Wokalista legendy hard rocka podzielił się dramatyczną wiadomością: Zostały mi 2-3 lata

/ 17 marca, 2026

Wokalista brytyjskiego zespołu hardrockowego cierpi na śmiertelną chorobę. Nie zamierza podjąć się terapii.


Ginger Wildheart, wokalista brytyjskiego zespołu hardrockowego The Wildhearts wyjawił, że jest śmiertelnie chory.

Problemy Gingera zaczęły się w 2025 roku na trasie promującej album „Satanic Rites of the Wildhearts”. Wokalista musiał przerwać kilka koncertów ze względu na napady silnego bólu. Po trasie zdiagnozowano u niego chłoniaka z komórek płaszcza (MCL) – rzadki i agresywny nowotwór układu chłonnego z limfocytów B.

Ginger napisał:

Dziękuję za słowa wsparcia. Nie poddam się terapii. Przeżyłem życie dziesięciu osób i umrę z godnością. Zostały mi 2-3 lata, żeby się ze wszystkimi pożegnać. Będę dawał czadu aż do ostatniej chwili. Zero litości proszę. Pozytywność aż do samego końca.

Ginger Wildheart w rzeczywistości nazywa się David Leslie Walls i od 1990 roku stoi na czele zespołu The Wildhearts, z którym nagrał osiem studyjnych albumów. Największą popularność przyniósł grupie wydany w 1995 roku album „P.H.U.Q.”, z którego pochodzą takie przeboje, jak „I Wanna Go Where The People Go” i „Just in Lust„. W 2025 roku zespół powrócił z najnowszą płytą, zatytułowaną „Satanic Rites of the Wildhearts”.

KOMENTARZE

Przeczytaj także