W Krakowie i w Warszawie zagrał zespół Coroner ze wsparciem od Schizophrenii i Tar Pond. My wpadliśmy na koncert, który odbył się 7 października w warszawskiej Proximie.
Zestaw wieczoru był szalenie zróżnicowany. Najpierw Tar Pond z doomowymi, ciężko lejącymi się riffami, ale pełnymi melodii, bez monotonni. Wokalista Thomas Ott miał w swoim głosie nutkę wyobcowania, bliżej mu było do zmęczonego życiem Iana Curtisa niż do szalonego Ozzy’ego Osbourne’a. A nad muzyką z dwóch jak dotąd wydanych płyt tego szwajcarskiego zespołu unosił się klimat rezygnacji i osamotnienia.
Zupełnie inaczej było w przypadku belgijskiej Schizophrenii. To był energiczny thrash/death w klimacie wczesnego Overkill albo Venom. Totalna energia rozpierająca muzyków udzieliła się publiczności, która chętnie reagowała na zaczepki wokalisty nawołującego do tego, że chce pod sceną widzieć „krew i połamane kości”. Pod koniec koncertu dał fanom wybór: Chcecie usłyszeć przeróbkę Slayera czy Morbid Angel? Po krótkich sporach padło na Necrophiliac Slayera.
Coroner niedawno grał na Mystic Festival, ale koncerty w Krakowie i Warszawie były jego pierwszymi klubowymi koncertami w Polsce od 2011 roku (a w Warszawie wystąpił po raz pierwszy w ogóle!) i znacznie lepiej ogląda się ten zespół w warunkach klubowych. Klimatyczny wstęp i przygaszone, niebieskie światło dawało tło do niełatwej, ale mistrzowsko zagranej muzyki. Sporo było z wydanego w zeszłym roku po wieloletniej przerwie albumu Dissonance Theory, ale nie zabrakło klasycznych nagrań, które na przełomie lat 80. i 90. wyniosły Szwajcarów do miana jednego z najważniejszych przedstawicieli alternatywnego metalu, jak Grin czy Reborn Through Hate.
Poniżej galeria z warszawskiego koncertu.
Tar Pond
Schizophrenia
Coroner

