100 płyt wszech czasów Prog Rock: Ranking Teraz Rocka (miejsca 70-61)

/ 11 września, 2026

Nasze „Wydanie Specjalne” w całości poświęcone rockowi progresywnemu wciąż jest dostępne w naszym internetowym sklepie.


Wydanie Specjalne: 100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” to subiektywne, przygotowane przez redakcję „Teraz Rocka” zestawienie najważniejszych albumów w historii szeroko rozumianego rocka progresywnego.

Płyty ponadczasowe, płyty kultowe, płyty które odniosły gigantyczny sukces komercyjny, a także takie docenione tylko przez progrockową niszę. To wszystko wydane na świetnej jakości papierze i w doskonałej oprawie graficznej, na 148 stronach

„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!

Poniżej zestawienie z miejscami 70-61.

Zobacz ranking miejsca 80-71

70: GALAHAD Beyond The Realms Of Euphoria (2012)

Album zachwyca do dziś. Jak na prawdziwie progresywną muzykę przystało, nie ma tu trzy­mania się wypracowanych dawniej rozwiązań. Ba, pojawia się utwór o tytule niczym manifest: All In The Name Of Progress, z dużą dawką elektroniki, miejscami wręcz metalową ekspresją, z Nichol­sonem zadziornie rzucającym wersy tekstu, by za chwilę zaśpiewać, zarapować, a w finale zagrow­lować. Tak! Grupa rozwinęła tu klimat utworu Size The Day kończącego Battle Scars. A zaprezen­towała kompozycje przeważnie dwuczęściowe. Salvation I – Overture zaskakuje strzelaniną klawiszowych motywów jak z muzyki klubowej, samplami podniośle śpiewającego chóru, chwytli­wą partią syntezatora i metalowymi riffami gitary.

PAWEŁ BRZYKCY

69: JON ANDERSON Olias Of Sunhillow (1976)

Powstała niezwykła suita, wielowątkowa, wie­lobarwna, urzekająca. Wiele fragmentów, w tym Meeting (Garden Of Geda)/Sound Out The Galleon, Dance Of Ranyart/Olias (To Build The Moorglade), Flight Of The Moorglade (wydany też na singlu), Solid Space i Moon Ra/Chords/Song Of Search, To The Runner, Anderson nasycił klimatem muzyki Yes, ale w osobistym, bardziej lirycznym ujęciu. A swoje kompozycje urozmaicił elementami muzyki z różnych stron świata, w tym indyjskiej i afrykańskiej, jak w Qoquaq ën transic/Naon/Tran­sic tö.

Płyta zyskała sporą popularność, do dziś uważana jest za najwspanialsze dzieło Andersona poza Yes.

WIESŁAW WEISS

68: MAGMA Mëkanïk DëstruktïwKömmandöh (1973)

Kulminacyjnym punktem niezwykłej płyty, która stanowi jedno z wielkich osiągnięć rocka progresywnego lat 70., jest kompozycja Mëkanïk Kömmandöh, najlepszy przykład stylu zespołu. Zaczyna się nieco tajemniczo i transowo, by frazy pełniące funkcję ostinata, prowadzone przez chór i instrumenty dęte, stawały się coraz gęstsze i bar­dziej dynamiczne. Nie mniej intryguje finałowa na płycie kompozycja Kreühn Köhrmahn Ïss Dë Hündïn, oparta na prostym motywie fortepianu, z przebijającym się przez głosy chórzystów abs­trakcyjnym wibrato Stelli Vander w wysokich re­jestrach, a w finale mimo potępieńczych krzyków nabierająca mistycznej aury (inspiracja ducho­wym wymiarem twórczości Johna Coltrane’a).

MICHAŁ CHALOTA

67: COHEED AND CAMBRIA Good Apollo, I’m Burning Star IV, Volume One: From Fear Through The Eyes Of Madness (2005)

Aspekt progresywny faktycznie można wiązać z eklektycznym łączeniem różnych inspiracji. Album otwierał wstęp nawiązujący do muzyki filmowej czy klasycznej, a potem następował przegląd ukłonów w stronę klasycznego rocka. Always & Never to folkująca ballada, którą mógło­by wykonać trio Crosby, Stills & Nash, Welcome Home miał w sobie uderzenie godne zeppeli­nowego Kashmiru, nie brakowało oczywiście rushowania, np. w The Suffering, czy partii kojarzących się z Pink Floyd w The Final Cut. Ten ostatni utwór był finałem półgo­dzinnej minisuity The Willing Well. Pod względem brzmieniowym czuć było energię sceny punko­wej czy też emo, z drugiej strony utwory miały cechy przebojów, co przełożyło się na półmilionową sprzedaż albumu w samych Sta­nach Zjednoczonych.

