Zwierzyniec zadrżał! Rockowisko było prawdziwym świętem metalu [RELACJA + GALERIA]

/ 11 lipca, 2026
fot. Michał Grzybowski
fot. Michał Grzybowski

Emocje nieco już opadły, a to doskonały moment, żeby podsumować jedno z ciekawszych metalowych wydarzeń tegorocznych wakacji – Rockowisko Zwierzyniec 2026.


Rockowisko Zwierzyniec już jakiś czas temu na stałe wpisało się na festiwalową mapę Polski. Początkowo impreza raczej skromna, staje się z roku na rok coraz większym muzycznym wydarzeniem. Zresztą niech najlepszym na to potwierdzeniem będzie fakt, że w tym roku organizatorom udało się zaprosić legendarne Carcass i spadkobierców Morbid Angel, czyli dowodzone przez Davida Vincenta I Am Morbid.

Mało? Dużo, a przecież nie tylko dla tych dwóch nazw do Zwierzyńca przybyli miłośnicy muzyki metalowej – w dwa dni odbyło się w sumie dziesięć koncertów.

Rockowisko Zwierzyniec 2026 – dzień 1.

Bramy otworzono punktualnie o 16:00, a pierwszy koncert miał odbyć się godzinę później. Na otoczonym lasem terenie nie brakowało atrakcji: stoisk z merchem, jedzeniem i piciem. Jako pierwsi wyszli na scenę dowodzeni przez Chrisa Hoflera panowie z Deathyard. Skutecznie rozbujali niemrawe, dopiero gromadzące się towarzystwo. Fajny, energetyczny set. Trochę szkoda, że formacja z pewnym już doświadczeniem zagrała na samo otwarcie, ale przecież wszystko przed nimi.

Kolejni swoją twórczość zaprezentowali członkowie Lyrre, którzy coraz odważniej rozpychają się na rockowej scenie. Nic dziwnego, że jest o nich coraz głośniej, bo prezentują muzykę inną od wszystkiego, ale jakże interesującą. Na pewno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Chwilę po nich na scenie Rockowiska pojawili się członkowie Blindead 23, którzy w tym roku – po reaktywacji – wydali nowy album. Nic więc dziwnego, że skupili się na promocji wydawnictwa „Deuterium”. Fajny, skondensowany set, ale brakowało mi w tym wszystkim muzycznej odwagi i emocji.

Największą polską gwiazdą 1. dnia Rockowiska miała być formacja Furia. Grupa ma już ugruntowaną pozycję na scenie metalowej i w pełni zasłużenie otrzymała możliwość zagrania przed headlinerem. Tym razem Furia nie grała kina, grała po prostu metal. Po swojemu. Jak zawsze perfekcyjnie.

O tym, jak ważna dla światowego metalu jest grupa Carcass nie muszę chyba pisać. W powietrzu, na chwilę przed rozpoczęciem, czuć było, że wydarzy się coś ważnego. I wydarzyło. Brytyjczycy to doświadczona, napędzana potężnymi riffami maszyna, która skutecznie rozwalcowała wszystkich zgromadzonych. Choć Jeffrey Walker wyglądał już nieco jak dziadulek, nie należało dać zwieść się pozorom. Jak warknął, to czapki same spadały. Carcass otrzymał możliwość zagrania przez ponad godzinę i doskonale to wykorzystał, serwując zgromadzonym same znakomitości z „Exhume to Consume” i „Heartwork” na czele. Godne domknięcie bardzo ciekawego pierwszego dnia festiwalu.

Rockowisko Zwierzyniec – dzień 2.

Czasówka wyglądała podobnie – bramy o 16:00, pierwszy wykonawca godzinę później. Tym razem na rozgrzewkę pojawiła się pochodząca z Kielc grupa Aversja. Ciekawe połączenie metalu z melodyjnością i nastrojowością. Wokalistka, Emilia Penkala, ma kawał głosu. Niedługo później na scenę wyszli młodzi i zadziorni z Hamulca. Bałaganiarskie to było niesłychanie, ale napędzane ogromną energią sprawiło, że publiczność oszalała. Trzeba oddać chłopakom, że potrafią rozkręcić imprezę!

Dopełnieniem „polskiej” części 2. dnia stał się występ stonerdoommetalowców z Dopelord. Czuć było, że w przeciwieństwie do Hamulca, przez tych dżentelmenów przemawiało doświadczenie, a także – jak przystało na reprezentowany przez nich gatunek – muzyczne opanowanie. Może pod sceną zrobiło się spokojniej, ale bezapelacyjnie trzeba oddać grupie z Lublina, że potrafi ze sceny konkretnie poczarować. Bardzo udany gig!

Koncert gwiazdy 2. dnia chciałem podsumować w osobnym akapicie, jako swoiste dopełnienie tej relacji, ale zmieniłem zdanie. Wszystko dlatego, że w mojej ocenie Get The Shot pozamiatali i skutecznie powalczyli z Carcass o miano najlepszego występu tegorocznego Rockowiska! Kanadyjscy hardcore’owcy wyszli na scenę w jednym celu – sianiu całkowitego zniszczenia. I wiecie co? Udało im się to! Nie było chwili na oddech, ponieważ serwowali banger za bangerem. Wokalista skakał, krzyczał i szalał na scenie oraz pod nią. Wydaje mi się, że nawet nieco skrócili set, ale nie dziwię się – trudno działać na takiej intensywności przez ponad godzinę. Nie wiem jak zgromadzeni, ale ja od tego momentu zostałem szalikowcem Get The Shot.

No i na koniec przyszedł czas na I Am Morbid. Amerykanie potrzebowali dłuższej przerwy, żeby wszystko odpowiednio przygotować. David Vincent był w bardzo dobrej formie (zarówno fizycznej, jak i wokalnej), prezentując na scenie wszystko, co wyszło najlepszego pod szyldem Morbid Angel. Deathmetalowe uderzenie trwało ponad godzinę i wydaje się, że nikt nie opuścił terenu Rockowiska zawiedziony. Miałem już okazję do oglądania tego składu i w mojej ocenie nie zawodzą, choć – przynajmniej dla mnie – przćmili ich wariaci z Get The Shot. Nie zmienia to faktu, że był to wieczór pełen metalowych, całkowicie skrajnych emocji. Dlatego uwielbiam festiwale!


Rockowisko Zwierzyniec 2027 zapowiedziane!

Wiemy już na pewno, że w przyszłym roku impreza powróci. Organizatorzy podali właśnie, że Rockowisko Zwierzyniec 2027 odbędzie się w dniach 2-3 lipca. To doskonała wiadomość, ponieważ jest to miejsce, które powinien odwiedzić każdy miłośnik ciężkich brzmień.

Atmosfera imprezy jest niesamowita i, choć na scenie nie brakuje gwiazd, zachwyca swoją kameralnością. Trudno o podobne połączenie, dlatego niech Rockowisko trwa nam jak najdłużej. Szczególnie że organizują je ludzie ogromnym sercem i pasją.

Karnet? Już można (a nawet trzeba).

KOMENTARZE

Przeczytaj także