Metallica wróciła na Śląsk po osiemnastu latach i zrobiła to w sposób, którego można było się spodziewać po największym metalowym zespole świata — z rozmachem, potężnym brzmieniem i koncertem dopracowanym niemal w każdym detalu.
Chorzowski Stadion Śląski zamienił się tego wieczoru w prawdziwe centrum muzycznego święta, a rekord frekwencji obiektu — 88 656 widzów — tylko potwierdził skalę wydarzenia. Jednocześnie potwierdziło się, że pod względem akustyki chorzowski obiekt wypada zauważalnie lepiej, niż PGE Narodowy w Warszawie.
Już od rana w okolicach stadionu było czuć wyjątkową atmosferę. Koszulki z okładkami „Kill ’Em All”, „Ride The Lightning”, „Master Of Puppets” czy „…And Justice For All” dominowały na ulicach Chorzowa, a kolejne grupy fanów zmierzały w stronę Kotła Czarownic jak na wielką pielgrzymkę. Trudno było nie odnieść wrażenia, że dla wielu osób nie był to po prostu koncert, ale wydarzenie o niemal historycznym znaczeniu.
Zanim Metallica pojawiła się na scenie, publiczność rozgrzały Knocked Loose oraz Gojira. Szczególnie Francuzi pokazali klasę, serwując niezwykle precyzyjny i potężny występ, który idealnie przygotował stadion na nadejście gwiazdy wieczoru.

Sam początek koncertu miał w sobie coś niemal filmowego. Najpierw z głośników wybrzmiało „It’s a Long Way to the Top (If You Wanna Rock ’n’ Roll)”, a chwilę później monumentalne „The Ecstasy of Gold” Ennio Morricone. Gdy muzycy pojawili się na scenie, stadion eksplodował. „Creeping Death”, „For Whom the Bell Tolls” i „Of Wolf and Man” od pierwszych minut pokazały, że zespół jest w świetnej formie. James Hetfield śpiewał czysto i potężnie, Kirk Hammett imponował lekkością solówek, a publiczność reagowała na każdy riff z ogromnym entuzjazmem.
Setlista opierała się przede wszystkim na klasykach. „The Memory Remains”, „The Unforgiven” czy wybuchowe „Fuel” rozgrzały publiczność do czerwoności, ale jednym z najbardziej pamiętnych momentów wieczoru okazał się tradycyjny już lokalny hołd Kirka Hammetta i Roberta Trujillo. Tym razem muzycy sięgnęli po „Chcemy być sobą” Perfectu, wywołując ogromny entuzjazm na trybunach (choć samo wykonanie pozostawiało sporo do życzenia):
Druga część koncertu miała jeszcze większy ciężar emocjonalny. „Nothing Else Matters” rozświetliło stadion tysiącami świateł telefonów, a końcówka w postaci „One”, „Seek & Destroy”, „Master of Puppets” i tradycyjnego „Enter Sandman” była już czystą koncertową eksplozją.
Metallica po raz kolejny udowodniła, że mimo czterdziestu pięciu lat na scenie pozostaje perfekcyjnie działającą koncertową maszyną. W Chorzowie nie chodziło jednak wyłącznie o muzykę. To był wieczór wspólnoty, nostalgii i gigantycznych emocji — dokładnie takich, jakie potrafią wywołać tylko największe zespoły świata. Setlista może nie zaskoczyła, ale wydaje się, że fani na Stadionie Śląskim dostali dokładnie to, czego oczekiwali.
Relację z koncertu Metalliki zorganizowanego przez Live Nation Polska znajdziecie również w jednym z kolejnych „Teraz Rocków“.

