terazmuzyka.pl
Artykuły 1584V  
MICHAŁ KIRMUĆ | 19 sierpnia 2013
20 sierpnia na Stadionie Narodowym po raz kolejny zobaczymy w Polsce jeden z najwspanialszych spektakli rockowych w dziejach – The Wall. Ale Roger Waters nie ogranicza się do przypominania swoich dawnych dokonań. Nadal pozostaje ambitnym, zaangażowanym twórcą, zabierającym głos w ważnych sprawach XXI-wiecznego świata.

Kres podróży

Wydany w 1979 roku album The Wall był dla Watersa nie tylko próbą opowiedzenia o poczuciu alienacji, które towarzyszyło mu, gdy wychodził na scenę, ale także chęcią zmierzenia się z własnymi demonami. Z problemami natury osobistej. Zarówno bieżącymi (rozpad małżeństwa), jak i tymi z przeszłości. Szczególnie z dorastaniem bez ojca, który zginął podczas drugiej wojny światowej. Choć Roger wielokrotnie występował we Włoszech, nigdy nie odwiedził miejsca, w którym zginął jego ojciec. Aż do teraz. 29 marca 2013 roku, w przededniu stadionowej odsłony trasy The Wall Live, artysta pojechał na cmentarz w Cassino nieopodal Anzio. Odbyłem podróż po Europie, by odwiedzić grób mojego dziadka, który został zabity w 1916 roku, i odwiedzić grób ojca, który poległ w pobliżu Anzio – zwierzał się dziennikarzom, którzy razem z grupą około dwustu fanów czekali na niego w tej niewielkiej włoskiej miejscowości. Dotarłem więc do kresu pewnej podróży. I dodawał: Byłem bardzo rozżalony tym, że ludzie w mundurach zabrali mi ojca. Pogodzenie się z tym zajęło mi wiele lat. Ponieważ ojciec został uznany za zaginionego w akcji, długo miałem nadzieję, że jednak wróci do domu. Ofiara jego życia była dla mnie wielkim darem i wielkim ciężarem zarazem.

Piętnaście tysięcy pikseli

Niektórzy byli zaskoczeni informacją, że Waters postanowił przenieść spektakl The Wall na stadiony. Oryginalnie był on przecież dziełem podważającym sens wielkich koncertów na takich obiektach. Kiedy byłem znacznie młodszy, wypowiadałem się przeciwko występom na stadionach, bo uważałem, że dużo trudniej nawiązać więź z publicznością, gdy obejmuje trzydzieści albo nawet czterdzieści tysięcy osób – wyjaśniał niedawno. Zmieniłem zdanie. Duże koncerty na otwartym powietrzu są niezwykle poruszające i nie ma złych miejsc, aby je oglądać. Na temat bezpośredniej inspiracji dodaje: Odbyłem trasę po Ameryce Łacińskiej. Można tam grać tylko w klubach lub na wielkich stadionach piłkarskich. Nie ma alternatywy. „The Wall” nie zmieściłoby się w klubie, musieliśmy więc zagrać na stadionach. To był powód, dla którego zdecydowaliśmy się rozbudować przedstawienie do obecnych rozmiarów. I kontynuuje: Myślę, że mój brak porozumienia z publicznością w czasach poprzedzających napisanie „The Wall” był projekcją braku porozumienia wewnątrz zespołu. Kiedy niedawno przygotowywaliśmy się do koncertów w Ameryce Południowej uruchomiliśmy na Estadio River Plate niektóre elementy spektaklu, a ja usiadłem daleko na trybunach. Wtedy zrozumiałem, dlaczego ludzie czują związek z tym, co się dzieje na scenie. Czują tę muzykę i te emocje. Po prostu stają się częścią pewnej społeczności.

