Polska wygrała na Narodowym! Foo Fighters w Warszawie [GALERIA]

/ 16 czerwca, 2026
fot. Bartek Koziczyński

Choć polskiej reprezentacji na Stadionie Narodowym idzie różnie, to polscy fani Foo Fighters stanęli na wysokości zadania.


               Przygotujcie się na długi wieczór – ostrzegł na powitanie Dave Grohl. Trzy godziny z Foo Fighters otworzył All My Life i od samego początku było z wigorem – już pod koniec pierwszego numeru Dave był cały mokry, a deszcz lunął przecież dopiero kilka kawałków dalej. Matka natura wpadła na koncert – skomentował Dave, podczas gdy w pierwszej części koncertu Foo Fighters skupiał się na starszych klasykach: The Pretender, Learn To Fly, My Hero. Dopiero pod koniec tego setu zabrzmiał No Son of Mine z Medicine At Midnight z wplecionym płynnym przejściem Ace Of Spades.

               Chwilowo trochę się rozjaśniło, a zespół przeszedł na małą scenę na krańcu wybiegu, gdzie odpalił akustyczny set: pięknie zabrzmiał Wheels, miłym akcentem był powrót do Marigold, który Dave napisał jak dołączył do Nirvany. Następny Big Me – chyba każdy pamięta śmieszny klip parodiujący reklamy Mentosa. Grohl wspomina, że po nakręceniu tego teledysku ludzie zaczęli rzucać w zespół Mentosami, przez co na jakiś czas numer zniknął z setlisty. Tylko niczym nie rzucajcie! – ostrzegł. Gdyby tylko wiedział, co zgotowali polscy fani! Jak tylko zabrzmiały pierwsze takty Big Me na płytę stadionu posypały się setki białych, dmuchanych piłeczek. Co się dzieje? – pytał Dave i śpiewał z trudem tłumiąc śmiech. Polska wygrała! – zawyrokował ucieszony z niespodzianki.

               Potem już na głównej scenie każdy z muzyków Foo Fighters miał okazję zaprezentować jakiś utwór ze swojej własnej przeszłości: i tak na Narodowym mogliśmy usłyszeć (choć słowo „usłyszeć” w kontekście Narodowego niekoniecznie jest adekwatne) perełki z repertuaru No Use for a Name, Sunny Day Real Estate, The Wallflowers czy The Germs!

               Dalej jeszcze między innymi piękna Aurora z dedykacją dla Taylora Hawkinsa, potężny The Teacher z Grohlem grającym na gitarze z podwójnym gryfem jak Jimmy Page i Everlong na zakończenie. Dzięki za piłki – powiedział Grohl. You’ve got the balls – posłużył się grą słów i zapewnił, że Foo Fighters powinno nas odwiedzać częściej.

Organizatorem koncertu był Live Nation. Poniżej galeria autorstwa Bartka Koziczyńskiego.

KOMENTARZE

Przeczytaj także