terazmuzyka.pl
Artykuły 863V  
BARTEK KOZICZYŃSKI | 27 kwietnia 2005
przekora

Siedem lat minęło od wydania Sanctvarium, poprzedniej płyty Hedone. Łódzka formacja wraca w nowym składzie i z nową muzyką. Zawartość albumu Playboy może zaskoczyć dawnych fanów, ale i przysporzyć grupie nowych.

Siedem lat, wiedziałem, że padnie ta liczba - śmieje się Maciej Werk, od samego początku szef Hedone. Dlaczego aż tyle? Wyszła płyta „Sanctvarium”, włożyłem w nią dużo energii i liczyłem, że zaowocuje wzniesieniem zespołu na nowy poziom. Koncerty, honoraria, wizyty w zakładach pracy... Niestety tak się nie stało. Nie było osoby, która by tym pokierowała, nie było menażera. Szczęśliwie teraz już mamy wspaniałego menażera. Przytaczam wypowiedź z wywiadu, w którym stwierdził, że otarł się o granicę śmierci mentalnej. Maciej: No tak, zagubiłem się też personalnie. Brakowało mi poweru, konsekwencji i siły, by realizować marzenia. Śmierć mentalna polegała na stwierdzeniu, że granie nie ma sensu. Zacząłem się bawić w biznesy niemuzyczne: obsługiwałem PR-owo różne firmy, pracowałem przy koncertach, pisałem trochę do gazet... Coraz bardziej zacząłem odchodzić od tego, co jest moim życiowym powołaniem.

Tym, co wydobyło go z marazmu, okazało się spotkanie Macieja Stanieckiego. Zaczęliśmy się delikatnie muzycznie obmacywać - kontynuuje opowieść Werk. Na tym pierwszym spotkaniu, mocno imprezowym, wzięliśmy w ręce instrumenty i zaczęliśmy grać w domowym studiu utwór. Trafił na płytę, nosi teraz tytuł „Czy czujesz czasem to, co często czuję ja” i prawdopodobnie będzie drugim singlem. Staniecki: Ten pierwszy numer należy do najlepszych na płycie... Materiał powstawał przez dobre trzy lata, ewoluując. Robiliśmy różne inne rzeczy, poza tym nie mieliśmy bata w postaci deadline’u, więc nam się nie spieszyło. Werk: W międzyczasie zwerbowaliśmy starych przyjaciół: Łukasza Klausa, który był jeszcze wtedy perkusistą słynnego zespołu Ich Troje oraz Łukasz Lacha, którego znałem od lat i zaczęliśmy robić próby.

Maciej jest dumny, że po raz pierwszy zmontował zespół z prawdziwego zdarzenia. Stwierdziłem, że robienie samemu muzyki jest nudne. Chciałem być w grupie ludzi, którzy wspierają się artystycznie i towarzysko. Poza komfortem psychicznym, wiąże się to z innym sposobem pracy. Kiedyś zaczynałem od struktur elektronicznych, rytmicznych... Teraz chcę, by muzykę można było zagrać na próbie, w nowoczesnym składzie rockowym. Miałem już dość pracy typu dom-sampler.

Pytam czy po tak radykalnych zmianach - i po tak długiej przerwie - sensowne było utrzymanie starej nazwy... W momencie kiedy ukonstytuował się skład, zastanawiałem się, czy nie zacząć od nowa - przyznaje Werk. Ale rozmawiałem o tych dylematach z Ivanem Novakiem, głównym ideologiem grupy Laibach. On mi powiedział: „trade mark is the most important thing”. Mam świadomość, że starzy fani - którzy gdzieś tam funkcjonują - mogą być zaskoczeni albo rozczarowani. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że z uwagi na słabo rozwinięty showbiznes, w Polsce płytę wydaje się raz na cztery-pięć lat. Nie ma stopniowej ewolucji, którą normalnie przechodzi się na przestrzeni kilku albumów.

A skąd tytuł Playboy? Na początku to była rybka wokalna do jednego z utworów. Później stwierdziłem, że użyję tego słowa przekornie. Postrzegane jest ono u nas raczej negatywnie. Tymczasem playboy też może szukać uczucia... To nawiązanie do tego, co się ze mną działo przez te parę lat. Wykonałem w życiu parę mniej lub bardziej mądrych rzeczy i nauczyły mnie one, że najważniejszy jest święty spokój, który w końcu udało mi się osiągnąć. Staniecki: Chodzi o to, że Maciek poszukiwał w swoim życiu porządku, a zachowywał się jak playboy. Werk: Mocno odurzony playboy... Jak to? Zaczęło się jak zwykle niewinnie, potem było bardzo groźnie, ale na szczęście mam już te problemy za sobą.

Podobnie jak poprzednią płytę, album promuje duet Werka z wokalistką. Kiedyś była to Renata Przemyk (Zapach), dziś - Joanna Prykowska, znana z grupy Firebirds (To tylko miłość). Współpracę z wokalistką postrzegam jako hołd złożony tradycji Hedone - mówi Werk. „Zapach” wymyśliłem od razu jako duet, podobnie „To tylko miłość”. I wiedziałem, że musi to zaśpiewać Asia. Miałem trudności, żeby się z nią skontaktować, bo siedziała długo w Londynie, ale w końcu przyjechała do Łodzi, wynajęliśmy późno w nocy studio i nagraliśmy szkic utworu. Wyszła piękna piosenka o miłości. Nie boję się ładnych piosenek, nie boję się ładnych tekstów...

Zespół zamierza też intensywnie promować płytę na żywo. W maju objadą kraj jako gwiazda trasy music eXtreme Life, potem będą letnie festiwale, a jesienią kolejna odsłona koncertowa, w skład której wchodzą miedzy innymi występy Hedone z Renatą Przemyk.

Tekst w całości ukazał się w numerze „Teraz Rocka” z kwietnia 2005 (26)

tagi:
Zobacz także
Newsy 952V  
Newsy 1567V  
1

Guns N' Roses wrócili do studia?

rf | 7 grudnia 2018
Newsy 978V  
Newsy 770V  
© 2013-2018 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group