Jak mówi sam twórca, stadionowa wersja przedstawienia będzie się różniła od poprzedniej – przede wszystkim skalą. Będzie większa powierzchnia do wyświetlania. Kiedy graliśmy w halach, mieliśmy projektory o szerokości ośmiu tysięcy pikseli, a teraz mamy piętnaście tysięcy pikseli. To niemal dwa razy szerzej. Jakieś sto trzydzieści, sto czterdzieści metrów. Na tym polega główna różnica. Treść jest ta sama, ale na przykład gdy w „Another Brick In The Wall, Part 2” wjeżdża metro, ma jakieś pięćset stóp, a nie sto trzydzieści stóp.

A jak w ogóle doszło do tego, że Waters postanowił raz jeszcze zaprezentować swoje życiowe dzieło? Kiedy przypomniałem na żywo w całości „The Dark Side Of The Moon”, pomyślałem: „No dobra, co teraz powinienem zrobić?” – wyjaśniał w 2010 roku w wywiadzie dla BBC. „Mam po prostu grać w golfa, uprawiać ogródek, a może zostać politykiem?”. Uznałem, że powinienem zabrać się do pracy, ale czy powinienem jechać w kolejną wielką trasę? Nie byłem pewny. Wtedy moja narzeczona powiedziała: „Jeśli chcesz to zrobić jeszcze raz, to z The Wall”.

I choć pomysł wydawał się karkołomny, szybko wszedł w fazę realizacji. 15 września 2010 roku koncertem w Air Canada Centre w Toronto w Kanadzie artysta rozpoczął trasę The Wall Live, która objęła obie Ameryki, Europę, a także Australię i Oceanię. Była to także kolejna okazja do spotkania z polską publicznością. 18 i 19 kwietnia 2011 roku Waters zaprezentował swoje dzieło w Atlas Arenie w Łodzi. Wcześniej występował u nas tylko raz, 7 czerwca 2002 roku na stadionie Gwardii w Warszawie.

Na stacji metra

Europejska stadionowa część trasy The Wall Live rozpoczęła się w lipcu obecnego roku. 20 sierpnia będzie miała przystanek na Stadionie Narodowym im. Kazimierza Górskiego w Warszawie. Będzie to także okazja, by usłyszeć nową kompozycję, o którą Waters rozbudował klasyczne dzieło. Nosi ona tytuł The Ballad Of Jean Charles de Menezes. Pojawiła się z powodu wizualnego aspektu koncertu – tłumaczy Waters. Na końcu „Another Brick In The Wall, Part 2” były trzy solówki i z koncertu na koncert czułem, że jest o jedną za dużo. Dlatego zdecydowałem się ją usunąć i wprowadzić w to miejsce nowy utwór. I dodaje: Powód, dla którego napisałem piosenkę o Jeanie Charlesie de Menezesie, był taki, że jego rodzina przysłała mi za pośrednictwem internetu jego zdjęcie. Jestem Anglikiem, więc znam tę straszną historię, która wydarzyła się pewnego dnia na stacji metra (Jean Charles de Menezes został zastrzelony w Londynie przez policję, niesłusznie podejrzewającą, że miał związek z zamachami terrorystycznymi w tym mieście – przyp. mk). Kiedyś jego rodzina przyszła na koncert w Porto Alegre w Brazylii. Spotkałem się z nią. To była wyjątkowa chwila. Jego zdjęcie pojawia się, gdy wykonuję ten utwór.

Kolekcjonerzy dorobku Rogera Watersa mogą już cieszyć się The Ballad Of Jean Charles de Menezes także z płyty. Artysta wykonał piosenkę podczas charytatywnego koncertu 12 12 12 The Concert For Sandy Relief. Na dokumentującym to wydarzenie albumie utwór pojawia się razem z The Happiest Days Of Our Lives i Another Brick In The Wall, Part II, zaskakująco opisanymi jako Another Brick In The Atlantic Wall, Part I, II & III. Na płycie można też znaleźć Us And Them oraz Comfortably Numb wykonany w duecie z Eddiem Vedderem z Pearl Jam.

