Polish Metal Alliance: Wiele światów [WYWIAD]

/ 31 stycznia, 2026

Kolejna trasa Polish Metal Alliance, największej polskiej supergrupy wykonującej najsłynniejsze hity światowego metalu, to coraz większe, wyprzedane kluby. Obok takiego powodzenia tak wspaniałej inicjatywy nie mogliśmy przejść obojętnie.


Na tę okoliczność przepytaliśmy odpowiedzialnego za całą inicjatywę wokalistę, Macieja „Maxxa” Koczorowskiego z Chainsaw.

Nazwa Polish Metal Alliance stanowi nawiązanie do Metal Allegiance, zrzeszającego światowe sławy metalu z Dave’m Ellefsonem, Mike Portnoyem czy Alexem Skolnickiem na czele?

Poniekąd tak, ale nie do końca. Alliance kojarzy mi się bardzo dobrze, a Allegiance niekoniecznie (śmiech). Ponadto chciałem podkreślić, że jest to polski projekt. Brzmi to zgrabnie i jest drugie dno skrótu PMA. U nas nie ma toksycznych osobowości, sami pozytywnie zakręceni ludzie, także Possitive Mental Attitude również nam pasuje.

Sam byłeś inicjatorem tego projektu czy miałeś współpracowników?

Wszystko zaczęło się w 2020 roku, od mojego telefonu do występującego wcześniej z zespołem Bracia gitarzysty, Jarka Chilkiewicza. Kiedyś skomentowaliśmy sobie jakieś nasze covery na social mediach, więc postanowiłem się odezwać. Od słowa do słowa pojawiło się zapytanie: Kiedy nagrywamy jakiegoś „Troopera”? Chilek mówi: Możemy zaraz. A masz z kim? Tak zaczęło się nasze wspólne szukanie współpracowników, którzy niebawem stali się trzonem czy też filarem PMA.

Jak przebiegała rekrutacja do PMA?

Szybko znalazłem Łukasza Tomczaka, świetnego bębniarza sesyjnego, potrafiącego zagrać wszystko, od metalu po pop – zresztą występującego wtedy w Ich Troje. Następni zwerbowani byli gitarzyści Wojtek Hoffmann z Turbo i Marek Pająk z Vadera, którzy bez problemu się zgodzili. Krzysiek Sokołowski z Nocnego Kochanka też optymistycznie podszedł do pomysłu. A na basie od początku chciałem Tomka Targosza, ponieważ zawsze podobała mi się jego energia sceniczna i pozytywne podejście do życia. Aczkolwiek początkowo miał to być Titus, jednak Ironi nie za bardzo mu siedzieli. Z kolei Chilek rozmawiał akurat z Piotrkiem Cugowskim i wspomniał mu o naszej idei. Piotrek na to: Ironi, kurwa, wysoko, ale dam radę. I dał (śmiech). Kiedy Piotrek wszedł w temat, pierwsze oblicze Polish Metal Alliance było gotowe.

Miał to być jednorazowy wyskok czy od razu powstała dalekosiężna wizja?

Nie spodziewaliśmy się takiego feedbacku. Początkowo chodziło o spontaniczną zabawę kilku kumpli. I tylko jeden numer. Ale były prośby o kolejne. Po Painkillerze, Stars i Queenach, które miały setki tysięcy wyświetleń, zaczęły pojawiać się zaproszenia koncertowe. Były nawet propozycje występu za gruby hajs, na prywatnej imprezie u jakiegoś dyrektora. Odmawialiśmy, bo nie było składu, repertuaru ani czasu. Pierwszy raz wystąpiliśmy dopiero latem 2022 na dużym zlocie motocyklowym w Łagowie. Byliśmy porozrzucani po całej Polsce od Lublina przez Kraków, Wrocław, Warszawę, Bydgoszcz czy Goleniów. Zebraliśmy się, zrobiliśmy pierwsze wspólne próby, które odbywały się najczęściej w Poznaniu albo Warszawie. Potem już poszło.

