terazmuzyka.pl
Artykuły 4501V  
Szymon Bijak I fot: overkill.pl | 13 sierpnia 2017

26 lat temu na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbyła się jedna z najważniejszych muzycznych imprez w historii naszego kraju – pierwsza (i jak się okazało – jedyna) polska edycja słynnego festiwalu Monsters of Rock. 

Dzisiaj nikogo nie dziwi, że nad Wisłę co roku przyjeżdżają największe gwiazdy rocka i metalu. Na początku lat dziewięćdziesiątych koncerty zagranicznych artystów wciąż były nie lada atrakcją i niezwykłą rzadkością. Oczywiście, zdarzały się wyjątki. Nasz kraj odwiedziła przecież Metallica (1987), na dwie „mini-trasy” przyjechali muzycy z Iron Maiden (1984, 1986), coraz więcej zachodnich gwiazd meldowało się na festiwalu Metalmania w Katowicach. Jednak momentem przełomowym był rok 1991, a konkretnie 13 sierpnia. Fani metalu, którzy mieli wówczas szansę przybyć na Stadion Śląski, tej daty z pewnością nigdy nie zapomną. 

Rocznica wydania „Czarnego albumu” Metalliki

Inna rzeczywistość

Koncepcja festiwalu Monsters of Rock narodziła się w Wielkiej Brytanii w 1980 roku. Założenie było proste: stworzenie imprezy podczas której, na wielkich obiektach, prezentowałyby się największe gwiazdy hard rocka oraz heavy metalu. Paul Loasby i Maurice Jones postanowili na miejsce takiego stadionowego koncertu wybrać wieś Castle Donnigton znajdującą się 170 km od Londynu. Gwiazdą pierwszej edycji był zespół Rainbow, oprócz nich na scenie publiczność mogła podziwiać m.in. Judas Priest, a także grupę Scorpions. W kolejnych latach na Monsters of Rock wystąpili wszyscy najważniejsi – Iron Maiden, Ozzy Osbourne, Guns N’ Roses czy Aerosmith. Impreza z biegiem czasu rozrastała się i dotarła do innych krajów, a nawet na inne kontynenty. 

Jest rok 1991. Mijają dwa lata od obalenia komunizmu w Polsce. Wszystko się zmienia. Nastaje zupełnie inna rzeczywistość. Również ta muzyczna. 13 sierpnia na Stadionie Śląskim w Chorzowie zebrała się metalowa brać z całego kraju, aby wziąć udział w niezwykłym wydarzeniu. Europejska trasa Monsters of Rock dociera po raz pierwszy nad Wisłę. W rolach głównych dwie gwiazdy światowego formatu: AC/DC i Metallica.

Jako pierwsi jednak, około 16:40, przed około 35-tysięczną publicznością, na scenie zaprezentowali się panowie z amerykańskiego zespołu Queensryche, których zadaniem było rozgrzanie publiczności. To im się nie udało. Przyjęcie było mało entuzjastyczne, a gdy wokalista Geoff Tate krzyknął w pewnym momencie „Cześć Polska! Czy mnie znacie?”, reakcja była zupełnie odwrotna od tej, której się zapewne spodziewał.

Strona

Komentarze (6)
Aby dodać wątek musisz być zalogowany!
Lemmysomemoney dodano: 13.08.2017, 17:23 #1
Okrągła, 26-ta rocznica.
Miroslav Zielinsky dodano: 13.08.2017, 20:07 #2
szkoda Queensryche. Przyznam że wtedy rzeczywiście nie lubiłem tego zespołu, znając go jedynie z mtv (być może własnie przez to bo przecież true nie licowało z występowaniem w tv) ale jak posłuchałem całego Operation Mindcrime to już go polubiłem i to bardzo a właściwie nie zespół tylko płytę bo to zespół jednej płyty.
Ate [83.22.***.***] dodano: 13.08.2017, 21:47 #3
Absolutnie fantastyczne wydarzenie. Najwspanialszy koncert w jakim brałem udział.
jager [83.25.***.***] dodano: 16.08.2017, 18:09 #4
Bezwzględnie koncert mojego życia. Ac/Dc !!!
jager [83.25.***.***] dodano: 16.08.2017, 18:24 #5
Najlepszy koncert w życiu.Już nigdy później nie słyszałem takiego nagłośnienia.
greg [89.70.***.***] dodano: 30.03.2018, 01:45 #6
Rzeczywiście publiczność była bardzo rozczarowana gdy Metallica schodziła ze sceny. Myślę, że zdecydowana większość ludzi przyszła tam właśnie dla nich. Ja osobiście byłem tak rozżalony, że nie byłem się w stanie w pełni cieszyć dobrym skądinąd koncertem AC/DC.
Tak czy inaczej wrażenia były jednak niesamowite. Jeszcze przed chwilą Metę można było oglądać tylko na zdjęciach, w rożnych pismach. Prawdziwym szokiem było, kiedy teledysk "One" puścił Marek Niedźwiedzki w swoim programie w TVP. Metallica wydawała się zespołem z jakiejś odległej krainy, z innego świata, a tu nagle była na wyciągnięcie ręki. Przeżycie było tak duże, że wydawało mi się, iż grali 5 minut. To były piękne czasy. Dziś cała muzyka jest dostępna w internecie. Wtedy płyta, w sensie tego przedmiotu, była absolutną rewelacją. Kto takową miał rządził. Z kolegami muzyki słuchaliśmy głownie z kaset, nagrywanych często w tzw. studiach nagraniowych, które pobierały opłatę, za pirackie de facto kopiowanie albumów. Wkładki do kaset, z czarno białą repliką okładki i tytułami, też zresztą były pirackie. Zamawiało się je pocztą. Nie pamiętam już skąd. Pozdrawiam wszystkich, których młodość przypadła na te szczególne czasy.
Zobacz także
Koncerty 1118V  
9

The Cure zdradzili plany koncertowe na 2019 rok [DATY]

mg | fot. Bill Ebbesen | 19 lutego 2019
© 2013-2019 Advertigo S.A. All rights reserved
Projekt i realizacja: F3 Group