<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>nick hasted |</title>
	<atom:link href="https://www.terazmuzyka.pl/tag/nick-hasted/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.terazmuzyka.pl/tag/nick-hasted/</link>
	<description>Newsy, koncerty, recenzje, filmy i seriale &#124;</description>
	<lastBuildDate>Mon, 30 Nov -001 00:00:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://www.terazmuzyka.pl/wp-content/uploads/2020/10/favicon-16x16-1.png</url>
	<title>nick hasted |</title>
	<link>https://www.terazmuzyka.pl/tag/nick-hasted/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Jack White. Przeczytaj fragment biografii muzyka</title>
		<link>https://www.terazmuzyka.pl/jack-white-przeczytaj-fragment-biografii-muzyka/</link>
					<comments>https://www.terazmuzyka.pl/jack-white-przeczytaj-fragment-biografii-muzyka/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Grzybowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 10 Jul 2017 12:40:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[ meg white]]></category>
		<category><![CDATA[ nick hasted]]></category>
		<category><![CDATA[ nowy album]]></category>
		<category><![CDATA[ obywatel jack]]></category>
		<guid isPermaLink="false"></guid>

					<description><![CDATA[<p>Pierwsza poważna biografia Jacka White&#8217;a zgłębia buntownicze życie wyrzutka dorastającego w zrujnowanym Detroit, kt&#243;remu pisane było stać się ekscentryczną gwiazdą rocka i założycielem wyjątkowo ważnej, niezależnej wytw&#243;rni płytowej. Od niczym (poza datą &#8211; 11 września 2001 roku) niewyr&#243;żniającego się koncertu w klubie w Arkansas po anarchiczny, ogłuszający występ na festiwalu Glastonbury w 2005 roku &#8211; [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.terazmuzyka.pl/jack-white-przeczytaj-fragment-biografii-muzyka/">Jack White. Przeczytaj fragment biografii muzyka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.terazmuzyka.pl">Teraz Muzyka</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsza poważna biografia<strong> Jacka White&rsquo;a</strong> zgłębia buntownicze życie wyrzutka dorastającego w zrujnowanym Detroit, kt&oacute;remu pisane było stać się ekscentryczną gwiazdą rocka i założycielem wyjątkowo ważnej, niezależnej wytw&oacute;rni płytowej.</p>
<p>Od niczym (poza datą &ndash; 11 września 2001 roku) niewyr&oacute;żniającego się koncertu w klubie w Arkansas po anarchiczny, ogłuszający występ na festiwalu Glastonbury w 2005 roku &ndash; oto pełna, nieprawdopodobna opowieść o losach <strong>Johna Gillisa</strong>, znanego r&oacute;wnież jako <strong>Jack White</strong>, samozwańczego agent provocateur rocka.</p>
<p>Książka opowiada o jego muzycznych fascynacjach, związku z <strong>Meg White</strong> (kt&oacute;rej nazwisko przyjął w dniu ślubu); przytacza wywiady z muzykami, z kt&oacute;rymi pracował, m.in. Neilem Youngiem, Seasick Steve&rsquo;em i Brendanem Bensonem; oraz przedstawia szczeg&oacute;łowy opis wszystkich album&oacute;w <strong>The White Stripes</strong>, <strong>The Raconteurs</strong>, <strong>The Dead Weather</strong> i solowych nagrań<strong> Jacka White&rsquo;a</strong>.</p>
<p><img decoding="async" alt="" src="http://www.terazrock.pl/upload/editor/images/gmmoahmnkjjebabd.jpg" style="width: 650px; height: 982px; border-width: 1px; border-style: solid;" /></p>