Kanał Youtube Polish Metal Alliance to dawna witryna Chainsaw, twojego macierzystego zespołu. Ty i Arek Kaczmarek, gitarzysta Chainsaw, braliście udział w nagraniu Troopera

Wtedy zespół Chainsaw był już w zawieszeniu. Perkusista grał w Różach Europy, nasz gitarzysta również występował na niektórych koncertach Róż. Nasz drugi gitarzysta, Arek, pogodził się z faktem, że Chainsaw nie będzie już tak prężnie działać, więc ten kanał naturalnie przeszedł na PMA. Wtedy nie wiedzieliśmy czy branża w ogóle będzie jeszcze kiedyś działać. To był początek pandemii. Lockdown zaczął się w marcu, a ja z Chilkiem zdzwoniłem się w kwietniu czy maju. Dlatego początkowo wszystko nagrywane i montowane było online. W dużej mierze pozostaliśmy wierni tej metodzie.

Które utwory w wykonaniu Polish Metal Alliance darzysz szczególnym sentymentem?

Te w których się udzielam, bo nie wszędzie śpiewam. Nawet jeśli wybieram jakiś utwór to wspólnie ustalamy skład personalny, robimy burzę mózgów. U nas nie ma Fidela Castro (śmiech). Separate Ways Journey czy I Want It All Queen nuciłem sobie od kiedy byłem małym szczylem, ale nigdy nie miałem okazji zaśpiewać ich na żywo, a tym bardziej nagrać. Także tymi numerami spełniłem swoje dziecięce marzenia. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że nie musimy każdym nagraniem przebijać poprzedniego i stawiać tylko na wielkie hity. Możemy robić to, na co mamy ochotę. Tak pojawił się When It’s Love Van Halen, który Piotrek Cugowski chciał zaśpiewać. Podobnie było z Abigail Kinga Diamonda, którego kilka osób  w komentarzach się domagało, a Krzysiek Sokołowski bardzo się zapalił do tego coveru. Nie wiem czy ktoś inny ma predyspozycje, by się z tym numerem mierzyć, ale my dzięki takim muzykom w składzie mamy komfort pracy. Wiesz z jednej strony Wojtek Cugowski i Chilek, a na drugiej flance Jacek Hiro i Marek Pajak. Korzystamy z tej palety…

Fakt. Są ogromne możliwości. Dlatego też atakujecie szeroko. Od Journey po Panterę przez Rainbow czy Billy’ego Idola. Klasyczne utwory w wykonaniu PMA są z jednej strony naznaczone waszymi osobowościami, a z drugiej wierne oryginałom. Powiedz jaki macie główne założenia przy tworzeniu coverów?

Nie chcemy odgrywać wszystkiego jeden do jednego, choć zależy nam na zachowaniu pierwotnego charakteru. Ma być kolorowo i klasycznie. W ramach gitarowego grania czerpiemy z wielu światów. Dzięki temu publiczność na naszych koncertach nigdy się nie nudzi. A niełatwo jest pogodzić Gary’ego Moore’a i Slayera (śmiech).

Czasem pozwalacie sobie też na większe ingerencje. Do Number Of The Beast zrobiliście ostatnio wstęp zawierający polskojęzyczny cytat z biblii…

Szukałem głosu posępnego, ciężkiego, niskiego, być może bardziej mrocznego niż w oryginale. U Ironów jest to bardzo pięknie wyartykułowane, po aktorsku. W naszej wersji też jest po aktorsku, ale mrocznie. Mój kolega robił zdjęcia na okładkę płyty Marka Dyjaka i umożliwił nam kontakt. Gdy Marek nagrał wstępną wersję to już miałem dreszcze. Potraktowaliśmy to z przymrużeniem oka i zastanawialiśmy się jaki będzie odbiór ortodoksyjnych fanów Iron Maiden. Trochę kij w mrowisko, jednak okazało się, że odbiór był bardzo dobry. Co ciekawe, pierwotnie miała być wersja angielska i inny aktor…

A polskie klasyki bierzecie pod rozwagę czy stawiacie na zagraniczny repertuar?

Póki co, nie mamy w planach nagrywania coverów polskich zespołów, ale…Graliśmy już na koncertach Łzę dla cieniów minionych Kata czy Heavy metal świat TSA.  Poniekąd naszym założeniem jest składanie hołdu wszystkim naszym bohaterom muzycznym.