BARTEK KOZICZYŃSKI

66: RICK WRIGHT Broken China (1996)

Wielkim osiągnięciem artystycznym, dorównującym wielu dokonaniom Pink Floyd, jest płyta Broken China, nagrana przez Ricka w 1995 i 1996 w domowym studiu Harmonie w wiosce Le Rouret niedaleko Nicei i wydana 7 października 1996. Zainspirowały ją osobiste przeżycia artysty – walką z kliniczną odmianą depresji, w jaką popad­ła jego towarzyszka życia i przyszła (trzecia) żona, amerykańska modelka Millie Hobbs.

Podjęcie tak skomplikowanego tematu na płycie (w nagraniu której Wrightowi towarzyszyli zacni współpracownicy, w tym związani z Pink Floyd, jak gitarzysta Tim Renwick czy tekściarz, aranżer i producent Anthony Moore), było nie lada wy­zwaniem. W tamtym czasie pragnąłem nagrać album i od razu wiedziałem, że nie chcę zbioru przypadko­wych utworów – wspominał Wright. A ponieważ Millie zachorowała i, odwiedzając ją w szpitalu, wiele dowiedziałem się o depresji, postanowiłem odzwier­ciedlić tę wiedzę w muzyce. No i słowach, które miał napisać Anthony. Moore opowiadał: Początkowo album miał być w znacznie większym stopniu instru­mentalny. Jednak wpadliśmy na pomysł, by podzielić przedstawioną tu historię na cztery etapy. Wright: Pierwszy etap to dzieciństwo. Krzywdy doznane wówczas rzutują na późniejsze życie i prowadzą do choroby… Drugi etap to ucieczka. Trzeci – depresja. Czwarty zaś – walka z nią i stopniowe wychodzenie z tego stanu.

PAWEŁ BRZYKCY

65: ELOY Ocean (1977)

Album nagrywany był we wrześniu i październiku 1977 w Sound-N-Studio w Kolonii, a ukazał się już 26 października tamtego roku. Jest ponadczasową, nawiązującą do opisanej przez Platona historią powstania i zagłady Atlantydy – autorem anglojęzycznych tekstów był perku­sista, a właściwie multiinstrumentalista Jürgen Rosenthal. Na rozkładanej okładce wykorzystano zaś obraz autorstwa polskiego artysty Wojtka Siudmaka, Burza, nawiązujący do tak zatytułowa­nej sztuki Szekspira.

Prawie dwunastominutowy utwór Poseidon’s Creation bliski jest najlepszym dokonaniom Pink Floyd. Bornemannowi zarzucano niemiecki ak­cent, ale niezbyt to przeszkadza (wręcz… przydaje rozpoznawalności), a sposób jego frazowania mógł być inspiracją dla obdarzonego głosem o po­dobnej barwie Nicka Barretta z grupy Pendragon. Rosenthal dostarczył teksty dopiero pod koniec sesji i Frank nagrał je w jednym podejściu!

PAWEŁ BRZYKCY

64: ARENA The Visitor (1998)

The Visitor to concept album (teksty napisał Nolan): metaforyczna opowieść o kimś, kto wchodzi na zamarznięte jezioro, ale lód się pod nim załamuje, a więc o sytuacji kryzyso­wej, skłaniającej do rozmyślań na temat sensu istnienia, przeznaczenia, odkupienia, śmierci. Także w warstwie muzycznej płyta stanowi całość, kompozycje płynnie przechodzą jedna w drugą (a w solówkach powracają wcześniejsze tematy), dużo w nich efektownych, często bardzo pięknych wątków syntezatorowych, ale też zadziornych, niekiedy gilmourowskich fraz gitarowych, nie brak przejść od fragmentów stonowanych do pełnych orkiestrowo-chóralnego rozmachu, jak w The Hanging Tree. To prawdziwe opus magnum albu­mu.

