Gwiazdy rocka zaświeciły w Zamku Ćmielów. Znakomity Sound Of The Ages Festival za nami [GALERIA]

/ 25 sierpnia, 2026
fot. Michał Grzybowski

Na malowniczo usytuowanej scenie, nieopodal historycznego Zamku Ćmielów, pojawili się między innymi Michael Schenker, Gus G czy ikoniczny Nazareth. Było to trwające niemalże cały dzień wydarzenie, które przyniosło ogrom koncertowych emocji.


Jako pierwsza na scenie pojawiła się czeska formacja Metal Factory, dla której była to pierwsza wizyta w naszym kraju i – takie mam przeczucie – nie ostatnia. Power metal napędzany dwoma żeńskimi głosami i chwytliwymi riffami to coś, co mogło się podobać. I podobało powoli zagęszczającej się publiczności.

Jako następni wystąpili przedstawiciele polskiej sceny, formacja Deathyard. Dużo spokojniejszy, bardziej progresywny materiał okazał się dobrym gatunkowym przełamaniem. Chris Hofler i spółka dostali czterdzieści minut, które przeznaczyli nie tylko na zaprezentowanie najbardziej znanych kawałków, ale również nowych utworów, które trafią na ich trzeci album.

Kolejna zmiana tempa, ponieważ obok Zamku Ćmielów swoją twórczość zaprezentowali panowie z rodzimej formacji Leash Eye. Sceniczna charyzma Queja pozwoliła na rozkręcenie rock ‘n’ rollowej imprezy, która potrwała okrągłą godzinę. Równy, wciągający, przekrojowy set doceniony został przez zgromadzonych pod sceną.

Kolejny przedstawiciel power metalu, ale tym razem zza naszej zachodniej granicy – Masterplan – to synonim muzycznej precyzji. Niemcy byli naładowani energią, ale jednocześnie doskonale zorganizowali, co przełożyło się na występ niemający słabszych stron. Znany z Helloween Roland Grapow wyczyniał cuda z gitarą, a Rick Altzi brzmiał potężnie i melodyjnie. Na duże wyróżnienie zasługuje wirtuozerska gra perkusisty, Kevina Kotta.

Ronnie Romero i Gus G. niedawno gościli w Ćmielowie, przy okazji Festiwalu Jana Borysewicza, ale powiem szczerze – tych gości można oglądać na okrągło. Jakość i energia aż biły ze sceny, a kolejne coverowane szlagiery natychmiast wpadały w ucho. Panowie sięgnęli po klasyki Black Sabbath czy Rainbow, wykonując je w sposób perfekcyjny. Bawili się wszyscy – zarówno oni na scenie, jak i my pod nią.


Gus G. zawiesił swoją legendarną gitarę w Stratocastle

Podczas Sound Of The Ages Festival, który 22 sierpnia 2026 roku rozgrzał mury ponad 500-letniego Zamku Ćmielów, doszło do wydarzenia, które na długo zapadnie w pamięci fanów rocka i metalu. Gus G. – grecki wirtuoz gitary, wieloletni gitarzysta Ozzy’ego Osbourne’a i lider zespołu Firewind – podarował Stratocastle swoją zautografowaną gitarę Jackson USA Signature Gus G. Star, opatrując ją własnoręczną dedykacją: „To Stratocastle! Keep Rocking!”.

Instrument dołączył do kolekcji Stratocastle – największej galerii gitar na świecie z instrumentami podpisanymi przez legendy, gdzie docelowo znajdzie się ponad 400 instrumentów podpisanych przez najwybitniejszych muzyków świata, od Keitha Richardsa po Slasha i Briana Maya.

Gitara Gusa G. | fot. Stratocastle

Chwilę po 20 na scenie pojawiła się jedna z dwóch największych gwiazd Sound Of The Ages Festivalu, ikoniczna grupa Nazareth. Dowodzona przez Pete’a Angew formacja przeszła ostatnio kolejną zmianę w składzie – na stanowisku wokalisty Carla Sentence’a zajął Gianni Pontillo. I trzeba przyznać, że pochodzący z Włoch wokalista spisał się doskonale, a „Love Hurts” w jego interpretacji wybrzmiało niesamowicie. Podobnie zresztą jak inne utwory z katalogu ikonicznej grupy. Choć w składzie był zaledwie jeden członek oryginalnego składu, występ Nazareth okazał się wydarzeniem z wielu powodów wyjątkowym. Była to przede wszystkim wspaniała nostalgiczna podróż po kultowych przebojach szkockiej formacji.

Na sam koniec pozostał Michael Schenker, który podczas Sound Of The Ages Festivalu zagrał koncert z cyklu „My Years with UFO”. Już na początku zaserwował kawałek „Doctor, Doctor”, a później było już tylko ciekawiej. Słynny gitarzysta kipiał energią i dobrym humorem, raz za razem udowadniając, dlaczego stał się dla wielu postacią kultową. Choć na scenie było kilku muzyków, w świetle reflektorów mógł być tylko jeden – Michael Schenker. Występ gwiazdy wieczoru przyniósł wiele emocji i świetnych solówek. Podobnie jak w przypadku Nazareth, również w tym wypadku zostaliśmy zabrani w niesamowitą podróż do początków jednej z najważniejszych rockowych formacji w historii.

Zamek Ćmielów po raz kolejny stał się świadkiem wielkiego muzycznego wydarzenia. To miejsce z duszą i historią, które powinien odwiedzić każdy miłośnik muzyki gitarowej. Nie chodzi tylko o koncerty, ale również muzeum Stratocastle, które powstało z miłości do muzyki rockowej. Niesamowite miejsce, niesamowite okoliczności!

KOMENTARZE

Przeczytaj także