Maciej Januszko był ewidentnym kandydatem na „polskiego Ozzy’ego” w Bark At The Moon a pozostałych artystów w na jakiej zasadzie dobieracie? Wcześniej Crazy Train Osbourne’a śpiewałeś ty, Krzysiek Sokołowski i Juan Carlos Cano.

Widzisz, nawet w przeróbkach tego samego artysty mamy kompletnie odmienne składy personalne. Kiedyś ustalaliśmy to wspólnie, teraz podzieliliśmy się na zasadzie: każdy utwór ma swojego kierownika.  A kierownik odpowiada za ludzi, nagranie, miks, montaż klipu.

Jak doszło do pojawienia się w PMA mniej oczywistych głosów jak Kasia Kowalska w Master Of Puppets Metalliki czy Krzysiek Zalewski w I’m Broken Pantery.

Lubimy zaskakiwać. Słuchaczy i siebie samych. To Chilek stwierdził, że przełamiemy konwencję i weźmiemy Kaśkę Kowalską, bo ona kocha Metallicę. Być może któregoś dnia obudzimy się z wizją napisania do managementu Agnieszki Chylińskiej czy Michała Wiśniewskiego. Kto wie?

Kiedyś podzieliłeś się ze mną wizją wydania płyty pod szyldem PMA. Dawno to było…

To prawda, dawno. I nie jest tak, że ten pomysł umarł, dalej jest chęć, tylko mamy świadomość jak trudne formalnie byłoby to przedsięwzięcie. Zmiksowanie ponowne tych utworów, by brzmiały spójnie to nie problem, ale pozyskanie przez nas zgody od właścicieli praw wszystkich artystów trwałoby latami. Jeśli jakaś wytwórnia chciałaby się tego podjąć, czemu nie?

PMA to bardziej projekt studyjny czy jednak maszyna koncertowa?

Studyjny. A koncertowy tylko w momencie, gdy uda się zebrać załogę. Dostajemy mnóstwo propozycji, kilkanaście letnich festiwali i tak dalej. Raczej odmawiamy i stawiamy na trasę zimową.

Rozumiem, że trudno jest skrzyknąć taką ekipę? Pytam zarówno o organizację koncertów jak i nagrań.

Nawet nie wiesz jakie to wyzwanie. Tabelki w Excellu płoną (śmiech). Specjalistą od arkuszy jest Tomek Targosz i jestem z nim niemal co dzień w kontakcie. Choćby Nocny Kochanek czy Vader grają bardzo dużo i musimy się do nich dostosować. Jednak przez tą niewielką ilość koncertów wciąż mamy entuzjazm. Gdybyśmy co weekend grali w innej gminie, pewnie by to szybko straciło blask.

Wyprzedane wielkie koncerty ostatniej trasy były dla ciebie zaskoczeniem czy z takimi osobami jak Cugowski, Sokołowski, Januszko, Koczorowski, Jasiek Popławski czy „Zielony”  to pewniak?

Spodziewaliśmy się dobrego odbioru. Ostatecznie, jak na styczeń, uważam, że było znakomicie. Z różnych źródeł słyszę, że jest wyczuwalny ewidentny postęp w kontekście ubiegłorocznych występów. Lepsza oprawa wizualna, lepsza zabawa, większa setlista – wszystko na plus. W kuluarach, przy barze, też słychać było pochlebne opinie. A są fani, którzy byli na wszystkich kilkunastu naszych dotychczasowych występach! Jest to wielki wysiłek, koszty i skomplikowana organizacja, ale czuję, że warto.

Z pewnością warto! A co z Chainsaw?

Kontynuujemy zawieszenie. Każdy ma swoje zajęcia. Ostatni jak dotąd koncert zagraliśmy na bydgoskim Metalowym Zakończeniu Roku w 2024. Zagraliśmy wtedy w składzie z Journey Into The Heart Of Darkness. Ja póki co skupiam się na Polish Metal Alliance. I mogę ci powiedzieć, że w tym roku będą niespodziewane kolaboracje. Są pomysły na wczesny Helloween, Testament albo coś grunge’owego. Pojawi się utwór PMA, w którym… nie będzie nikogo z PMA!

Rozmawiał: Łukasz Wewiór

KOMENTARZE

Przeczytaj także