<p>Na następnej stronie znajdziecie <a href="http://www.terazrock.pl/aktualnosci/czytaj/jack-white-przeczytaj-fragment-biografii-muzyka.html?page=1">fragment książki</a>&nbsp;<strong>&bdquo;Obywatel Jack&rdquo;</strong>.</p>
<div style="page-break-after: always"><span style="display: none;">&nbsp;</span></div>
<h2>Fragment biografii Jacka White&#39;a:</h2>
<p><strong>1. Mexicantown</strong></p>
<p>Znak na autostradzie kieruje do Mexicantown. Nazwa dzielnicy Detroit, w kt&oacute;rej wychował się Jack White, pobrzmiewa buntowniczym echem otwarcie rasistowskiej historii miasta. W rzeczywistości powstała w latach 80. XX wieku i jest efektem kampanii PR wymyślonej, by ściągnąć do dzielnicy jeszcze więcej Meksykan&oacute;w, choć ich liczba i tak wzrastała z każdym rokiem. Otoczone niszczejącymi w zastraszającym tempie dzielnicami czarnych Amerykan&oacute;w Mexicantown miało być symbolem sukcesu. Dla Jacka rozw&oacute;j tej części miasta oznaczał jednak alienację &ndash; był w niej zagubionym białym chłopakiem walczącym o swe miejsce w podzielonym, zmagającym się z nędzą Detroid.</p>
<p>Usankcjonowana przez władze miasta nazwa dzielnicy w południowo-zachodnim Detroit nie jest tak dosadna, jak Black Bottom (Czarny Zadek), taki bowiem przydomek nosiła Lower East Side, ironicznie zwana Rajską Aleją (Paradise Alley) w okresie międzywojennym. W czasach tych rzesze czarnych Amerykan&oacute;w emigrowały na P&oacute;łnoc z ogarniętego kryzysem wrogiego Południa tylko po to, by spotkać się ponownie z segregacją i wylądować w coraz bardziej zatłoczonym i podupadającym getcie. W latach 50. XX w. fabryki motoryzacyjne, do kt&oacute;rych kiedyś przyjechali za pracą, przeniosły się na obrzeża miasta, co zapoczątkowało nabierający rozpędu proces jego upadku i ucieczki mieszkańc&oacute;w. Tymczasem złożone z białych Stowarzyszenia Obywatelskie patrolowały ulice wzdłuż niewidzialnych mur&oacute;w getta, osaczając czarnych sąsiad&oacute;w rasistowskimi przepisami, umowami sprzedaży nieruchomości czy wręcz groźbami przemocy.</p>
<p>Wulkan, na kt&oacute;rym spało Detroit, eksplodował pewnej wyjątkowo upalnej lipcowej nocy w 1967 roku, po nalocie policji na spelunkę z alkoholem w murzyńskiej dzielnicy. Piekło, kt&oacute;re się wtedy rozpętało, miało inny charakter niż zamieszki na tle rasowym w Watts w roku 1965. Wściekłość prześladowanych, długo ignorowana przez władze, rozlała się po mieście bez względu na rasę, a jej skutki odczuli zar&oacute;wno biali, jak i czarni właściciele podpalanych firm. Do stłumienia rozruch&oacute;w skierowano pięć tysięcy spadochroniarzy dowodzonych przez generała walczącego wcześniej w Wietnamie. Zginęły czterdzieści trzy osoby, z tego trzydzieści z rąk policji. Aresztowano 7231 mieszkańc&oacute;w, zniszczono lub obrabowano 2509 budynk&oacute;w. Stojąc pośr&oacute;d ruin, burmistrz Jerome Cavanagh oświadczył, że miasto <em>wygląda jak Berlin w 1945 roku.</em></p>
