terazmuzyka.pl
Artykuły 2334V  
GRZESIEK KSZCZOTEK | 23 lipca 2013
Z Romanem Kostrzewskim, frontmanem Kata, spotkałem się w wynajmowanym przez niego domku na przedmieściu stolicy, w Wesołej. Ostatniej jesieni został czwarty raz ojcem, urodził mu się syn, Julian, i to spowodowało, że przeprowadził się do Warszawy z Bytomia. - Mało tu miejsca, więc i rzeczy, które ze sobą przywiozłem, jest niewiele – powiedział mi na wstępie naszej rozmowy o przedmiotach, które ma w swoim otoczeniu i do których jest jakoś przywiązany. A potem dodał z uśmiechem: Miałem szalik Metalliki, taki gadżet, który sprzedawali w dawnych czasach, i efektowny folder reklamowy, którego stałem się posiadaczem po koncercie Hanoi Rocks. Ale to chyba moja młodsza córka gdzieś wyniosła...

PREZENT OD CIOTKI

Dlaczego muszę mieć na półce Złotą gałąź Jamesa George’a Frazera? Tę książkę dostałem w prezencie, od ciotki. Miałem wspaniałą ciotkę. Na ogół artyści w swoich rodzinach niewiele mają takich osób, które integrowałyby się ze sztuką albo odpowiadałyby mentalności wzrastającego ego młodego twórcy. Ja miałem w rodzinie jedną taką osobę – właśnie moją ciotkę, która była szalenie elokwentną kobietą. Gdy ją odwiedzałem, mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów do omówienia. Była to osoba interesująca się całym światem, chociaż tak właściwie z kraju nie wyjeżdżała. Los ją rzucił w typowe życie domowe z różnymi efektami z tego wynikającymi, także i pewnego zamknięcia... Tak więc, aby ten efekt zamknięcia nie był zbyt silny, zwracała się w kierunku książek. Była to bardzo oczytana osoba. Interesował ją szeroki wachlarz tematyczny… Ten mój egzemplarz Złotej gałęzi jest o tyle fajny, że to pierwsze polskie wydanie tej książki, z 1962 roku. Czyli miałem dwa lata, kiedy ta rzecz się u nas pojawiła... Złota gałąź to wspaniała praca szkockiego antropologa, która dała podwaliny badaniom nad religiami, nad mitologią. Mowa jest tu w zasadzie o tym, co działo się z człowiekiem w czasach, kiedy jeszcze nie potrafił jakoś ogarnąć tego wszystkiego, co działo się wokół niego. Moja Złota gałąź jest już mocno styrana przez życie. Zresztą kupiona była już używana, w jakimś antykwariacie. Mojej ciotki już nie ma, ale została po niej wspaniała pamiątka. Przez długi czas przynajmniej raz w roku czytałem tę książkę. A często zaglądam do niej. Gdy w moich tekstach dokonuję pewnych wtrąceń, posiłkuję się zawartą w niej wiedzą – czy to w zakresie głębi człowieka, czy jego problemów. Do tego służy mi ta książka – jak zresztą wiele innych, z zakresu psychologii, religioznawstwa, które też posiadam. 

 

PRZEWODNIK

Tatry. Nowe spojrzenie na góry to fajna praca, w poręcznym wydaniu. Uwielbiam Tatry. Rzadko w nie jeżdżę, bo po prostu praca obciąża mnie mocno i nie mam czasu, więc chociaż próbuję te góry zwiedzać, chodzić po nich, wirtualnie. Wirtualnie znam Tatry bardzo dobrze. Śledzę też je w necie (śmiech). A gdy zdarza mi się gdzieś pojechać i dostęp do komputera mam mocno utrudniony, gdy trudno mi się skomunikować poprzez sieć z obrazkiem Tatr, to chwytam za tę książkę. Jest dla mnie pewnego rodzaju natchnieniem, wspaniale przybliża ten region. 

 

MIKROFON

Ten mikrofonik firmy Audix posłużył mi do nagrania mojej solowej płyty, Woda. Być może jeszcze inne płyty też będę robił z tym mikrofonem. Nie jest to drogi sprzęt, a udało mi się go nabyć w okresie, gdy amerykańska firma, która go wyprodukowała, miała ochotę wejść na rynek europejski… Co ważne: ten mikrofon inaczej brzmi. Do głośnych rzeczy się nie nadaje, w ostrzejszych fragmentach musiałem mocno kombinować, oddalać się trochę od niego, zmieniać parametry ustawienia... ale delikatne sprawy ładnie ujmuje. Wybitnej dynamiki po nim się nie należy spodziewać. Ale barwowo jest ciekawy… Do użytku koncertowego ten mój Audix się nie nadaje. Podczas koncertów zasadniczo bazuję na tym, co nagłośnieniowy mają. Nie użyłem dotąd tego mikrofonu – i raczej nie użyję – w Kacie. Ale, jak sądzę, jeszcze nie raz z niego skorzystam... A do tego jeszcze fajne drewniane pudełko dodali. Choć za trumnę mi nie posłuży, bo się do niego nie zmieszczę (śmiech).

