Jak Rush nie ugiął się naciskom wytwórni i nagrał kultową płytę

/ 18 czerwca, 2026

W 1976 roku Rush znalazł się na rozdrożu. Grupa musiała zdecydować czy ulec naciskom wytwórni, czy wybrać własną drogę.


Ta płyta zrodziła się z wielkiej namiętności i z ogromnego ładunku energii – powiedział na łamach „Tylko Rocka” w 1996 roku o 2112 Geddy Lee. Myślę, że to był akt rebelii przeciwko całemu nega­tywnemu nastawieniu do nas.

Założone w 1968 roku w Toronto trio Rush zaczęło od hard rocka w stylu Led Zeppelin (al­bum Rush z 1974 roku), by na przestrzeni kilku kolejnych lat wyrosnąć na ikonę rocka progresywnego. Od ustabilizowania się składu w 1974, po nagraniu debiutu, tworzyli je Geddy Lee – śpiew i bas, Alex Lifeson – gitara i Neil Peart – perkusja.

Wydany w marcu 1976 roku czwarty album Rush, 2112, okazał się przełomowy i w zasadzie uratował karierę grupy, bo przez kilka lat nie mogła się rozkręcić. Geddy tak to wspominał w 1996 roku na łamach „Tylko Rocka”: Na każdym kroku spotykaliśmy się z nastawieniem przerażająco negatywnym – ze strony managementu, wytwórni płytowej i agencji koncertowych. Graliśmy wtedy głównie w maleńkich klubach, a jeśli nawet w większych salach to wyłącznie jako przedgrupa. To wszystko było bardzo przygnębiające. Nie potrafili­śmy wykrzesać z siebie pozytywnej energii. Znikąd nie słyszeliśmy ani jednego słowa zachęty, czegoś w rodzaju: „Dobra robota” albo „Zagrajcie jeszcze coś”. Zaczęliśmy więc zadawać sobie pytanie, czy warto to ciągnąć. No i pojawiła się myśl, że może lepiej się rozstać.

Przed Rush stanął dylemat: czy ulec naciskom wytwórni i zwrócić się ku muzyce bardziej komercyjnej, czy pozostać wiernym swojej fascynacji brytyjskim prog rockiem.

Nasze inspiracje są wyraźne i jasne – opowiadał Neil Peart w filmie „Classic Albums” poświęconym 2112. Od samego początku wzorowaliśmy się na tych, którzy byli przed nami. Ścieżkę do „2112” wytyczyli dla nas The Who (w tytułowej suicie z albumu słychać wpływ rock oper Tommy i Quadrophenia), Jethro Tull, King Crimson. Ale ponieważ byliśmy triem z Toronto, naturalnie więc brzmieliśmy inaczej niż oni.

2112 nagrano w styczniu 1976 roku w studiu Toronto Sound. To była okropna zima – wspominał Peart. Nie miałem pieniędzy, spałem na kanapie u przyjaciela. Trudno sobie wyobrazić bardziej przygnębiającą sytuację. W wytwórni mówili nam: „Musicie być bardziej komercyjni i pomyśleć o singlach”. Zespół postanowił jednak postawić na swoim. Nagrywaliśmy „2112” z przekonaniem, że wszyscy znienawidzą tę płytę – przyzna­wał Geddy Leeale przynajmniej odejdziemy w blasku chwały.

Strona A albumu w wydaniu winylowym to tytułowa dwudziestominutowa rock opera w siedmiu odsłonach, z uwerturą i wielkim finałem, z powra­cającymi motywami. Pełną rockowej mocy i pędu Overture otwierają kosmiczne syntezatorowe dźwię­ki (na syntezatorze ARP Odyssey zagrał Hugh Syme, przyjaciel muzyków i autor tej oraz wielu innych okładek Rush), a kończy fragment nawiązujący do Uwertury Rok 1812 Piotra Czajkowskiego, z wystrza­łem armatnim jak tam. Natomiast dalej grupa z in­wencją miesza patenty hardrockowe (The Temples Of Syrinx – z nawiązaniem do dawnej muzyki dworskiej w zakończeniu) z fragmentami nastrojowymi (Di­scovery), a całość, której nie brakuje przebojowości, zachwyca wirtuozerią wykonania. Z kolei stronę B wypełniło pięć zgrabnych, ale całkiem wyrafinowa­nych piosenek. Wyróżniają się wśród nich dynamicz­na A Passage To Bangkok z elementami oriental­nymi i kojarząca się z twórczością King Crimson balladowa Tears z gitarą akustyczną i ujmującą partią melotronu (tu znowu Hugh Syme).

