Zespół The Prodigy świętuje 30-lecie swojego kultowego singla „Firestarter”. Muzycy przypomnieli kulisy powstania utworu i przyznali, że jego sukces „pojawił się znikąd”.
Utwór ukazał się 18 marca 1996 roku i do dziś pozostaje największym hitem grupy. Był przełomowym momentem, który pomógł przenieść undergroundową kulturę rave do mainstreamu. To także pierwszy singiel zespołu z wokalem Keitha Flinta, który wcześniej był głównie tancerzem. „Firestarter” był też pierwszym numerem The Prodigy, który dotarł na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów i utrzymał się tam przez trzy tygodnie.
Z okazji rocznicy Liam Howlett i Maxim wrócili wspomnieniami do tamtych wydarzeń. W mediach społecznościowych napisali:
„Firestarter” ma 30 lat. Pamiętam bardzo wyraźnie każdą chwilę tworzenia tego utworu. Keef wszedł do studia i usłyszał go po raz pierwszy, skakał po ścianach, a potem chwycił mikrofon, żeby nagrać swój pierwszy w życiu wokal. To wszystko wydarzyło się całkowicie spontanicznie, tak samo jak teledysk.
Nawiązali przy tym do kontrowersji, które towarzyszyły premierze:
Na początku nikt nie chciał tego grać w radiu ani tego wspierać, ale utwór sam się obronił, nabrał rozpędu i nagle jego popularność eksplodowała znikąd. Jesteśmy dumni z tego kawałka i dedykujemy go Keithowi.
„Firestarter” zawiera sample utworów zespołów The Breeders, Art of Noise i Ten City. Słynny czarno-biały teledysk powstał w opuszczonej stacji metra Aldwych w Londynie. Wyreżyserował go Walter Stern. Klip wywołał ogromne kontrowersje i ustanowił rekord liczby skarg w programie „Top Of The Pops”. Po emisji w marcu 1996 roku aż 102 osoby napisały skargi, krytykując zespół za szaloną ekspresję Flinta, jego charakterystyczną fryzurę przypominającą „diabelskie rogi” oraz niepokojącą estetykę wideo.
Keith Flint zmarł w 2019 roku, odbierając sobie życie. Artysta stworzył jeden z najbardziej charakterystycznych wizerunków popkultury lat 90. Po jego śmierci fani próbowali ponownie wynieść „Firestarter” na szczyt list przebojów.