 

KAPELUSZ

Ten kapelusz ma swoją historię, związaną z Rzeszowem. Otóż, gdy mam trochę wolnego czasu, to chodzę po ciekawych miejscach. Kiedyś, będąc w Rzeszowie, udałem się na jakieś targowisko. Urzekł mnie na tym targowisku klimat. Były tam słomkowe kapelusze i nawet ludowe stroje. Ciuszki, w które spokojnie mogą ubierać się babcie z tamtego rejonu. Taki rodzaj mody archaicznej. No i właśnie na tym targowisku kupiłem mój kapelusik. Używam go przy happeningach. A gdy słońce świeci zbyt mocno, też go chętnie wkładam. Dobrze chroni przed słońcem, a poza tym śmiesznie wygląda.

STRÓJ KONCERTOWY
 
Wiadomo: metale się na czarno ubierają. Tę koszulkę kupiłem sobie na targu w Londynie. Nie było tam rzeczy, które mnie jakoś specjalnie zaskoczyły. Chyba że ciuszki dla dzieci z podobizną Boba Marleya, i beciki z aplikacjami gwiazd rock’n’rolla... Ja wtedy potrzebowałem kupić koszulki na występ, bo zapomniałem wziąć z Polski… A te spodnie, które tu mam, to jedne z wielu. Gacie często mi się drą. Każdy koncert metalowy to temperatura, pot. Dużo się ruszam na moich koncertach. Często rzeczy, które mam na sobie, są przemoczone do ostatniej niteczki i tym bardziej szybko się zużywają. A to, co widać na załączonym obrazku, to robota kumpla, który wpadł kiedyś do mojej chaty i zrobił takie ustrojstwo. I stoi sobie taki… "pusty Romek". A właściwie wsparty na płotku. Tego zestawu – poza kapeluszem – już nie używam. Pomyślałem sobie, że niech będzie to taki obiekt muzealny. Tym bardziej, że co sezon muszę kupować nowe rzeczy. Ale w zasadzie mój ubiór na koncertach nie różni się od tego, czego używam na co dzień. 
 
 
GŁOŚNIKI
 
Te głośniki to przede wszystkim pamiątka po Jacku Regulskim (w latach 1990-99 gitarzysta Kata – przyp. gk). Jacek zmarł tragicznie (29 października 1999 roku – przyp. gk). Kupił sobie motor i tego samego dnia miał czołowe zderzenie... Pozostawił po sobie studio nagraniowe, które przejął mój ówczesny kolega. Ja te kolumny odkupiłem już od niego. Grają doskonale do dzisiaj i po latach nabrały takiego charakteru, że jak na nich muzyka dobrze zabrzmi to znaczy, że… wszędzie będzie dobrze brzmiała! Te głośniki więc dają mi jakąś rękojmię: dzięki nim wiem, że proponuję dobrze zrobione rzeczy… A czasami patrzę sobie na nie, słucham i przypomina mi się Jacek. Przypominam sobie muzyka, z którym graliśmy, z którym mieliśmy mnóstwo wspólnych planów… Na tych głośnikach nagraliśmy Szydercze zwierciadło Kata. Te głośniki służyły pomocniczo przy realizacji już trochę zapomnianego mojego projektu – płyty Error Alkatraz. Na tych głośnikach zrobiłem też Wodę. Mają swoją ciekawą historię. 
 
 
DZWONEK
 
Kupiłem ten dzwonek, żeby zrealizować pewien fragment na płycie Error. A było to związane z dziwnie zatytułowanym utworem – Ayy …yy. Chcieliśmy wytworzyć sobie coś szczególnego. Wiedzieliśmy, że to powinien być jakiś instrument perkusyjny, który tak łatwo nie poddaje się klasyfikacji rytmicznej. I nagraliśmy na tym dzwonku dwa ślady we wspomnianym utworze... Mam więc dzwonek od czasów 
powstania tejże płyty (od 2001 roku – przyp. gk). W moim mieszkaniu w Bytomiu był zawieszony na lampie i kto wchodził, to zazwyczaj głową stukał w niego. A ja przyzwyczaiłem się do tego charakterystycznego „klangu”. Teraz, w tym nowym domeczku, mogłem go zawiesić w miejscu dla niego bardziej stosownym. I bywa, że wiatr na nim gra.
 
