terazmuzyka.pl
 
TAGI: motorhead

Kiss of Death

"Kiss of Death" to osiemnasty studyjny album zespołu Motörhead. To drugi krążek nagrany pod okiem producenta Camerona Webba, kontynuując ścieżkę obraną na "Inferno".

Wykonawca: Motörhead


INFORMACJE DODATKOWE:
Rodzaj albumu: Studyjny
Data wydania albumu: 29 sierpnia 2006
Produkcja: Cameron Webb
Wydawca: SPV GmbH
Style: Heavy Metal
Nasza ocena
Ocena społeczności 7.3
Oceniono na "10": 1 raz
Oceń -

Motörhead to twardy orzech do zgryzienia. Są legendą. Nigdy nie zwątpili w rock’n’rolla, za co w pas kłania im się cały rockowy świat. Ale jest też druga strona medalu. Od dobrych kilku lat Lemmy z kumplami nie potrafią utrzymać kompozytorskiej formy.

Kiss Of Death to niestety przykład albumu boleśnie wyjałowionego z pomysłów. Na otwarcie Sucker uderza nas niczym grom: Motörhead wciąż brzmi potwornie ciężko. Niestety, mimo niezłego riffu rzecz robi nijakie wrażenie, a razi zwłaszcza banalnym refrenem. Podobnie lżejszy One Night Stand czy ciężki Devil I Know, tak jak w pierwszym kawałku dobry riff i nic poza tym. A dalej mamy chociażby wtórny blues Under The Gun (linię basu podkradziono z You Better Run) i nudnawe boogie Christine. Nie ma co przedłużać tej smutnej wyliczanki. Jednym jaśniejszym punktem na płycie jest Trigger z naprawdę solidną, efektowną melodią. Chociaż kompozycją której nie sposób ominąć, jest również God Was Never On Your Side Dlaczego? Po sześciu latach przerwy Lemmy znów pokusił się o napisanie ballady. Właściwie częściowej ballady, z akustycznym canto i żywszym, gitarowym refrenem. Jak zwykle brzmi uroczo. Większą dawkę emocji dostarcza jeszcze sama końcówka płyty. Utwór Going Down nie jest co prawda majstersztykiem, ale wściekły riff daje mu niesamowitego kopa. Szczególnie bojowo robi się w ostatniej minucie, gdzie na polu bitwy zostają tylko instrumenty. Do siekającego riffami Campbella dołącza Dee z efektowną, perkusyjną kanonadą. Noo! Czyli rock’n’roll żyje, ale wcale nie ma się dobrze.

Raczej dla formalności należy dodać, że gościnnie na Kiss Of Death pojawili się nie bardzo słyszalni basista/gitarzysta C.C.Deville z Poison i Mike Inez z Alice In Chains. [2006]

Recenzja Motörhead - Kiss of Death

Autor: Paweł Chmielowiec
Komentarze (3)
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Lemmysomemoney dodano: 08.09.2017, 12:20 #1
Chmielowiec ...
Kolejny "recenzent", nie mający pojęcia i odpowiedniego podejścia do muzyki człowieka, który dla setek milionów jest Bogiem.
Pokaż odpowiedzi (1)
Scheisskopf dodano: 15.09.2017, 20:19 #3
Lemmy
Mam taką propozycję.... może szanowny Pan zechciałby nas oświecić i zademonstrować właściwe podejście do muzyki Lemmy'ego i Motorhead? Sugeruję napisanie własnych recenzji ich wiekopomnych dzieł i opublikowanie na gościnnych łamach portalu TR. A bez ironii: nieustannie krytykuje Pan wszystkich i wszystko na stronie TR; każdy recenzent,z którego zdaniem się Pan nie zgadza to "ignorant", natomiast siebie kreuje Pan na muzyczną alfę i omegę, męcząc swoimi wszechobecnymi i odkrywczymi komentarzami. A z tymi setkami milionów to już naprawdę trzeba by pomyśleć o przyłożeniu lodu na głowę. Owszem, Lemmy był świetnym muzykiem i liderem doskonałego zespołu, ale mimo wszystko nie był Da Vincim rock'n'rolla, i jemu także zdarzało się stworzyć chałę. Bezrefleksyjne wychwalanie każdego dzieła ulubionego artysty nie zamieni go od razu w arcydzieło, czy nam się to podoba czy nie. Trochę dystansu nie zaszkodzi, tak jak i zrozumienia, że muzyka to nie matematyka i każdy odbiera ją inaczej.
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group