terazmuzyka.pl
Recenzje 641V  
Michał Kirmuć | 17 kwietnia 2017

Recenzja albumu "Death on the Road" zespołu Iron Maiden, którą przygotował Michał Kirmuć.

Kiedy usłyszałem, że Iron Maiden planuje wydać kolejny album na żywo, przeszła mi przez głowę myśl, że może będzie to zapis występu z Polski. W końcu zeszłoroczny występ na Mystic Festival był rejestrowany. Niestety, okazało się, że wybrano rejestrację z Dortmundu. Ale choć nie słychać tutaj sławetnego okrzyku Bruce Dickinsona: Scream For Me Poland!, to jednak wspomnienia tego - chyba jednego z najlepszych koncertów w naszym kraju - powróciły.

Startują od Wildest Dreams, czyli - jak zawsze - od pierwszego utworu z promowanej wówczas płyty (tym razem Dance Of Death). Trójgitarowa maszynka rusza pełną parą. Oczy wyobraźni od razu malują scenografię z posępnym zamczyskiem. Po chwili dawka klasyki. Tej najstarszej, czyli Wratchild. I tej nieco młodszej, w postaci dawno nie granego na żywo, radosnego Can I Play With Madness. Iron Maiden to jednak wielka klasa. I choć pewne utwory grają od lat, zawsze wypada to świeżo i po prostu świetnie. Zero zblazowania, czysta energia. Tutaj też. Po obowiązkowym The Trooper następuje porcja nowej muzyki. Może już nie tak „nieśmiertelnej”, ale utrzymanej w klasycznym maidenowym stylu. A nowinki przeplatają co jakiś czas rzeczami z Brave New World (tytułowy) i z The X Factor (Lord Of The Flies). Swoją drogą jak wiele znaczy głos wokalisty... Wystarczyło, że kawałek zaśpiewał Dickinson i już staje on w jednym rzędzie z klasycznymi. Druga płyta tego zestawu to już praktycznie koncertowa jazda obowiązkowa. Z genialnym Hallowed Be Thy Name (lata mijają, a ten zatrzymany dźwięk w pierwszej części przez Dickinsona ciągle robi wrażenie), The Number Of The Beast czy Run To The Hills na czele. Jest też jednak nowinka. W Journeyman, pojawiającym się na bis, Ironi grają... akustycznie. I też idzie im to całkiem nieźle.

Death On The Road to nie pierwszy i pewnie nie ostatni album koncertowy w dorobku tego zespołu. Tak jak wszystkie poprzednie jest dowodem na to, że Maideni to koncertowy żywioł jakich mało. Wprawdzie sama płyta mogłaby nieco lepiej brzmieć (odkąd za miksowanie zabrali się Steve Harris z Kevinem Shirleyem, wszystko brzmi bardziej surowo), ale klimat jest. [rok 2005]

Komentarze - bądź pierwszy!
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Zobacz także
Newsy 32V  
0

Kortez zapowiada nowe wydawnictwo

rf | fot. Facebook | 24 kwietnia 2019
Koncerty 135V  
0

Blackbear zagra koncert w Polsce

mg | fot. Sam Dameshek | 23 kwietnia 2019
Newsy 517V  
  • Death on the Road
  • Iron Maiden
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group