<p>Niczym warstwa popioł&oacute;w pod Londynem, świadcząca o gniewnej zemście Boudiki na rzymskim mieście, wydarzenia z 1967 roku są wciąż otwartą raną Detroit. Ćwierć wieku p&oacute;źniej ponad 10 tysięcy dom&oacute;w jest niezamieszkanych, 60 tysięcy działek stoi pustych. W stosunku do 1950 roku populacja Detroit spadła o milion. W roku 1967 dwie trzecie mieszkańc&oacute;w stanowiła biała ludność, w latach 90. XX wieku osiemdziesiąt procent mieszkańc&oacute;w stanowili Afroamerykanie. Przerażeni biali, kt&oacute;rzy sami, kierowani rasistowskimi uprzedzeniami i fobiami podpalili lont pod beczką prochu, uciekli za nową granicę, wytyczoną przez 8 Mile Road. Stosunkowo nieźle prosperujące przedmieścia po drugiej stronie tej trasy są właściwie odrębnymi miastami, zachowującymi w budżecie płacone na miejscu podatki, co umożliwia ich mieszkańcom kontynuowanie starej, opartej na rasie, polityki mieszkaniowej. Prawdziwe Detroit pozostawiono na pastwę losu. Kiedy w 2002 roku szedłem w kierunku opuszczonych, modernistycznych wieżowc&oacute;w zdobiących kiedyś &oacute;w &bdquo;Paryż Zachodu&rdquo;, czułem się, jakbym wędrował po Atlantydzie lub ulicach Pompei po wybuchu wulkanu. Pozbawione dach&oacute;w, pokryte plamami budynki sprawiały wrażenie nasiąkniętych wilgocią, jakby ktoś wyciągnął je z dna rzeki. Niesamowitą ciszę wczesnego wieczoru zakł&oacute;cał jedynie szelest walających się śmieci. Minęło piętnaście minut, nim udało mi się dostrzec w oddali innego przechodnia.</p>
<p>Lata 1967&ndash;2013, kiedy dzięki ogłoszeniu bankructwa Detroit zostało &bdquo;uratowane&rdquo;, a nowi inwestorzy zn&oacute;w zapalili światła w opuszczonych drapaczach chmur, najlepiej podsumowują słowa Brendana Bensona, byłego mieszkańca tego miasta, grającego z White&rsquo;em w The Raconteurs: <em>Z perspektywy czasu, powiem ci jedno. Tutejsi burmistrzowie zawsze słynęli z zepsucia, osiągając w tym wręcz celebrycki status. Wielkie posiadłości, floty samochod&oacute;w, niezliczone romanse z nietuzinkowymi kobietami &ndash; żyli niczym gwiazdy rocka, a reszta Detroit się nie liczyła</em>.</p>
<p>Nawet z takim brzemieniem, miasto wydało Madonnę, The Stooges, MC5, Motown i techno, przed nimi zaś całą plejadę gwiazd afroamerykańskich: od Johna Lee Hookera po perkusyjne dynamo, Elvina Jonesa. U progu nowego millenium muzyczny profil Detroit ożywiła tr&oacute;jka wykonawc&oacute;w. Kid Rock, wsp&oacute;łautor fenomenu sceny rap-rock/ nu metal albumem &bdquo;Devil Without A Cause&rdquo; (1998), uciekł z oddalonej od centrum Detroit urokliwej miejscowości Romeo (zamieszkanej gł&oacute;wnie przez białych) do getta. Eminem sprawił, iż grawitacyjne centrum hip-hopu przeniosło się z zachodniego i wschodniego wybrzeża do zapomnianego miasta na środkowym zachodzie dzięki albumowi &bdquo;The Marshall Mathers LP&rdquo; (2000), kt&oacute;ry uczynił z niego największą gwiazdę tego nurtu. Wcześniej większość naznaczonego biedą życia spędził po drugiej stronie symbolicznej granicy nędzy, wytyczonej przez &Oacute;smą Milę. W r&oacute;wnym stopniu ukształtowało go jednak Warren &ndash; białe przedmieście, gdzie chodził do liceum. Tylko ostatni z tej wielkiej tr&oacute;jki, Jack White, jest prawdziwym synem miasta.</p>
<p>W uroczo dekadenckim filmie o wampirach z 2014 roku (&bdquo;Tylko kochankowie przeżyją&rdquo;), nakręconym przez zaprzyjaźnionego z White&rsquo;em Jima Jarmuscha, bohater grany przez Toma Hiddlestone&rsquo;a &ndash; wiecznie żywy, unikający ludzi i rozgłosu muzyk o imieniu Adam &ndash; krąży nocami po wymarłych ulicach Detroit ze swą żyjącą od trzy tysiące lat kochanką Ewą (Tilda Swinton). W czasie jednej z wędr&oacute;wek, zamiast pojechać do muzeum Motown, postanawia pokazać jej coś bliższego jego sercu. <em>Oto dom Jacka White&rsquo;a. Tutaj się wychował</em> &ndash; m&oacute;wi, wskazując