terazmuzyka.pl
Artykuły 1204V  
ROBERT FILIPOWSKI | 12 czerwca 2013
Krzysztof Skiba o początkach Big Cyca

Mieszkałem wtedy w akademiku na osiedlu studenckim Lumumby w Łodzi. To osiedle było dość ciekawe, bo w szarzyźnie PRL-u było takim wolnym miasteczkiem, enklawą, która żyła trochę innym rytmem niż pozostała część miasta. Były tam prężnie działające kluby, w których występowały kabarety, teatry, kapele punkowe. Faktycznie świętem były Juwenalia, na które zezwolono dopiero w połowie lat 80. W 1986 albo 1987 roku na Juwenaliach zobaczyłem grupę reggae’ową Rokosz. Później okazało się, że jeden z członków kapeli mieszka w tym samym akademiku, co ja. I to był Dżej Dżej (Jacek Jędrzejak – przyp. rf). Chodził charakterystycznie ubrany, wyróżniał się z masy studenckiej, widać było, że to twardy rockers. Ja wtedy byłem zbuntowanym człowiekiem, który działał z anarchistycznymi ugrupowaniami, miałem kontakt z kolegami z Gdańska, sam działałem w teatrze studenckim, miałem pomysły na happeningi Pomarańczowej Alternatywy, organizowałem w klubie koncerty, pojawiałem się jako konferansjer. Wtedy ze znajomymi przejąłem klub Balbina, w którym odbywały się występy kabaretów i zespołów punkowych. W tym tyglu narodziła się idea Big Cyca. W założeniu miał to być zespół, który ośmieszy powagę polskiego rocka. Wtedy wszyscy grali na poważnie, a my chcieliśmy rzucić granat, który rozsadzi ten nadmuchany muzyczno-tekstowy skansen. Napisałem kilka tekstów i przekonałem Dżej Dżeja, by z chłopakami skomponował do nich muzykę. Próby odbywały się w Ostrowie Wielkopolskim, tam gdzie ćwiczył Rokosz. Po paru miesiącach Dżej Dżej zadzwonił do mnie, że mają już kilka numerów i chcą zobaczyć jak one będą brzmiały w składzie ze mną.

Na pierwszej próbie poznałem resztę chłopaków, czyli Romka i Dżery’ego. Gdy mieliśmy gotowych 10-12 piosenek pojawiła się idea, by zrobić pierwszy koncert. Miał on miejsce 1 marca 1988 w klubie Balbina w Łodzi i tę datę uważa się za początek Big Cyca. Bardzo zależało mi, żeby ten koncert był wydarzeniem. Wspólnie wymyśliliśmy pewien happening, taką małą prowokację artystyczną. Wyczytałem gdzieś, że właśnie mija 75. rocznica wynalezienia damskiego biustonosza. Stwierdziłem, że skoro zespół nazywa się Big Cyc – nazwę wymyślili chłopaki, mnie się ona bardzo spodobała – to zrobimy uroczystą akademię z okazji tej 75. rocznicy. Jedną z atrakcji miał być koncert zespołu Big Cyc, ale nie byłbym sobą, gdybym czegoś jeszcze nie dołożył i wymyśliłem, że odbędzie się turniej biustów. Teraz to wydaje się banalne. Należy jednak pamiętać, że w czasach PRL-u wszystko, co miało związek z seksem, erotyką, było tematem kontrowersyjnym. Socjalizm był zapięty na ostatni guzik, tematy erotyczne były tematami tabu. Ale pod koniec lat 80. cenzura trochę poluzowała, to znaczy nadal była cenzura polityczna, ale trochę bardziej liberalnie zrobiło się w cenzurze obyczajowej. I wiadomo też było, że na turniej biustów media się skuszą. I rzeczywiście wywołaliśmy zamieszanie. Na pierwszy koncert nikomu nieznanej kapeli przyjechało 45 dziennikarzy z całej Polski – był Teleexpress, były Monika Olejnik i Beata Michniewicz z radiowej Trójki, był studencki tygodnik „Itd.”... Oczywiście to była zastawiona przez nas pułapka, chcieliśmy pokazać, że media interesują się gołymi cyckami, a nie sztuką, muzyką.

Ze sceny ogłosiliśmy, że damskich gołych biustów nie będzie i jedyny biust, jaki możemy pokazać to biust naszego basisty albo perkusisty... Gdy Big Cyc zaczął grać dziennikarze uciekli, ale zostały dziennikarki Trójki i „Itd.”. Potem ukazała się duża relacja z tej prowokacji i bardzo ciekawy reportaż radiowy Moniki Olejnik i Beaty Michniewicz, które zostały do końca i po koncercie z nami porozmawiały.

W środowisku studenckim zrobiło się o nas głośno i dostaliśmy propozycje od innych klubów, potem zagraliśmy duży koncert na Juwenaliach w Łodzi. Na początku miał to być jednorazowy żart. Tak naprawdę nikt nie myślał o graniu tras, o wydawaniu płyt. Ale łyknęliśmy haczyk rock’n’rolla i pojawiła się idea nagrania piosenek. Pojawiliśmy się w pierwszym prywatnym studiu w Polsce czyli w Izabelin Studio Andrzeja Puczyńskiego i za własne pieniądze nagraliśmy kilka piosenek: Kapitan Żbik, Babcia klozetowa i Piosenka góralska. Dobrze sobie poradziły na radiowych listach przebojów. Wtedy posypały się propozycje nagrania płyty. To był już rok 1989.

Wybraliśmy Polskie Nagrania. I tak w 1990 roku pojawiła się płyta Z partyjnym pozdrowieniem z piosenkami, które do dziś gramy na koncertach. W tym momencie zaczyna się zawodowa kariera Big Cyc, zaczęliśmy grać z Proletaryatem, z Kobranocką, pojawiliśmy się w Opolu obok Lady Pank, Republiki, Oddziału Zamkniętego.

Tekst ukazał się w numerze Teraz Rocka z maja 2013 (123)

Zobacz także
Newsy 538V  
0

Polski zespół wykona hymn USA podczas meczu NBA

rf | fot. Keith Allison | 10 grudnia 2018
0

Serial „Wataha” powróci z trzecim sezonem

mg | fot. HBO Polska | 10 grudnia 2018
© 2013-2018 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group