Ciarki na plecach

To nie jedyny w ostatnich latach występ Watersa o takim charakterze. Choć artysta od kilku lat niemal nieustannie koncertuje z własnymi spektaklami, znajduje również czas na działalność charytatywną. 7 lipca 2007 roku wziął na przykład udział w jednym z koncertów Live Earth – The Concert For A Climate In Crisis, na Giants Stadium w East Rutherford. Rzecz o tyle warta odnotowania, że wykonane wówczas piosenki The Happiest Days Of Our Lives i Another Brick In The Wall, Part II zostały wydane na płycie dokumentującej wydarzenie.

3 października 2012 Waters wziął z kolei udział w koncercie Love For Levon, poświęconym pamięci Levona Helma z grupy The Band (jednego z uczestników pamiętnego koncertu The Wall – Live In Berlin). Wykonał wówczas utwory The Night They Drove Old Dixie Down i Wide River To Cross. Koncert został zarejestrowany i w marcu tego roku pojawił się na płytach CD, DVD i Blu-ray. 8 listopada 2012 były lider Pink Floyd zgodził się wziąć udział w koncercie Stand Up For Heroes w nowojorskim Beacon Theater na rzecz rannych i okaleczonych weteranów wojennych. Kilkunastu z nich towarzyszyło mu na scenie. Tak o tym opowiada: Pojechałem z moim przyjacielem, gitarzystą George’em Edwardem Smithem, do Walter Reed Army Medical Center. Spotkaliśmy się z cudownym facetem, który powołał do życia organizację Musicorps. Uczą w niej grać żołnierzy na różnych instrumentach lub starają się pomóc im wrócić do gry na instrumentach, na których grali, zanim pojechali na wojnę. Ma to niesamowite właściwości terapeutyczne.

Niezwykle emocjonalny występ rozpoczął utwór Wish You Were Here, następnym był Knockin’ On Heaven’s Door Boba Dylana (nagrany przez Watersa do izraelskiego filmu Ha-dybbuk b’sde hatapuchim hakdoshim). Na tym się jednak nie skończyło. Kiedy pojechaliśmy tam drugi raz, siedzieliśmy i czekaliśmy na kilku chłopaków. Zacząłem grać piosenkę, którą wykonywałem podczas koncertu poświęconego pamięci Levona Helma. To była piosenka z jednej z jego ostatnich płyt – „Dirt Farmer”. Uwielbiam ją. Gdy skończyłem, odebrałem telefon od Arthura Blooma (z Musicorps – przyp. mk). Powiedział: „Roger, chłopak, z którym zaraz będziesz rozmawiał, chciałby zaśpiewać „Wide River To Cross””. To był właśnie ten utwór, który śpiewałem chwilę wcześniej... Owym chłopakiem okazał się siedzący na wózku inwalidzkim starszy szeregowy Timothy Donley, który kilka miesięcy wcześniej stracił nogi podczas misji w Afganistanie.

Mówię, co myślę

The Ballad Of Jean Charles de Menezes, włączona do spektaklu The Wall, potwierdza że Waters nie przestał tworzyć i nagrywać piosenek świadczących o wielkim zaangażowaniu społecznym i politycznym. W ostatnich latach powstało ich więcej. W 2004 roku opublikował na przykład za pośrednictwem internetu (a w Japonii także na singlu) dwie takie kompozycje, To Kill The Child i Leaving Beirut, napisane rok wcześniej, po ataku Stanów Zjednoczonych na Irak. Byłem poruszony tym brakiem poszanowania dla prawa międzynarodowego i dla praw zwykłych ludzi – tłumaczył w wywiadzie dla amerykańskiej rozgłośni Q104.3FM. Dodawał też: Zawsze stałem po stronie niewinnych, cierpiących z powodu konfliktów politycznych i religijnych. I wyjaśniał, że piosenka To Kill The Child wyraża jego sprzeciw wobec wszelkich ekstremizmów religijnych i politycznych oraz mówi o tym, jak fałszywe są często motywy decyzji politycznych, a militarnych w szczególności i jak często to, co nazywamy niefrasobliwie efektem ubocznym, oznacza zabijanie niewinnych dzieci...