na tonący w mroku jasnoniebieski piętrowy budynek z drewna. Jedyne źr&oacute;dła światła w okolicy &ndash; lampa na werandzie pod balkonem i ledwo żarząca się żar&oacute;wka w jednym z pokoi &ndash; nadają mu wygląd nawiedzonego domostwa. <em>Och, ub&oacute;stwiam Jacka White&rsquo;a</em> &ndash; wzdycha Ewa, będąca za pan brat z największymi artystami w historii ludzkości. <em>Tak, tak&hellip; nasz mały Jack White</em>, m&oacute;wi z czułością, gdy oddalają się od domu. <em>A wiesz, że jest si&oacute;dmym synem swojej matki</em>? &ndash; pyta Adam, odwołując się do wierzeń, zgodnie z kt&oacute;rymi si&oacute;dmy męski potomek jest obdarzony nadnaturalnymi mocami. <em>To by się zgadzało</em>, odpowiada Ewa.</p>
<p>Kiedy pewnego zimowego popołudnia w 2014 roku jadę na Ferdinand Street 1203, gdzie Jack mieszkał do dwudziestego &oacute;smego roku życia, po atmosferze wyczarowanej przez Jarmuscha, nie ma oczywiście śladu. Jest za to dom z trzema sypialniami, strychem, ogr&oacute;dkiem na tyłach i trawnikiem od frontu, ze śladami rdzy na ganku. Dom stoi przy ulicy pośr&oacute;d podobnych r&oacute;wnie przyzwoicie wyglądających budynk&oacute;w, oddzielonych od jezdni pasem zieleni i szpalerem drzew. Wszystkie są zadbane, skrajna nędza i zniszczenie, czające się za rogiem nie mają tu dostępu. Można stąd dojść na piechotę do większości miejsc związanych z wczesnym etapem życia White&rsquo;a. Tyle tylko że nie nazywał się jeszcze wtedy Jack White. Podobnie jak Bobby Ritchie (Kid Rock) czy Marshall Mathers, kt&oacute;ry nosił maski Eminema i Slima Shady&rsquo;ego, zaczął jako ktoś inny.</p>
<p>John Anthony Gillis urodził się pod tym adresem 9 lipca 1975 roku jako dziesiąte dziecko i si&oacute;dmy syn Teresy i Gormana Gillis&oacute;w. Nadano mu imię po Janie Chrzcicielu, rodzina jednak szybko zaczęła wołać na niego &bdquo;Jackie&rdquo;. Był dzieckiem <em>na doczepkę</em>, jak sam dziś wspomina, na pewno nieplanowanym przez czterdziestopięcioletnią w chwili porodu matkę. Najmłodszy z jego rodzeństwa urodził się siedem lat wcześniej, najstarszy w 1957 roku. W wywiadzie udzielonym Andrew Male&rsquo;owi dla magazynu &bdquo;Mojo&rdquo; opowiada: <em>Moi bracia to potężni, dobrze zbudowani faceci w typie silnego drwala. Ja jestem od nich znacznie mniejszy. Oni są prawdziwymi okazami męskości</em>. Rodzic&oacute;w wspomina jako <em>starszych ludzi</em>, <em>mocno już wtedy zmęczonych</em>, kt&oacute;rzy zostawili ciężar wychowania najmłodszego potomka rodzeństwu. <em>Bywało ostro</em>, przyznaje w rozmowie z &bdquo;New York Timesem&rdquo;. <em>Nie przypominam sobie, abym często słyszał pochwały</em>. Mimo iż był kochanym i zadbanym dzieckiem, czuł się zdominowany, niezauważany, czasem nawet wyśmiewany. W wywiadzie dla &bdquo;Mojo&rdquo; wspomina: <em>Byliśmy liczną rodziną, nie miałem zbyt wielu przyjaci&oacute;ł i popadałem w paranoję. Myślałem, że wszyscy o mnie bez przerwy rozmawiają</em>. Życie na końcu kolejki za dziewięciorgiem rodzeństwa pozostawiło w nim poczucie niższości. <em>Kiedy zdarzają ci się przyjemne rzeczy</em>, powiedział Alexis Petridis z &bdquo;The Guardian&rdquo;, <em>rzadko kiedy masz czas, żeby się nimi nacieszyć</em>.</p>
