Ta płyta to ikona black metalu: Bluźnierstwa, tragedie i prawdziwy mrok

/ 16 marca, 2026

Na metalowej scenie trudno o mroczniejszą płytę, której powstaniu towarzyszyłaby bardziej szokująca historia.


Wydany w 1994 roku De Mysteriis Dom Sathanas to album, którego legenda chyba przerosła samych twórców. Historia Mayhem z okresu nagrywania De Mysteriis Dom Sathanas stała się źródłem niezliczonych historii, mitów, plotek niosących się najpierw po całym środowisku blackmetalowym, a potem też po mainstreamowych mediach, budząc postrach u bogobojnych normalsów, aż w 2018 roku doczekała się filmu fabularnego Władcy chaosu w reżyserii Jonasa Åkerlunda.

Faktem jest, że wokalista Per „Dead” Ohlin, z którym Mayhem rozpoczął nagrania płyty, popełnił w 1991 roku samobójstwo. Faktem jest, że gitarzysta Øystein „Euronymous” Aarseth został brutalnie zamordowany przez Varga „Count Grishnackh” Vikernesa w 1993 roku. Ich partie słyszymy na płycie, choć Varg nie został podpisany, bo obiekcje miała rodzina Euronymousa.

Ale cała ta otoczka miałaby znikome znaczenie, gdyby na De Mysteriis Dom Sathanas zabrakło dobrej muzyki. A jest to album po prostu znakomity. Mayhem mocno wyewoluował z inspirowanego Venom prymitywizmu z czasów Deathcrush, stając się jednym z najbardziej oryginalnych i progresywnych zespołów norweskiego black metalu. A w tym czasie norweska scena przeżywała niesamowity rozkwit: dwa lata wcześniej ukazał się A Blaze In The Northern Sky Darkthrone, a w tym samym roku Emperor zadebiutował płytą In The Nightside Eclipse. Wraz z De Mysteriis Dom Sathanas te płyty stanowią nieświętą trójcę black metalu – lekturę obowiązkową dla każdego, kogo interesuje ten nurt.

Mayhem już od pierwszych dźwięków Funeral Fog atakuje ścianą hałasu. Ale robi to rozmyślnie, metodycznie. Riffy są przejrzyste, solówki wysmakowane. To już nie jest piwniczny chaos, a w pełni zawodowo potraktowanie patentów, które u Venom, Possessed czy wczesnego Bathory trąciły jeszcze nieco amatorszczyzną. Nowy wokalista – Węgier Attila Csihar – wprowadza element grozy, jakiego nie miał nikt inny. Jego wokal nie przypomina potępieńczych krzyków Ozzy’ego, ani nie jest jednostajnym growlem jak u wielu blackmetalowych zawodników. On mruczy, jęczy, warczy, złowieszczo cedzi słowa. Jest w swojej manierze tak oryginalny, że wtapia się w kompozycje tworząc z nimi monolit. W utworach naprawdę sporo się dzieje i gdy minie pierwszy szok wywołany zderzeniem z tak intensywną muzyką, zaczynamy odkrywać kolejne, fascynujące warstwy. Freezing Moon emanuje złowieszczym chłodem, szczególnie gdy w połowie następuje zwolnienie i wchodzi gitarowa solówka. W Pagan Fears tornado perkusyjne równoważone jest przez stonowaną, powtarzalną partię basu. W From The Dark Past fajne są przejścia perkusyjne i ponure riffy trochę, jak z Black Sabbath – dzięki takim smaczkom utwory, choć w większości dość długie, nie są ani trochę monotonne lub powtarzalne, co można niekiedy zarzucić innym zespołom blackmetalowym. Najwścieklejszy i najbardziej rozpędzony Buried By Time And Dust podręcznikowo wręcz miażdży blastami.

Teksty już nie emanują krwawą jatką, a raczej tworzą klimat grozy, kreując ogólny zarys i zostawiając niedopowiedzenia, jak w Funeral Fog (Każdego roku o tej porze z grobowców wyłania się mroczna mgła/ Zabierając kolejne życie w Transylwanii) albo Freezing Moon (Diaboliczne kształty wyłaniają się z mroku/ Pamiętam, że to tu umarłem) – te, jak i kilka innych tekstów napisał jeszcze Dead, i odsłaniają one, jakimi ścieżkami kroczył jego mroczny umysł zanim odebrał sobie życie.

Historię Mayhem, omówienie całej dyskografii i liczne ciekawostki znajdziesz w marcowym numerze „Teraz Rocka” dostępnym w sprzedaży, w którym Mayhem poświęciliśmy wkładkę.

MARCOWY TERAZ ROCK – KUP ONLINE

KOMENTARZE

Przeczytaj także