Utwór Leaving Beirut, trwający ponad dwanaście minut, ma podobną wymowę, ale zupełnie inny charakter. Waters wplótł do niego autobiograficzną opowieść o swojej młodzieńczej podróży do Libanu. W refrenie pyta: Czy to są ludzie, na których powinniśmy zrzucać bomby?

Na publikację obu utworów w 2004 roku artysta zdecydował się w związku z wyborami w Stanach Zjednoczonych i szansą George’a W. Busha na reelekcję. To niezwykły czas, kiedy na czele najpotężniejszego narodu na Ziemi stoi debil –nie przebierał w słowach. Sam zachęcał wówczas Amerykanów, by głosowali na Johna Kerry’ego, ale, jak wiemy, prezydentem został po raz drugi Bush.

W wirtualnym więzieniu

3 czerwca 2010 Waters udostępnił odbiorcom portalu YouTube intrygującą przeróbkę protest songu We Shall Overcome (z nieznacznie zmienionym tekstem). Co go natchnęło do jej nagrania? Na przełomie 2009 i 2010 roku 1500 mężczyzn i kobiet z różnych stron świata udało się do Egiptu, by wziąć udział w marszu wolności dla Strefy Gazy. Zrobili to, by zaprotestować przeciwko blokadzie tego regionu. By zaprotestować przeciwko faktowi, że mieszkańcy Gazy żyją w wirtualnym więzieniu. By zaprotestować przeciwko zniszczeniu przez izraelskie siły zbrojne domów, szpitali, szkół i innych budynków publicznych, a dodajmy, że nie ma mowy o ich odbudowaniu z powodu zamkniętych granic.

Choć konflikt pomiędzy Palestyną a Izraelem trudno oceniać jednostronnie, artysta nie kryje swojego jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. 21 czerwca 2006 roku postanowił wesprzeć kampanię BDS, malując sprayem na murze okalającym zachodni brzeg Jordanu słowa We don’t need no thought control z piosenki Another Brick In The Wall, Part 2. Niedawno w jednym z wywiadów deklarował: Wzywam moich kolegów muzyków i artystów, aby dołączyli się do kampanii BDS przeciwko Izraelowi. Dodawał także: Mówimy o podstawowych prawach człowieka. Jestem w tej kwestii przeciwko Izraelowi z tego samego powodu, dla którego byłem przeciwko polityce apartheidu w RPA...

Oczywiście ta stanowcza postawa przysporzyła mu sporo przeciwników, pojawił się zarzut antysemityzmu. Największa fala krytyki przetoczyła się, gdy w 2010 roku Waters ruszył z trasą The Wall Live. Powodem oburzenia okazała się animacja towarzysząca piosence Goodbye Blue Sky z użytą w pewnym momencie gwiazdą Dawida. W niedawnym reportażu na Foxnews/online, powtórzonym w The London Evening Standard, Abraham Foxman, szef ADL (Ligi Przeciwko Zniesławieniu – przyp. mk) w USA, zarzuca mojej nowej produkcji The Wall i pośrednio mi antysemityzm – pisał muzyk na swoim facebookowym profilu. To poważne oskarżenie, które wymaga reakcji. Pan Foxman powinien przyjść na koncert, zanim zacznie wydawać sądy i publicznie komentować to, co robię. W przedstawieniu The Wall nie ma antysemityzmu. Piosenka, do której się odnosi, „Goodbye Blue Sky”, opisuje, jak zwykli ludzie, wojskowi i cywile, cierpią z powodu następstw wojny. Wizualizacja, która jej towarzyszy, pokazuje bombowce B-52 zrzucające różne symbole z komór bombowych na tle zniszczonego wojną krajobrazu. Te symbole to, w przypadkowej kolejności: krucyfiks, sierp i młot, gwiazda Dawida, półksiężyc z gwiazdą, znak Mercedesa, znak dolara, znak Shell. Zatroskany pan Foxman uważa, że zestawienie gwiazdy Dawida i znaku dolara może wzniecać nienawiść do Żydów. Wbrew twierdzeniom pana Foxmana nie ma żadnych ukrytych znaczeń w kolejności symboli. Chodzi o to, że jesteśmy bombardowani religiami, polityką, ideologiami gospodarczymi, a one sprawiają, że obracamy się przeciwko sobie...

