Już 14 maja do sprzedaży trafi nowe „Wydanie Specjalne”, które przygotowała redakcja „Teraz Rocka”, a które w całości poświęciliśmy progresywnemu rockowi.
„Wydanie Specjalne: 100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” to subiektywne, przygotowane przez redakcję „Teraz Rocka” zestawienie najważniejszych albumów w historii szeroko rozumianego rocka progresywnego.
Płyty ponadczasowe, płyty kultowe, płyty które odniosły gigantyczny sukces komercyjny, a także takie docenione tylko przez progrockową niszę. To wszystko wydane na świetnej jakości papierze i w doskonałej oprawie graficznej, na 148 stronach.
Poniżej zestawienie z miejscami 100-91.
100: THE PINEAPPLE THIEF Your Wilderness (2016)
Zespół nagrywał płyty, na których sporo było odniesień do muzyki lat 90. – choćby do Radiohead. A jeśli już wskazywać odniesienia do progrockowej klasyki, będzie to późny King Crimson, ale… też bez przesady. Albumy The Pineapple Thief bywały w każdym razie eksperymentalne (i nierówne). A najlepszym jest jak dotąd Your Wilderness, wydany 12 sierpnia 2016 roku.
PAWEŁ BRZYKCY
99: JADIS More Than Meets The Eye (1992)
Efektem sesji w studiu Parkland w Denmead w hrabstwie Hampshire był album More Than Meets The Eye, wydany wiosną 1992 przez nowo powstałą wytwórnię Orforda, Giant Electric Pea. Gary Chandler odpowiadał nawet za koncepcję okładki, a materiał można określić jako sumę jego dotychczasowych doświadczeń – w tym udoskonalenie konkretnych utworów z poprzedniej dekady – i świeżego podejścia do rocka neoprogresywnego, co umożliwiały też duże umiejętności nowych kolegów. Na tle innych zespołów grających w podobnym stylu Jadis wyróżniało ostrzejsze brzmienie, łączone wszakże z melodyjnymi motywami.
PAWEŁ BRZYKCY
98: MYSTERY Delusion Rain (2015)
Na szersze wody grupa wypłynęła albumem Destiny? z 1998 roku. Dzięki niemu wiele osób usłyszało Mystery, znalazły się tam znacznie lepsze utwory niż na debiutanckim „Theatre Of The Mind” – mówił mi St-Père. Jednak po nagraniu płyty odszedł wokalista Gary Savoie. W latach 1999-2014 w zespole śpiewał Benoît David, który przeszedł do Yes. Jego z kolei zastąpił Jean Pageau. Ktoś polecił mi Jeana: powiedział, że mieszka niezbyt daleko i powinienem go posłuchać. Załapaliśmy idealne porozumienie…
PAWEŁ BRZYKCY
97: SOLARIS Nostradamus. Próféciák könyve (1999)
To oczywiście prog rock z krwi i kości. Urzeka zwłaszcza trzyczęściowy utwór tytułowy. Muzycy fantazyjnie rozwijają temat główny, przejmowany przez kolejne instrumenty. W kalejdoskopie nastrojów, motywów, pasaży, solówek, utkanych jedną nicią płynnie przekazywaną kolejnym solistom. A w pewnym momencie pojawiają się nawet indiańskie rytualne zaśpiewy. Na płycie są też oczywiście fragmenty nieco bardziej konwencjonalne, w duchu twórczości Focus, Jethro Tull czy Mike’a Oldfielda, ale wiele momentów zadziwia oryginalnymi, niepowtarzalnymi rozwiązaniami, jak w dwuczęściowej kompozycji Az igazság pillanata ze wspaniałymi partiami chóru.
MARCIN GAJEWSKI
96: RPWL World Through My Eyes (2005)
Za pierwsze prawdziwie oryginalne dzieło RPWL można uznać świetną płytę World Through My Eyes, zrealizowaną w 2004, głównie we własnym studiu Farmlands w Monachium, wydaną w styczniu następnego roku. Yogi opowiadał: Inspiracją do jej nagrania była lektura staroindyjskiego eposu „Ramajana” (autorstwo tego dzieła przypisuje się legendarnemu wieszczowi Walmikiemu). Jest tam mowa o wartościach, które w Europie dawno straciliśmy z oczu. I czytanie o losach Ramy okazało się czymś bardzo odświeżającym: skłoniło mnie do refleksji nad tym, co cywilizacja Zachodu utraciła w pogoni za pieniędzmi. Nie chodzi o to, że pieniądze są diabłem, ale o to, że zastąpiły nam Boga. Takie myśli legły u podstaw całego albumu. To wstyd, że na progu XXI wieku lepiej radzimy sobie z niszczeniem naszego świata niż z zapewnieniem środków do życia tym, którym ich brakuje…
MARCIN GAJEWSKI
95: KHAN Space Shanty (1972)
Tytułowy utwór Space Shanty to dziewięć minut dość zróżnicowanej treści muzycznej. Są tu zarówno wywodzące się z bluesa, rockowe riffy, jak i nośne refreny, a numer ożywiają efektowne improwizacje organowe i gitarowe. Mamy tu już zapowiedź odjechanego klimatu, jaki Hillage – grający na gitarze z charakterystyczna artykulacją – wprowadzi później do zespołu Gong. Kolejny utwór, Stranded, utrzymany jest w nieco lżejszym nastroju, który współtworzą dźwięki gitary akustycznej, fortepianu i organów, a także śpiew Hillage’a i Greenwooda w harmonii. Sielankę przerywa jednak złowieszczy hardrockowy riff gitarowy, wprowadzający kolejną część, z ciekawymi, niepokojącymi solówkami, w finale mamy natomiast powrót do tematów i nastroju części wstępnej.
