terazmuzyka.pl
Wywiady 575V  
WIESŁAW KRÓLIKOWSKI | 1 stycznia 1997
wszystko, co chcesz

To coś wspaniałego usłyszeć w niewielkim klubie markowy zespół brytyjski. Taki, który już zna się z kilku płyt... Jego utwory nabierają nowego uroku. Okazuje się, że  gra z rockowym nerwem także to, co w nagraniach robiło mniej rockowe wrażenie. A to, co miało muzycznego kopa, oczywiście ma go nadal. Do tego Brytyjczycy są w taki ujmujący sposób pewni siebie. Nie ma wątpliwości, że po prostu robią swoje. Że rock to ich muzyka.

– James Bradfield, powiedział kiedyś, że album The Holy Bible był najbardziej naturalną z waszych o płyt. A ty dopiero co stwierdziłeś, że przystępując do pracy nad Everything Must Go chcieliście zerwać z tamtą konwencją. Jak to rozumieć?
– W tamtym okresie w Wielkiej Brytanii sporo się działo. Britpop był na fali. Chcieliśmy zrobić album, który byłby przeciwieństwem takiej muzyki. Naprawdę mroczny, mocny. Coś o całej tej naszej niedoli. Po prostu chcieliśmy wyrwać się z tego systemu. Wszystko na tej płycie – cała nasza nienawiść i gorycz – miało temu służyć. To nie jest rzecz łatwa do słuchania. 
– A który z waszych albumów lubisz najbardziej?
– Lubię piosenki z całej naszej kariery. Podoba mi się nasz pierwszy singel. Jedna z moich ulubionych płyt to „Motown Junk”, wydana przez Heavenly. Kocham „Motorcycle Emptiness”, kocham „La Tristesse Durera”, kocham piosenki z „Holy Bible”. Dużo słucham naszych płyt. I wszystkie lubię.
– Ostatnio powiedziałeś w wywiadzie, że lubisz pewne odmiany socjalizmu, że podoba ci się prawdziwie egalitarne społeczeństwo, w którym każdy ma zapewnioną edukację. Odnoszę się do czegoś takiego z pewną nieufnością. Bo akurat pochodzę z kraju, gdzie przez wiele lat panował system nazywany ,,socjalistycznym” i był szeroki dostęp do szkół, ale na pewno nie pozwolono by działać takiemu zespołowi jak Manic Street Preachers... Czy w dzisiejszym świecie jest polityczny system, który by ci odpowiadał? A może jesteś takim socjalistą-idealistą?
– Ja myślę, że nadal może być socjalizm, tylko nie tak rewolucyjny jak w latach trzydziestych i czterdziestych. Wszystko, co  dziś można zaproponować, to warunki, w których każdy może mieć swoją szansę... Jest dość pieniędzy, szczególnie w takich krajach jak Wielka Brytania, żeby to każdemu zapewnić. Ale na tym kładą swą łapę spółki, milionerzy – oni mają te wszystkie pieniądze. A to powinno być zużytkowane.
– W tekście Ifwhiteamericatoldthe truthforonedayit’sworldwouldfallapart, poświęconym amerykańskiej mentalności, pada słowo Polska. Pojawia się wśród nazw egozotycznych krajów, które w ostatnich czasach przykuwały uwagę opinii publicznej w USA: Grenada, Haiti, Nikaragua. Polska też tylko dlatego trafiła do waszego utworu?
– Po prostu z powodu Solidarności i Lecha Wałęsy. Potem dowiedziałem się, że Polska była dla niego symbolem walki, która się opłaciła. I zaraz zastrzegł się: Nie wiem – pewnie teraz to inaczej wygląda... Podjąłem zaproponowany przez niego wątek i porozmawialiśmy sobie chwilę na temat: jak to zawsze oczekiwania społeczne rozmijają się z rzeczywistością. Jak to okazało się ku zaskoczeniu wielu, że otwarcie Polski na świat wcale nie musi oznaczać magnetowidu i samochodu dla każdego... A potem zapytałem Nicky’ego, który studiował nauki polityczne, czy interesuje go historia naszego kraju.
– Tylko pamiętam wszystko z lat osiemdziesiątych – Solidarność, Blok Wschodni, zimna wojna i sformułowania jak „rosyjska inwazja na Czechosłowację i Węgry“ – odpowiedział. I polskie getta, wszystkie te rzeczy o Żydach...
– Przyjemnie rozmawia się z tobą, a przecież kiedyś mieliście bardzo nieprzyjemnie brzmiące teksty. Co dzisiaj sądzisz o jednym z nich, o Repeat z 1991 roku: Powtórz za mną/Pierdolę królową i ojczyznę.
– Nadal tak uważam.
– Dlaczego?
– Ponieważ nienawidzę monarchii w moim kraju. Nienawidzę Izby Lordów. Oni wszyscy powinni być ścięci. Francuzi mieli rację, że zgilotynowali całą rodzinę królewską... Oni po prostu drogo kosztują i gówno robią.
– Powiedziałeś w wywiadzie dla „Q“, że kiedyś marzyło wam, aby zapoczątkować rewolucję. Czy można powiedzieć, że z początku byliście lewicowym zespołem? I gdzie lokujecie się – twoim zdaniem – teraz?
– Uważam, że obecnie w Wielkiej Brytanii Partia Pracy nie jest na lewicy. Tony Blair działa jak konserwatyści – z tym, że oni są mniej radykalni. Nie ma prawdziwej partii lewicowej, nie ma socjalistycznej lewicy. Jest coś takiego jak chrześcijańska socjaldemokracja. To mnie naprawdę przygnębia, gdyż nie mogą dojść do głosu zwykli ludzie, klasa pracująca. Nie mają reprezentacji. Wszystko, co uważam za konieczne – jak bezpłatna edukacja, bezpłatne lecznictwo – zostało zaprzepaszczone. Nic nie zostało. Związki zawodowe już nic nie znaczą.
– A jedynie one budzą waszą sympatię?
– Tak. Oczywiście nie są to komuniści, nie jest to skrajna lewica. Są to socjaliści. Mają takie poglądy, które podzielam.
– Czy uważasz, że to dobre połączenie: rock i polityka?
– Czasami jest to dobre.
– Twój ulubiony The Clash robił to prawie bez przerwy.
– Tak. Świetnie, że są takie zespoły... Ale są też grupy jak Led Zeppelin, które śpiewają o piciu, o seksie – tu Nick zaśmiał się. Czasami dobra jest polityka, a czasami – zabawa...