<p>Hałaśliwy, pełen zabieganych ludzi dom zmuszał go do walki o chwilę samotności i pr&oacute;b zapanowania nad chaosem. W filmie dokumentalnym &bdquo;Będzie głośno&rdquo; m&oacute;wi o tym tak: <em>Masz to jak w banku, że przez cały dzień będziesz musiał się wszystkim dzielić. Dostajesz używane ubrania po starszym bracie, stare zabawki, nikt nie podziela twoich zainteresowań, ciągle ktoś wchodzi i wychodzi &ndash; jedni biegną do pracy, inni na autobus</em>. Tak nauczył się walczyć o rzeczy, na kt&oacute;rych mu zależało. <em>Ciągła</em> <em>konkurencja i walka o jedzenie. Odpychasz innych i na siłę wchodzisz w r&oacute;żne sytuacje</em>.</p>
<p>O tym, jak wyglądało życie najmniejszego i najsłabszego spośr&oacute;d rodzeństwa, chuchra zdominowanego przez nieżałujących pięści &bdquo;drwali&rdquo;, opowiedział Benowi Thompsonowi z &bdquo;Daily Telegraph&rdquo;: <em>Mn&oacute;stwo ludzi m&oacute;wi ci, co masz robić, a ty nie masz nikogo, na kim m&oacute;głbyś się wyżyć &ndash; jesteś na końcu tego łańcucha</em>&hellip; Po chwili dodaje: <em>Jak się nad tym głębiej zastanowić, to bardzo możliwe, że przeżyję ich wszystkich. To cała masa ludzi, kt&oacute;rych kocham, a kt&oacute;rych być może będę musiał kiedyś pochować</em>.</p>
<p>Licznych opiekun&oacute;w wspomagających starzejących się rodzic&oacute;w w opiece nad Jackiem, nie spos&oacute;b jednak określić jako typowych facet&oacute;w najlepiej czujących się we własnym towarzystwie. Bracia podążali własnymi ścieżkami kariery, wykonując przer&oacute;żne zawody, jak psychiatra dziecięcy, cukiernik, inspektor pocztowy i klawiszowiec w zespole grającym standardy. Leo Gillis, zafascynowany ekscentrycznymi, innowacyjnymi zawodami (a więc r&oacute;wnież wykonywanymi p&oacute;źniej przez dorosłego White&rsquo;a), szczeg&oacute;lną atencją obdarzał Buckminstera Fullera amerykańskiego projektanta i architekta o mistycznych skłonnościach. Przez pewien czas mieszkał w zaprojektowanej przez niego, jedynej w Detroit kopule geodezyjnej (samonośnej, czasem przezroczystej konstrukcji w kształcie kuli). Wzni&oacute;sł ją w 1998 roku naprzeciwko przytłaczającego, wybebeszonego budynku dworca kolejowego Michigan Central, od kt&oacute;rego dzieli go jedynie zarośnięte zielskiem pole. Pomalowana na niebiesko, by przypominała Ziemię widzianą z kosmosu, wyr&oacute;żnia się nawet w tym pozostawionym na pastwę losu mieście. <em>Kochamy tę dzielnicę i chcieliśmy pokazać, że mieszkają tu ludzie obdarzeni inwencją</em> &ndash; wyjaśniał dziennikarzowi Leo, przypominający z postury Jacka. Ożeniony z artystką muzyk nie chciał, by ich dwoje dzieci wychowywało się w <em>pudełkach</em>. W swej wielkiej kopule urządził studio nagraniowe, z kt&oacute;rego korzystał jego punkowy zesp&oacute;ł Teenage Alcoholics oraz kapela Catalyst z baru należącego do rodziny Gillis&oacute;w. Największe wrażenia na Jacku robił jednak Ray, najstarszy z braci (miał 18 lat, kiedy urodził się Jackie). <em>Przez jakiś czas był redemptorystą, zakonnikiem i księdzem, takim samym, jak prowadzący tutejszy kości&oacute;ł Najświętszego Zbawiciela</em> &ndash; powiedział White w wywiadzie dla &bdquo;New York Timesa&rdquo;. <em>Potem został prywatnym detektywem i otworzył w Detroit sklep z akcesoriami szpiegowskimi. Spędzałem z nim mn&oacute;stwo czasu. Zabierał mnie do kina &ndash; właściwie poza nim nikt inny tego robił</em>.</p>