MICHAŁ CHALOTA
94: AIRBAG Identity (2009)
Album Identity, ozdobiony minimalistyczną, surrealistyczną okładką, nawiązującą do estetyki graficznej Talk Talk, zawierał materiał znany z drugiej i trzeciej epki. Bjørn Riis, lider zespołu, wyjaśniał portalowi Progarchives: Nasz wydawca, Karisma, chciał wydać w formie fizycznej dwie ostatnie epki tak szybko, jak to możliwe. Nie byliśmy do tego przekonani, bo chcieliśmy raczej nagrać nowy materiał. Ale wydanie „Identity” otworzyło przed nami wiele drzwi. Byliśmy zachwyceni jego dobrym przyjęciem. Chociaż album zawiera numery z dwóch epek, było dla nas ważne, by wszystko do siebie pasowało brzmieniowo i muzycznie. Wszystkie utwory zostały zremiksowane i zremasterowane, część wokali i gitar nagraliśmy ponownie.
MACIEJ KOPROWICZ
93: COLLEGIUM MUSICUM Konvergencie (1971)
Uważam, że „Konvergencie” to najlepszy album Collegium Musicum – mówił po latach Marián Varga. Jego cztery strony pokazują drogi, które nas pociągały. Są tam nawiązania do klasycznych form, są piosenki, jest muzyka improwizowana, są eksperymenty brzmieniowe. Tytuł (konwergencja to przenikanie się zjawisk) odnosi się do naszych poszukiwań i uczuć, jakie w nas wywoływały.
WIESŁAW WEISS
92: MOSTLY AUTUMN The Spirit Of Autumn Past (1999)
Już w wieku jedenastu lat grałem na gitarze i bębnach, biwakując nad jeziorem, słuchając Pink Floyd, Deep Purple i Genesis – mówił wokalista, gitarzysta i lider Mostly Autumn, Bryan Josh, na łamach magazynu „Cultural Foundation”. Przyświecała mi idea połączenia muzyki z naturą. Kiedy słuchałem „Shine On You Crazy Diamond” Pink Floyd i patrzyłem na ten malowniczy krajobraz, miałem wrażenie, że to wszystko jest jednością, niezwykle organiczną jednością. Dlatego później podczas wędrówek górskich zawsze miałem przy sobie gitarę. Kiedy przychodziła wena, od razu mogłem przełożyć ją na dźwięki.
MARCIN GAJEWSKI
91: MUSEO ROSENBACH Zarathustra (1973)
Styl zespołu był wypadkową fascynacji jego członków, a słuchali takich grup – by powtórzyć za Moreno – jak The Nice, Van der Graaf Generator, King Crimson, Genesis, Jethro Tull, Gentle Giant, Procol Harum czy Pink Floyd. Tworzyliśmy materiał podczas prób – opowiada lider. Ja proponowałem tematy melodyczne, razem budowaliśmy z nich większe formy. Kombinowaliśmy z tempem, dodawaliśmy interludia, staraliśmy się wytworzyć interesujący klimat. To wytwórnia Ricordi, z którą podpisaliśmy kontrakt, zaproponowała, by nasza pierwsza płyta miała temat: Nietzscheańskiego Zaratustrę. Utwory zaczęły przybierać formę jego nauk. Sam napisałem teksty, ale ponieważ nie byłem zarejestrowany w agencji autorskiej SIAE, na okładce sygnował je mój kumpel Mauro La Luce, który pisał dla grupy Delirium. Wpadliśmy na pomysł, by część utworów połączyć w większą całość – w suitę. Ja dokomponowałem wstęp „L’ultimo uomo”, a jego temat powtórzyliśmy też na końcu.
MICHAŁ CHALOTA
Pismo trafiło do internetowej przedsprzedaży, w której pozostanie przez najbliższe dni. W tym też czasie dostępne jest w promocyjnej cenie – 23,99 zł! Do regularnej sprzedaży trafi 14 maja.
Więcej informacji znajdziecie w naszym e-sklepie:
„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!


