Powrót Rush na trasę koncertową w 2026 roku odbił się szerokim echem w świecie rocka, a jednym z najczęściej zadawanych pytań było to, czy za perkusją mógłby zasiąść Mike Portnoy.
Legendarny bębniarz przyznaje jednak, że… wcale nie żałuje, że nikt do niego nie zadzwonił.
W wywiadzie dla chilijskiego „Futuro” muzyk nie krył ekscytacji samym faktem powrotu zespołu i zastąpienia Neila Pearta przez Anika Nilles, ale jasno zaznaczył, dlaczego sam nie widziałby się w tej roli:
Szczerze mówiąc, trochę się cieszę, że nawet mnie o to nie zapytali, bo to byłaby zdecydowanie zbyt duża presja. Ogromna presja. W ten sposób jest lepiej – mogę cieszyć się tym wszystkim jak zwykły fan.
Portnoy podkreślił, że przez ostatnią dekadę niemal w każdym wywiadzie słyszał pytania o potencjalne granie z Geddym Lee i Alexem Lifesonem.
Choć nazwał ich swoimi bohaterami, przyznał, że zastąpienie Pearta – nie tylko ikony perkusji, ale też jego przyjaciela – byłoby dla niego zbyt wielkim ciężarem. Dlatego z ulgą obserwuje dziś reaktywację Rush z perspektywy widowni, bez presji i porównań, które mogłyby przyćmić radość z muzyki.