<p>Najbliższy sąsiad Gillis&oacute;w, tapicer o nazwisku Brian Muldoon, należał do nielicznych, kt&oacute;rzy nie poddali się narastającej panice i nie uciekli z dzielnicy z innymi białymi mieszkańcami. Grupka tych upartych mieszkańc&oacute;w stanowi w Mexicantown zdecydowaną mniejszość. <em>Nie sądzę, by moją rodzinę cechował owczy pęd, </em>pr&oacute;bował wytłumaczyć Barneyowi Hoskynsowi White. <em>Taka mentalność jest nam obca. Choć z drugiej strony, być może nie było to dla nas najlepsze. </em>W filmie &bdquo;Będzie głośno&rdquo; nadaje tej decyzji walor donkiszotowskiej szlachetności, jak gdyby w określeniu &bdquo;exodus białych&rdquo; kryło się wyzwanie lub obelga. <em>W mojej rodzinie panowało wyniosłe przekonanie, że &bdquo;my nie wyjeżdżamy. Nie będziemy uciekać, jak wszyscy&rdquo;. </em>Jako dziecko patrzył przez okno swego pokoju na płonący samoch&oacute;d sąsiada w głębi ulicy. W mieście, w kt&oacute;rym przestały funkcjonować służby miejskie, regularnie podpalano opuszczone budynki; od 1967 roku przybywało opustoszałych, zarośniętych trawą kwartał&oacute;w ulic, kt&oacute;rych granice wyznaczało pogorzelisko. Spalenie samochodu gwarantowało, że w końcu ktoś go odholuje.</p>
<p>Urodzony w 1966 roku brat Jacka, Eddie, znacznie lepiej wspomina dorastanie w tej okolicy. <em>Żyło tu wiele dużych rodzin, podobnych do naszej &ndash; </em>wspomina w rozmowie z Richem Tupica dla &bdquo;Turn It Down&rdquo; &ndash; <em>tworzących zżytą ze sobą społeczność. Gł&oacute;wnie katolicką, ale jak na dzisiejsze standardy, dość r&oacute;żnorodną, istny tygiel ras. Działało tu dużo fabryk, ciężki przemysł, mn&oacute;stwo kościoł&oacute;w, aż w końcu wszystko podupadło. </em>Nawet pełen optymizmu Eddie wiedział jednak, że nie było to miejsce dla mięczak&oacute;w. <em>Panowała tu atmosfera zabawy, ale trzeba było umieć walczyć o swoje, a kiedy wychodziłeś na ulicę, musiałeś pokazywać, że jesteś twardzielem.</em></p>
<p>Ich ojciec miał szkockie korzenie; jego przodkowie od pokoleń osiedlali się w kanadyjskiej Nowej Szkocji przed przyjazdem do USA i podjęciem pracy w fabrykach samochod&oacute;w w Detroit. Teresa, r&oacute;wnież najmłodsza z dziesięciorga rodzeństwa, wychowała się w polskiej rodzinie katolickiej; jej matka przyjechała do Ameryki w 1905 roku. Małemu Jackowi na urodziny śpiewano więc w domu polskie &bdquo;Sto lat&rdquo;. Oboje rodzice pracowali na rzecz kościoła pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela przy Junction Street 1721, oddalonego zaledwie o dwie przecznice na zach&oacute;d od ich domu rodzinnego. Była to w swoim czasie największa katolicka parafia w Ameryce P&oacute;łnocnej. Gorman pełnił funkcję gł&oacute;wnego administratora archidiecezji, Teresa była sekretarką kardynała Edmunda Szoki (syna polskich emigrant&oacute;w), kościelnego dostojnika o bardzo silnej pozycji w Watykanie, gdzie w końcu został prezydentem Papieskiej Komisji Państwa Watykańskiego. Postać ważnego pracodawcy rodzic&oacute;w zapadłą dzieciństwie pamięć Jackowi. <em>Trzeba było całować go w pierścień &ndash; </em>wspomina ze śmiechem swoje spotkania z kardynałem w rozmowie z Barneyem Hoskynsem.</p>