 
 
PŁYTA
 
III Symfonia Mikołaja Góreckiego, w wykonaniu orkiestry Filharmonii Śląskiej pod batutą Jerzego Swobody. Ta płyta towarzyszy mi już sporo lat. Tego rodzaju muzyka nie przydaje mi się za bardzo jako inspiracja w mojej własnej twórczości, ale… III Symfonia ma pewną tajemnicę. Jest to muzyka, mogłoby się wydawać monotonna. W niej postęp jest bardzo powolny i pewnie dlatego ta płyta nie wszystkich zadowala… Po prostu trzeba mieć do niej cierpliwość, bo jednak ma zdolność nastrojenia człowieka. Jest jak malarstwo Beksińskiego. Mroczna i  bardzo zaangażowana. To nagranie III Symfonii Góreckiego jest jedną z moich ulubionych płyt. Ale nie słucham jej często. Takiej muzyki nie słucha się często… Poza tym, żeby muzyka sprawiała prawdziwą radość – nie może być zbyt często słuchana. Owszem, są formy muzyczne, których jednak trzeba często słuchać. Choćby twórczość własna. Po to żeby ewentualnie coś tam jeszcze dorzeźbić albo zamysł twórczy rozwinąć do jeszcze ciekawszych poziomów aranżacyjnych… Ta płyta z symfonią Góreckiego jest też przydatna na pewną okoliczność. Gdy człowiek ma różnego rodzaju rozterki. Gdy jest w klimacie ciemnym, "darkowym". Wtedy ta płyta jest jak kolega. To jest dla mnie płyta, która może ładnie współgrać z mrocznymi fragmentami duszy.
 
TAROT
 
Ta seria kart została stworzona według wskazań Aleistera Crowleya. Postać znana, pasjonat okultyzmu... Miał asystentkę, która przy wykorzystaniu jego wiedzy ezoterycznej namalowała karty Tarota. Tarot szczególnie kojarzy mi się z okresem mojego samotnego pomieszkiwania w Domu Pracy Twórczej „Leśniczówka”, w znanym na Śląsku obiekcie, gdzie niejeden muzyk miał przyjemność przebywać, bawić się, a przede wszystkim grać. Mieszkałem tam prawie dwa lata. W ciszy i spokoju. W tym czasie uczyłem się staroangielszczyzny. Pisowni staroangielskiej. W ogóle owładnięty byłem wówczas różnego rodzaju starociami. Te moje fascynacje zapamiętał Andrzej Wolski – mój przyjaciel. Chłopak piszący do „Fantastyki”, który kiedyś robił też ciekawe rysunki... I któregoś dnia  z Zachodu przywiózł mi te karty. A ja sam wykładałem tego Tarota. Oczywiście sobie nie wróżyłem. Tego rodzaju idee są mi dalekie. Karty służyły mi bardziej jako forma rozpoznania własnej psyche. Ale – pamiętam – mnóstwo ludzi chciało, żebym im wróżył. Dlatego w tym czasie stałem się jakby nadwornym wróżbitą śląskich muzyków (śmiech). Oczywiście wszyscy traktowaliśmy to lekko. Karty Tarota są ładne, kolorowe. Czasami kiedy ich dotykam, przypominają mi się pewne historie z mojego życia.
 
 
ODCISKI STÓPKI
 
Na koniec pamiątka niedawna. Odcisk stópki mojego syna. Jak dziecko miało trzy miesiące, jego matka odcisnęła mu stópkę – chyba w materiale, którego w szkole używa się na zajęciach plastycznych: trochę mąki, soli i wody. Moja ukochana wpadła na ten pomysł, gdy jeszcze nie mieszkałem w Warszawie. I ta stópka była dla mnie czymś ogromnie ważnym: nie mogłem widzieć Julianka na co dzień, więc chociaż to sobie oglądałem. Pewnie kiedyś oddam ten odcisk stópki synowi i będzie także dla niego piękną pamiątką. 
 
Zobacz także
Newsy 96V  
0

Musikmesse i Prolight + Sound już w kwietniu

mg | fot. Messe Frankfurt GmbH | 17 stycznia 2019
Newsy 133V  
0

Geddy Lee (Rush) nagra solowy album?

rf | 17 stycznia 2019
Koncerty 132V  
0

Lion Shepherd ogłasza trasę koncertową

rf | fot. Facebook | 17 stycznia 2019
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group