Dziecięca niewinność

A co z nową muzyką? Nie nagrałem płyty od 1992 roku, to szmat czasu – przyznawał Waters podczas konferencji prasowej zapowiadającej stadionową odsłonę trasy The Wall Live. Powodem nie jest to, że nie komponuję nowych piosenek. Po prostu nie potrafię w sobie znaleźć czegoś, co je połączy. „Amused To Death” to była spójna i czytelna idea. Łatwa do zrozumienia. Wystarczyło spojrzeć na tytuł, by wiedzieć, o co chodzi. A teraz nie mogę znaleźć przewodniej myśli, wokół której mógłbym osnuć całość. Jest jednak szansa, że album, roboczo zatytułowany Heartland, wkrótce nabierze realnych kształtów. Podczas ostatniej trasy artysta napisał bowiem utwór, który, jak wyjaśnia, może stać się tym najważniejszym. Nie jestem pewny, jaki będzie nosił tytuł, ale mogę ujawnić pierwszy wers: „If I had been God...”. Zapewnia też: Jestem absolutnie zdeterminowany, aby nagrać następny album. Myślę, że ten nowy utwór mi na to pozwoli. Stanowi punkt wyjścia do stworzenia płyty. Dotyczy jednej z moich obsesji, idei, że religijny ekstremizm wpływa negatywnie na nasze życie.

Na razie jednak ostatnim studyjnym autorskim utworem Watersa wydanym na płycie jest Hello (I Love You), przygotowany w 2007 roku do filmu Mimzy: mapa czasu (The Last Mimzy) Boba Shaye. Muzykę artysta skomponował z Howardem Shore’em. Razem wymyśliliśmy numer, który uchwycił temat filmu – zderzenie najlepszych i najgorszych ludzkich instynktów i tego, jak dziecięca niewinność może z tym zwyciężyć. W odróżnieniu od wcześniejszych filmowych ballad Watersa Hello (I Love You) cechuje rozmach w duchu Pink Floyd, z czym idealnie koresponduje tekst, zawierający nawiązania do przeszłości artysty (z fragmentami w rodzaju: Hello I love you, is there anybody in there? Czy: You can make your peace on the dark side of the moon...).

Choć pozostali żyjący muzycy Pink Floyd wyraźnie postanowili się wycofać z czynnego życia artystycznego (ostatnią, niespodziewaną możliwość zobaczenia Watersa, Davida Gilmoura i Nicka Masona razem na scenie mieli ci, którzy 12 maja 2011 roku wybrali się na Watersowski The Wall do londyńskiej hali O2; euforia towarzysząca pojawieniu się na scenie Gilmoura podczas Comfortably Numb, a także dołączeniu w finałowym Outside The Wall jego i Nicka Masona, świadczyły dobitnie o wyjątkowości tej chwili), Roger ciągle nie myśli o emeryturze. I to właśnie dzięki jego koncertom można się przekonać na czym polegała magia występów zespołu, któremu imion użyczyli dwaj legendarni bluesmani, Pink Anderson i Floyd Council.

Tekst ukazał się w numerze Teraz Rocka z sierpnia 2013 (126)

Zobacz także
Newsy 101V  
Newsy 908V  
Koncerty 142V  
0

Me And That Man przekłada trasę koncertową na przyszły rok [OGŁOSZENIE]

mg | fot. Grzegorz Gołębiowski | 4 czerwca 2020
© 2013-2020 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group