Powrót Mike Portnoy do Dream Theater po 13 latach wciąż budzi emocje – także w samym zespole.
Klawiszowiec Jordan Rudess w nowym wywiadzie dla australijskiego magazynu „Heavy” szerzej opowiedział, co realnie zmieniło się wraz z powrotem współzałożyciela grupy.
Muzyk podkreślił, że choć Dream Theater świetnie funkcjonowali przez lata bez Portnoya, jego obecność przywróciła zespołowi unikalną energię i sposób myślenia o muzyce:
Mike Portnoy był z nami od samego początku i odegrał kluczową rolę w stworzeniu brzmienia Dream Theater – nie da się temu zaprzeczyć. Jego powrót to coś w rodzaju: „witamy w domu, chodźmy dalej drogą, którą zacząłeś”. I nie chodzi tylko o to, że jest świetnym perkusistą. Mike wnosi do zespołu mnóstwo innych umiejętności, które są absolutnie unikalne. Przez 13 lat radziliśmy sobie bez niego – zdobyliśmy Grammy, graliśmy koncerty na całym świecie i było dobrze. Ale teraz, gdy wrócił, widać wyraźnie, jak wiele rzeczy robi najlepiej: układanie setlist, myślenie o albumach jak reżyser filmowy, budowanie motywów i narracji. Do tego dochodzi jego charyzma na scenie – fani są z nim niesamowicie związani, a to ogromnie wpływa na odbiór koncertów. Jest w tym wszystkim coś naprawdę wyjątkowego.
Wypowiedź Rudessa jasno pokazuje, że powrót Portnoya to dla Dream Theater nie sentymentalny gest, lecz realna zmiana w dynamice zespołu – zarówno w studiu, jak i na scenie.
Ostatnio pojawiła się informacja, że na nowy album Dream Theater przyjdzie nam jeszcze poczekać.