W końcu zdecydowałem się zadać pytanie, które pewnie zadają wszyscy, robiący wywiady z Manic Street Preachers. Co właściwie przytrafiło się Richey’emu? Gdzie teraz może być? Odpowiedź była krótka: I don’t know. A że nie towarzyszył jej żaden nieprzyjemny grymas na twarzy mojego rozmówcy, nacisnąłem jeszcze raz. Zacząłem głośno dziwić się, jak to możliwe... Efekt był ten sam: Nic nie możemy powiedzieć, bo nic nie wiemy. Zmieniłem więc temat.

– Zauważyłem, że lubisz styl Williama Burroughsa.
– Tak. Uwielbiam Burroughsa. Szczególnie w utworach z pierwszego albumu byłem pod jego wpływem. „Motorcycle Emptiness” powstało z inspiracji pisarstwem Williama Burroughsa.
– A jak teraz powstają twoje teksty? Co jest twoją największą inspiracją?
– Oglądam telewizję, czytam książki
– Jesteś jak John Lennon, który oglądał telewizję, żeby tworzyć?
– Tak. Dokładnie jak John Lennon... Czytam też też czasopisma. Piszę o tych samych sprawach, co one. I dlatego mnie to inspiruje.
– Podobno przysięgliście, że nigdy nie napiszecie miłosnej piosenki. Jakby tego mało – w Life Becoming Landslide padają słowa: nie ma prawdziwej miłości...
– Wierzę, że jest coś takiego jak prawdziwa miłość. Richey nigdy nie wierzył. On w ogóle nie wierzył w miłość... A ja wierzę, ale naprawdę nie chcę o tym napisać piosenki. Bo są miliony zespołów, które o tworzą piosenki o miłości.
– Po prostu chcesz być inny.
– Tak. Chcę pisać piosenki o czymś innym, żeby ludzie mogli sobie pomyśleć: „Kupię płytę Manic Street Preachers. Ich utwory są o czymś innym”. Po prostu chodzi o to, żeby zaoferować coś, co byłoby alternatywne w stosunku do repertuaru większości grup. 
– Powiedziałeś w wywiadzie dla „Vox“, że mógłbyś też być dziennikarzem sportowym. Naprawdę by cię usatysfakcjonowało?
– Tak.
– Zdaje się, że lubisz uprawiać sport?
– Lubię football, krykieta, rugby.
– Wszystko to bardzo angielskie sporty.
– Nie, rugby to naprawdę walijska specjalność... Lubię też lekką atletykę. Lubię boks. Boks chyba jest moim ulubionym sportem.

 

Tekst w całości ukazał się w numerze "TR" ze stycznia 1997 (65)  

 

tagi:
Zobacz także
Newsy 460V  
0

Polski zespół wykona hymn USA podczas meczu NBA

rf | fot. Keith Allison | 10 grudnia 2018
0

Serial „Wataha” powróci z trzecim sezonem

mg | fot. HBO Polska | 10 grudnia 2018
© 2013-2018 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group