Great September 2026 w pigułce: Małe sceny, duże odkrycia i wielkie nazwiska

/ 16 września, 2026

Trzy dni, kilkanaście łódzkich klubów, blisko 100 koncertów oraz artyści z Polski i zagranicy. Piąta edycja Great September po raz pierwszy wyszła poza krajową scenę, ale nie straciła tego, co od początku było jej największą siłą – możliwości zaglądania w miejsca, w których dopiero rodzą się nowe muzyczne historie.


Tegoroczny festiwal przyniósł sporo nazw, które dla szerszej publiczności mogą być jeszcze nieznane. I właśnie one po raz kolejny pokazały, że showcase’owa formuła Great September ma sens. W Łodzi można było jednego wieczoru trafić zarówno na artystę z dużym dorobkiem, jak i zespół, który dopiero buduje swoją pozycję.

Małe sceny, duże odkrycia

Do tych drugich można zaliczyć duet Poczta Polska, który łączy zimnofalowe brzmienia z alternatywnym popem i dopracowaną estetyką. Ich muzyka mocno czerpie z nostalgii, ale nie brakuje w niej również przebojowości i tanecznego pulsu.

Zupełnie inną stronę współczesnej alternatywy pokazali Koty Bez Oczu, Psy Bez Nóg. Duet Tymona Kolubińskiego i Rozalii Grabowskiej porusza się między minimalizmem, dronem, ambientem oraz wpływami muzyki sakralnej i filmowej. To propozycja dla słuchaczy szukających w muzyce nieoczywistych rozwiązań.

Sporo emocji dostarczył również little man, figurine. Rzeszowska grupa zaprezentowała ekspresyjny noise-rock, w którym intensywność muzyki idzie w parze z wyrazistą obecnością sceniczną wokalisty.

Natomiast Kielichy od początku budowały na scenie mroczną atmosferę, która przerodziła się w hipnotyzujący spektakl. Ich muzyka plasuje się gdzieś pomiędzy neofolkiem, post-punkiem i muzyką eksperymentalną.

Zamykający drugi dzień festiwalu zespół Deathknell postawił na bezkompromisową mieszankę powerviolence, hardcore’u i grindu. Pod sceną natychmiast rozpętało się największe pogo tegorocznego Great September.

Torschlusspanik pokazali, jak połączyć post-hardcore, emo i punk z tekstami bliskimi współczesnemu pokoleniu. Ich nieposkromiona energia szybko udzieliła się łódzkiej publiczności.

Wśród zespołów, które coraz mocniej zaznaczają swoją obecność na krajowej scenie, znalazły się również Szklane Oczy. Ich rockowe granie czerpie między innymi z polskiego punku, poezji romantycznej i psychodelii, a jednym z najbardziej charakterystycznych elementów pozostaje nietuzinkowy kobiecy wokal.

W Łodzi dobrze wypadły także Stany Pośrednie, czyli szczecińska formacja grająca emocjonalny post-punk, który szczególnie dobrze sprawdza się w klubowej przestrzeni. Zespół ma za sobą bardzo intensywny rok. Dotarł do półfinału Wielkopolskich Rytmów Młodych, walcząc o występ na Jarocin Festiwal, a wcześniej pojawił się również w gronie finalistów konkursu 33 Records na NEXT FEST.

Kuba Folwarczny, którego publiczność również mogła kojarzyć z Wielkopolskich Rytmów Młodych, przyciągał uwagę przede wszystkim osobistymi tekstami i gitarowym brzmieniem. Na tegorocznym Great September wystąpił dwukrotnie i za każdym razem spotkał się ze świetnym odbiorem publiczności.

W programie znalazło się też miejsce dla bardziej nietypowych połączeń. Martini Police zaprezentowali swoją mieszankę alternatywnego rocka i estetyki retrofuturystycznej, budując wokół muzyki spójne, wciągające uniwersum.

Znane nazwiska na łódzkich scenach

Tłumów nie brakowało także na koncertach artystów z gwiazdorskim statusem. Zalewski po raz kolejny udowodnił, że jest urodzonym frontmanem, porywając publiczność do wspólnego śpiewania.

Na Great September pojawił się też Kuba Karaś, który w Łodzi przedpremierowo zaprezentował materiał z debiutanckiej solowej płyty „MIŁOŚĆ TO NIE WOJNA”. Występ miał formę rozbudowanego producenckiego setu, a artyście na scenie towarzyszyli wokalistka Faustyna Maciejczuk i raper asthma.

Z kolei na koncert duetu Matyldy/Łukasiewicz trudno było się dostać – klub wypełnił się po brzegi, pokazując, jak mocną pozycję artyści zdążyli wypracować na polskiej scenie.

Festiwal zamknął Ata Kak. Pochodzący z Ghany artysta połączył rytmy high-life z elementami hip-hopu i funku, tworząc koncert naładowany lekką, pozytywną energią.

Great September to jednak nie tylko koncerty. Przez trzy dni w Łodzi odbywały się także panele, spotkania i rozmowy poświęcone kondycji rynku muzycznego, mediom społecznościowym, prawom autorskim, sztucznej inteligencji czy zmianom zachodzącym w branży koncertowej. Najważniejsza pozostaje jednak muzyka – a tegoroczny program po raz kolejny pokazał, jak wiele dzieje się obecnie na polskiej scenie.

KOMENTARZE

Przeczytaj także