MARCIN GAJEWSKI

63: PREMIATA FORNERIA MARCONI Per un amico (1972)

Per un amico okazał się albumem przełomowym dla kariery PFM. Na potencjał zespołu zwrócił uwagę Greg Lake z Emerson, Lake & Palmer, po czym założona przez ten zespół wytwórnia Manticore wydała na świecie płytę Photos Of Ghosts (1973), na której do czterech utworów z Per un amico i jednego – È festa – ze Storia di un minuto anglojęzyczne teksty napisał Pete Sinfield, współpracownik King Crimson (Il banchetto został w wersji po włosku). Album zasłużenie odniósł sukces na listach bestsellerów, nawet w USA, mimo że zespół nigdy wcześniej tam nie pojechał. Dzięki PFM anglosascy słuchacze coraz bardziej interesowali się też dokonaniami innych włoskich grup progrockowych, z Le Orme, Banco Del Mutuo Soccorso, Il Balletto Di Bronzo, New Trolls i Area na czele.

PAWEŁ BRZYKCY

62: GONG Camembert Electrique (1971)

Najwspanialszym wzlotem zespołu okazała się płyta Camembert Electrique z października 1971. Powstawała między majem a wrześniem tego roku, wyłącznie nocami i to tylko podczas pełni księżyca, w studiu Chateau d’Herouville niedale­ko Paryża. W tekstach pojawiły się już wątki cyklu Radio Gnome Invisible, rozwiniętego we wspo­mnianej trylogii (Allen: Radio Gnome to sekretna częstotliwość, dzięki której ludzie mogą natychmiast dostroić się do idei istot o podobnej wrażliwości). Muzyka stanowiła fascynującą, skrzącą się od pomysłów mozaikę wielu stylów i konwencji. Było tam miejsce na elektroniczne zabawy z przetwa­rzaniem głosu (Radio Gnome, Gnome The Second), stylizowany hymn, udziwniony dansingową partią saksofonu (I’ve Been Stone Before), dziecięcą ry­mowankę, podaną w konwencji softmachinowego jazz rocka (wstępna część Mister Long Shanks: O Mother I Am You Fantasy), męskie skandowania i kobiece zawodzenia z pełnym anarchii dźwię­kowej, jazzującym podkładem (Dynamite: I Am You Animal), psychodelię spod znaku Pink Floyd (wstępna część Foghat Digs Holes In Space) czy folk rock (fragmenty Tried So Hard). Wiele różnych elementów, ale album Camembert Electrique to za­chwycająca całość, która do dziś urzeka świeżoś­cią i szaleństwem pomysłów, baśniowo-oniryczną poetyką oraz frenetyczną werwą wykonania.

61: LEPROUS Pitfalls (2019)

„Pitfalls” opowiada o wczesnym etapie walki z depresją, o momencie, kiedy zdałem sobie sprawę, że stanowi ona część mojego życia, o szoku, o nieakcep­towaniu jej – zwierzał się w „Teraz Rocku” Einar. I przyznawał: Byłem wtedy w bardzo złym stanie emocjonalnym...

Utrata nadziei, radości, uczucie zapadnięcia się w sobie, napady lęków – to tematy utworów zawartych na płycie (większość tekstów napisał Solberg, ale autorem kilku był gitarzysta Tor Oddmund Suhrke). Aby wzmocnić ich wymowę, Leprous sięgnął po bardzo szeroką paletę środ­ków – od rozdzierającej ekspresji i zachwycającej melodyjności Below przez surowy minimalizm Observe The Train i transowość By My Throne w stylu bliskim Massive Attack ( jednym z bonu­sów we wzbogaconej wersji albumu była przerób­ka Angel tej grupy, wydana wcześniej na singlu) po wybuchowość Foreigner. Na płycie jest też przejmująca ballada Distant Bells z piękną partią wiolonczeli i kumulacją emocji w potężnym orkie­strowym finale. A na zakończenie zespół zostawił prawdziwe opus magnum – jedenastominutowy, wielowątkowy utwór The Sky Is Red z fragmen­tami pełnymi nerwowego napięcia i metalowej gwałtowności, ale i z momentami spowolnienia muzycznej akcji, z brzmieniami orkiestrowymi i wspaniałą partią chóru.

ROBERT FILIPOWSKI

Zobacz ranking miejsca 60-51 (WKRÓTCE)

Pismo aktualnie dostępne jest WYŁĄCZNIE w naszym sklepie internetowym

„100 PŁYT WSZECH CZASÓW – PROG ROCK” – KUP TERAZ!

KOMENTARZE

Przeczytaj także