdę niezłych kawałków, lecz reszta niestety nie budzi większych emocji przy nawet kolejnych odsłuchach... Nie wiem czy to po prostu nie do końca mój styl muzyki, czy reszta materiału jest po prostu bardzo przeciętna ale płyta jako całość mimo że nie męczy to jednak potrafi znużyć nijakimi kompozycjami które w większości wypełniają płytę...ale spokojnie, mamy na niej jeszcze wspomnianych 5 miłych niespodzianek Uśmiech
Pierwszą z nich dostajemy na samym starcie. "My Own Worst Enemy" od samego początku chwyta słuchacza za serce, i wprowadza w stan refleksji i zaciekawienia słuchanymi dźwiękami. Mimo że na płycie nie doznamy materiału wybitnego, którego z resztą chyba nikt z nas nie oczekiwał już po wykonawcy który to co miał w swoim życiu udowodnić udowodnił już nie raz lata temu, to ''otwieracz'' sprawia naprawdę miłe wrażenie i na pewno zostanie ze mną na dłużej oraz zawita w mojej playliście ''perełek do których warto wrócić''. Niestety nie można tego powiedzieć o utworze tytułowym, który nie sprawia więksego wrażenia na słuchaczu. Głównym problemem "We're All Somebody from Somewhere" jest całkowite wypranie go z energii i mocy. Jako ostry, rockowy numer mógłby się sprawdzić, ale w formie country-popowej przyśpiewki raczej szybko o nim zapominamy. Następny jest "Hold On (Won't Let Go)" który jest już zupełnie nijaki, i niestety przekombinowany do granic możliwości (swoją drogą przywodzi mi na myśl próbę osiągnięcia tego samego efektu jaki niegdyś z powodzeniem zastosował Black Sabbath w swoim ''Planet Caravan''). "It Ain't Easy" na początku sprawia miłe wrażenie, i daje nadzieje na jakąś ładną balladę jednak szybko dochodzi do nas że mamy do czynienia z kolejnym, nic nie wnoszącym na dłuższą metę kawałkiem. Dodatkowo zaczynamy zauważać przykry fakt, iż Steven mimo świetnej barwy głosu sprawia wrażenie zmęczonego. Nie wiem czy to wina nowego repertuaru artysty, czy po prostu jego obecna forma ale czuć że w pewnych momentach chciałby dać więcej, co już nie raz nam udowodnił, ale zwyczajnie tego nie robi, bądź nie jest to już tak efektowne jak jeszcze w przypadku ostatniego wydawnictwa Aerosmith ''Music from Another Dimension!'' z 2012 roku. Jednak kolejny, lekko wesołkowaty "I Make My Own Sunshine" którego naprawdę miło posłuchać zaliczam do plusów tego albumu i mimo że kiedyś takich ''wesołków'' nagrywało się naprawdę dużo aż do obrzydzenia, ten ma swój niebanalny, wciągający klimat i urok Uśmiech Tym sposobem przechodzimy do kolejnej miłej niespodzianki, a mianowicie do utworu "Gypsy Girl" - zdecydowanie jednego z najlepszych na płycie. Spokojny kawałek z bardzo ładnym refrenem który chwyciłem od razu przy pierwszym odsłuchu i do którego aż chce mi się wracać. Zdecydowanie kolejny klejnocik do mojej playlisty. Kolejny "Somebody New" to równie miła niespodzianka co poprzednik (ale niespodziankowo się zrobiło Uśmiech spokojnie...dalej nie jest już tak milutko) i równie często do niego wracam. Niestety kolejne "Only Heaven" i nieco bardziej energetyczny (w stosunku do klimatu płyty) "The Good, the Bad, the Ugly & Me" zwyczajnie nie porywają i zaraz o nich zapominamy. Dalej mamy ciekawy i przyjemny "Sweet Louisiana'' z naprawdę fajnym i wciągającym refrenem Uśmiech Na koniec dostajemy przeciętne, nic nie wnoszące "What Am I Doin' Right?" i dwa covery, które niestety również są według mnie dorzucone ''na siłę'' i powinny raczej pełnić rolę bonusów niż części oryginalnego materiału. Pierwszym z nich jest utwór macieżystej formacji Stevena czyli hit "Janie's Got a Gun", niestety podany w równie ''wymęczonej'' formie co większość nowych kawałków. Drugi, znany chyba wszystkim utwór "Piece of My Heart", również nie dodaje albumowi nic szczególnego, a nawet sprawia wrażenie zbędnego ponieważ ten bardzo dobry kawałek zdecydowanie lepiej wypada w wykonaniu Janis Joplin bądź Nazareth.
''We're All Somebody from Somewhere'' mimo że nie oczekiwałem od niego za wiele zaczęło mnie zastanawiać czy Steven faktycznie nie bez powodów ostatnio nie angażuje się tak mocno w losy Aerosmith. Wydaje mi się że ten wybitny wokalista jest już nieco zmęczony, i mimo że nadal potrafi jeszcze dobrze śpiewać chciałby odpocząć, włożyć ciepłe papucie i obejrzeć coś ciekawego w telewizji. Tyler chciał wydać swój solowy album i to zrobił, nikomu nic nim nie udowodnił bo i już nie musiał tego robić. Nowy materiał w tej aranżacji na pewno nie pasował by na 16-sty studyjny krążek Aerosmith, więc cel też osiągnięty, wokalista bowiem chciał zrobić coś innego. Ja z racji że uwielbiam Aerosmith i głos Stevena zapoznałem się z jego solowym debiutem, i powiem szczerze że mimo iż nie słucham na codzień muzyki country jestem w sumie miło zaskoczony Uśmiech może nie tym jak płyta wypada jako całokształt, ale tymi siedmioma utworami które naprawdę potrafią zahipnotyzować słuchacza...bardzo fajne na chwilę relaksu i zadumy Uśmiech chociażby ze względu na nie polecam przynajmniej posłuchać płytki.

Polecane utwory:

1. My Own Worst Enemy
5. Love Is Your Name
6. I Make My Own Sunshine
7. Gypsy Girl
8. Somebody New
11. Red, White & You
12. Sweet Louisiana Edytowano 2 razy. Ostatnio: 19.12.2016, 21:57
Skład nagrywający płytę
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group