Lepiej ze sceny zejść niepokonanym? Jaka jest nowa płyta Megadeth? [RECENZJA]

/ 20 stycznia, 2026

Co na swoją pożegnalną płytę przygotował zespół Megadeth? Czy legenda stanęła na wysokości zadania?


 Kolejna, po Slayerze, legenda Wielkiej Czwórki thrash metalu przechodzi na emeryturę. Album „Megadeth” ukaże się 23 stycznia i ma być pożegnaniem zespołu z fanami. Jaką płytą żegna się z nami Megadeth?

Tytuł albumu (a właściwie jego brak) może sugerować, że będzie to kwintesencja stylu Megadeth. I tak poniekąd jest, jeśli za kwintesencjonalne uznamy albumy od Peace Sells… But Who’s Buying? po Youthanasia oraz kilka ostatnich. Zaczyna się od ostrego Tipping Point, który kombinuje z tempem, w pewnym momencie zwalniając, by zaraz potem przyspieszyć, co przypomina, że Dave Mustaine z kolegami zawsze lubił kombinować i stawiał na wirtuozerię czadu.

Ale w szaleńczym Let There Be Shred Mustaine przypomina młodzieńcze lata, wyznając: Urodziłem się z gitarą w rękach/ Ziemia zadudniła wydając gromki rozkaz/ Szaleć, wariować, machać głową/ Rozbić gitarę i „let there be shred”. To kwintesencja stylu życia Mustaine’a przez długi czas, a ten riff sięga wręcz do czasów Dave’a w Metallice. Made To Kill szaleńczo przyspiesza przypominając o tej najbardziej thrashowej odsłonie Metgadeth. Utrzymany w średnim tempie Another Bad Day z chwytliwym refrenem bliższy jest czasom Youthanasii. Natomiast Puppet Parade z gniewnie warczącym Dave’em i gęstymi gitarami, które w refrenie niosą fajną melodię przypomina o tej przebojowej odsłonie thrashu, którą Megadeth doprowadził do perfekcji na płytach Rust In Peace i Countdown To Extinction. W tym samym klimacie utrzymany jest Hey God?! z refrenem kojarzącym się z Symphony Of Destruction. Podsumowaniem płyty jest natomiast The Last Note – ponury testament zakończony akustyczną kodą ze słowami: Przybyłem, rządziłem, a teraz znikam.

Utworem, który budził duże emocje jeszcze przed premierą płyty, jest nagranie bonusowe, czyli Ride The Lightning. Oryginalnie wydany przez Metallicę na drugiej płycie, ale Dave Mustaine nie traktuje go jako koweru, bo sam jest jego współautorem. Wersja Megadeth jest bliska oryginalnej, nieco szybsza, z mocniejszym brzmieniem i podrasowanymi solówkami, ale generalnie utrzymana w klimacie Metalliki. To fajna klamra spinająca historię Megadeth, bo na debiutanckiej płycie Killing Is My Business… And Business Is Good! z 1985 roku znalazł się Mechanix, który wczesna Metallica także wykonywała.

Jeśli Megadeth będzie faktycznym pożegnaniem zespołu ze sceną to grupa odchodzi będąc w szczytowej formie. Wraz z albumami Dystopia i The Sick, The Dying… And The Dead! udowadnia, że decyzja o odejściu nie jest podyktowana spadkiem formy ani brakiem weny. To także daje nadzieję na przyszłość, bo być może któregoś dnia Mustaine postanowi wskrzesić swój zespół. A może lepiej ze sceny zejść niepokonanym?

Więcej o płycie „Megadeth” opowie sam Dave Mustaine na łamach lutowego numeru „Teraz Rocka”, który do sprzedaży trafi już 28 stycznia.

KOMENTARZE

Przeczytaj także