<p>Życie religijne Gillis&oacute;w było dość skomplikowane. Gorman był nawr&oacute;conym chrześcijaninem, Teresę natomiast White przedstawia w rozmowie z Pamelą Des Barres jako <em>trzeźwą i rzeczową katoliczkę. </em>R&oacute;żnice pogląd&oacute;w zamieniały dom rodzic&oacute;w w zagadkowe <em>miejsce gwałtownej chrześcijańskiej dysputy</em>. Jack sądzi, że odpowiada za to konserwatywne środowisko, w kt&oacute;rym wychowywali się rodzice w epoce Wielkiego Kryzysu, <em>odchodzące w przeszłość okruchy życia: złoty wiek Eisenhowera, prawicowość, ultrakonserwatywne Towarzystwo Johna Bircha, chrześcijaństwo, takie rzeczy &ndash; ale w roku 1990, kiedy nie miało to już racji bytu.</em></p>
<p>Niekt&oacute;re formalne zwroty i sformułowania, jakimi posługiwali się rodzice, przylgnęły do niego na stałe. <em>Kiedy byłem małym chłopcem i zrobiłem coś dobrego &ndash; </em>powiedział kiedyś fanowi &ndash; <em>ojciec komentował to słowami: &bdquo;Jackie, zachowałeś się jak dżentelmenem i uczony&rdquo;. </em>Jako dorosły rozwinął wyniesione z domu dobre maniery w wystudiowaną grzeczność i archaiczny kodeks szarmanckiego postępowania. Mimo iż odczuwał dystans do r&oacute;żnic religijnych dzielących rodzic&oacute;w, zachował ich wiarę w chrześcijańskiego Boga. Rozmawiając z r&oacute;wnie uduchowioną Pamelą Des Barres, chętnie dzieli się z nią poglądami na podstawowe wartości, zazdrośnie strzeżonymi przed cynicznymi, ateistycznymi dziennikarzami rockowymi. <em>Bardzo się cieszę, że wyniosłem z tego wszystkiego wiarę w Boga &ndash; </em>skomentował swoje wychowanie. Zastrzegając otwartość i szacunek dla wszystkich wyznań, traktuje Jezusa z czas&oacute;w swego dzieciństwa jako domyślny wzorzec. B&oacute;g, przed kt&oacute;rym bił pokłony i do kt&oacute;rego wznosił modły, był stw&oacute;rcą i kreatorem &ndash; najlepszym rzemieślnikiem i największym artystą. <em>Możemy jedynie posłużyć się drewnem, kt&oacute;re od niego mamy, i coś z niego zrobić &ndash; </em>wyjaśnia Jack. <em>Nie da się stworzyć czegoś z niczego.</em> Nawet budowa piramid jest czymś żałośnie nieznaczącym w por&oacute;wnaniu ze stworzeniem planet. <em>I to mnie właśnie do niego cały czas przyciąga. Moja codzienna myśl o Bogu.</em> Kiedy był już starszy, sięgał po apokryficzne ewangelie, przypisywane Marii Magdalenie, Jakuba i wątpiącego Tomasza. Podziwiał męczennik&oacute;w i świętych za, jak wyjaśnił dziennikarzowi &bdquo;New York Timesa&rdquo;, oddanie sprawie i czyste poświęcenie. Jego ulubionymi świętymi byli św. Sebastian (patron wyobraźni) i św. Rita (patronka rzeczy niemożliwych). Chrześcijaństwo stanowi istotny, acz często niedostrzegany element jego p&oacute;źniejszej tw&oacute;rczości.</p>
<p>W wywiadzie dla &bdquo;Rolling Stone&rdquo; wyznał Davidowi Fricke: <em>Mam trzech ojc&oacute;w: biologicznego, Boga i Boba Dylana.</em>&#8230;</p>
<p><strong>520-stronicowa biografia trafi do sprzedaży 24 lipca!</strong></p>
<p>mg</p>
<p>Artykuł <a href="https://www.terazmuzyka.pl/jack-white-przeczytaj-fragment-biografii-muzyka/">Jack White. Przeczytaj fragment biografii muzyka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://www.terazmuzyka.pl">Teraz Muzyka</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.terazmuzyka.pl/jack-white-przeczytaj-fragment-biografii-muzyka/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>

<!--
Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: https://www.boldgrid.com/w3-total-cache/?utm_source=w3tc&utm_medium=footer_comment&utm_campaign=free_plugin

Object Caching 32/48 objects using Memcached
Page Caching using Disk: Enhanced 
Minified using Disk

Served from: www.terazmuzyka.pl @ 2026-06-19 17:37:41 by W3 Total Cache
-->