terazmuzyka.pl
Recenzje 886V  
Bartek Koziczyński | 18 października 2016
[TODO]

Nie słucha się tego łatwo – przyznaje autor kompilacji, Brett Morgen, reżyser filmu Montage Of Heck. Trzeba mu przyznać rację. Domo­we nagrania Kurta Cobaina wybrane ze 108 kaset to rzecz absolutnie szkicowa, robocza, surowa. Przypadkowy słuchacz odpadnie od razu za sprawą samej jakości dźwięku. Fani dostają natomiast wyjątkową okazję obcowania z najbardziej intymnym aspektem pracy twórczej legendy grunge'u.

Ważne: to nie jest wyłącznie materiał muzyczny. Kurt bawił się też w rejestrację słowa mówionego i trzeba przy­znać, że wykazywał zalążki talentu aktorskiego. Weźmy reklamówkę koncertu 1988 Capitol Lake Jam Commercial, polegającą na zabawnym dialogu dwóch głosów: wysokiego i tubalnego. Albo obie części Montage Of Kurt – mieszanka gadki i dziwnych odgłosów. Rzeczą większego kalibru jest Aberdeen, monolog o doświadczeniach seksu­alnych i narkotycznych czy próbie samobójczej na torach kolejowych. Cobain ekshibi­cjonistycznie wyrzuca fakty ze swojego życia, robi to jednak w sposób wystudiowany, po wcześniejszym przygotowaniu. Z kolei Rhesus Monkey to coś w rodzaju recytacji/białego rapu, który kojarzy mi się z po­czątkiem utworu Nevermind Red Hot Chili Peppers. Muzyką trudno też nazwać propozycje typu Kurt Ambiance – rodzaj elektrycznego pulsu czy Scre­am – 30 sekund przesterowa­nego krzyku.

Spośród 31 pozycji (omawia­my wersję deluxe) najbardziej ciekawią te, które dają wgląd w twórczy rozwój artysty. Weźmy The Yodel Song, w za­myśle parodię jodłowania, któ­ra stała się chyba źródłem cha­rakterystycznego zaśpiewu, jaki znamy choćby z Lithium. Przeplatanie spokojnych partii gitarowych z przesterowanym czadem w What More Can I Say przypomina późniejsze kontrasty dynamiczne stoso­wane m.in. w Smells Like Teen Spirit. A zaśpiewana niskim głosem przeróbka And I Love Her potwierdza beatlesowskie inspiracje muzyka z Seattle.

Jeśli kogoś interesują aspekty techniczne, może posłuchać, jak Kurt zmaga się z instrumentem akustycznym we wprawce The Happy Gui­tar, czy jak planuje linię basu w She Only Lies (w kilku innych utworach przerywa granie akordowe, by zapowiedzieć: bass line i kontynuować na po­jedynczych niskich strunach). A taki na przykład Reverb Experiment to monotonne powtarzanie akordu, służące sprawdzeniu brzmienia efektu gitarowego.

Czy wśród piosenek, które mają z grubsza gotową formę, kryją się jakieś nieodkryte skarby? Niekoniecznie. Najważniejsza z nich, Do Re Mi z 1994 roku (podobno ostatnia, jaką skomponował artysta), nadawałaby się po nagra­niu studyjnym na „finalny” nirvanowy przebój, ale na tle reszty dyskografii to dość przeciętne nawiązanie do stylu Pixies. Burn The Rain zaczyna się interesująco, jest czymś w stylu Something In The Way, ale... grę przerywa telefon, muzyk odbiera i nie dowiemy się, co działo się w utworze dalej. Rehash pod względem riffowym pasowałby na pierwszą płytę Nirvany, jednak tekst i sposób interpretacji wy­glądają na robienie sobie jaj ze sceny hardcore’owej. Dałoby się coś wykrzesać z akustycz­nej ballady Letters To Frances, ale pozostaje ona kompozycją instrumentalną, w dodatku graną z potknięciami. Wczes­nych wersji znanych piosenek (np. Frances Farmer Will Have Her Revenge On Seattle czy Been A Son) nie liczę.

W przypadku absolutnej większości artystów takie mu­zyczne szkice nie wypływają na światło dzienne. Tragicznie przerwana kariera lidera Nir­vany sprawia, że jest inaczej. I ma to jakiś sens w połączeniu z równie intymnymi Dzienni­kami oraz pełnym prywatnych scen filmem, który był punk­tem wyjścia do tej płyty. 

Zobacz także
Newsy 207V  
0

Will Carroll (Death Angel) informuje o stanie swojego zdrowia

rf | fot. Stefan Bollmann | 3 kwietnia 2020
Newsy 169V  
2

Alestorm opublikowali teledysk zapowiadający nowy album [WIDEO]

mg | fot. Elliot Vernon | 2 kwietnia 2020
  • Montage of Heck: The Home Recordings
  • Kurt Cobain
© 2013-2020 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group