Suita 2112 przenosi nas do dystopijnej przyszło­ści, do tytułowego roku, kiedy to główny bohater znajduje zniszczoną gitarę, odkrywa zakazaną w jego czasach muzykę i buntuje się przeciwko opresyjnemu systemowi Federacji Solarnej, która włada niemal całym wszechświatem od czasu międzygalaktycznej wojny sprzed pięćdziesięciu lat. Słowa napisał Neil Peart, zainspirowany, jak twierdził – podświadomie, nowelą amerykańskiej pisarki rosyjskiego pochodzenia Ayn Rand. Okazało się, że całość jest dość podobna do „Hymnu” Ayn Rand – opowiadał. Ale gdy nad nią pracowałem, nie zdawałem sobie z tego sprawy, podobieństwa stały się oczywiste dopiero, gdy ją skończyłem. Pomyślałem: kurczę, nie chcę zostać oskarżony o plagiat. Podziękowałem jej więc w opisie płyty. Ale Geddy Lee na łamach „Tylko Rocka” mówił o inspiracji twórczością pisarki wprost: Można powiedzieć, że w historii Rush nastąpiła wtedy „era Ayn Rand”. Tym, co nas urzekło, były nie jej poglądy polityczne, lecz zawarty w jej dziełach manifest artystyczny. Wyraża ona tęsknotę za dziełem, które jest krańcowo zindywidualizowaną wypowie­dzią artysty. A także przekonanie, że o wadze jego wypowiedzi decyduje uczciwość. Po tych wszystkich trudnościach, których doświadczyliśmy w pierwszym okresie, aż do płyty „Caress Of Steel” (poprzedzającej 2112), przeczytanie czegoś takiego było dla nas niezwykle inspirujące. Twórczość Ayn Rand, zwłaszcza „Hymn” i „Źródło”, była dla nas w tym czasie prawdziwym pokrzepieniem. Dała nam siłę, by się nie poddać i nadal robić swoje.

Album 2112 był pierwszym dziełem Rush, które w Kanadzie dotarło do top 10 (do miejsca 5.), a w USA przebiło się na liście „Billboardu” do pierwszej setki (na miejsce 61.), a z czasem trzykrotnie pokryło się platy­ną, rozpoczynając międzynarodową karierę tria. Trzeba stać na straży tego, w co się wierzy, i walczyć o to – podsumował Alex Lifeson na łamach „Teraz Rocka” w 2006 roku. Nawet jeśli wszyscy dokoła są przeciwko tobie. Myślę, że takie było źródło sukcesu „2112”. W następnym okresie grupa z powodzeniem wzbogaciła swoją wersję prog rocka na płytach A Farewell To Kings (1977) i Hemispheres (1978), a w latach 80., na takich albumach, jak Moving Pictures (1981) i Signals (1982), otworzyła się na mainstreamowe brzmienia, co zapewniło jej jeszcze większy sukces – bez utraty dawnych fanów.

W 2015 roku grupa zagrała pożegnalną trasę, kiedy w 2020 roku na nowotwór mózgu zmarł Neil Peart, wydawało się, że to definitywnie przekreśliło szanse na jej powrót. A jednak w 2026 roku wznowiła działalność z perkusistką Aniką Nilles. Podczas jednego z pierwszych koncertów reaktywowany Rush zagrał na żywo suitę 2112 w całości po raz pierwszy od kilku dekad.

Rush będzie kontynuował trasę koncertową po Ameryce, a w 2027 roku przyjedzie do Europy. W ramach europejskiej trasy Rush zagra po raz pierwszy w Polsce: 27 marca wystąpi w krakowskiej Tauron Arenie.

2112” to kultowy album Rush z legendarną suitą tytułową. Więcej o niej znajdziecie w naszym Wydaniu Specjalnym poświęconym 100 najlepszym płytom progrockowym.

„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – ZAMÓW TERAZ!

KOMENTARZE
Tagi: ,

Przeczytaj także