Sam Smith przyznał, że popełnił błąd, wybierając tytuł swojego najnowszego albumu.
Piąty album studyjny Sama Smitha, „Hazel Eyes”, ukazał się pod koniec sierpnia nakładem Capitol Records. Artysta po raz pierwszy w swojej karierze był jednym z producentów całej płyty. Przy jej powstawaniu współpracował z Simonem Aldredem, znanym m.in. ze współpracy z Aviciim i Liamem Gallagherem, oraz Davidem Odlumem, który pracował wcześniej m.in. z Glenem Hansardem i Joshem Ritterem.
Prace nad albumem trwały trzy lata. Smith nagrywał go podczas podróży między Londynem a Nowym Jorkiem, do którego się ostatecznie przeprowadził. Nowa płyta w dużej mierze opowiada o związku muzyka z projektantem mody, Christianem Cowanem.
Okazuje się jednak, że sam tytuł „Hazel Eyes” jest wynikiem pomyłki. Smith sądził, że słowo „hazel” oznacza po prostu brązowy kolor oczu, kojarzący mu się z orzechem laskowym. W rzeczywistości określenie to odnosi się do piwnych oczu. Kolor, o którym myślał Smith, lepiej oddaje słowo „hazelnut”, dosłownie oznaczające orzech laskowy.
O pomyłce opowiedział w programie „The Tonight Show Starring Jimmy Fallon”. Artysta zorientował się, że popełnił błąd dopiero cztery miesiące temu, gdy trwały już zdjęcia do kampanii promującej album i cała koncepcja była gotowa:
Przez całą kampanię promującą album nosiłem brązowe ubrania. To koszmar. Ten album powinien nazywać się „Hazelnut Eyes”. Chyba po prostu zmienię definicję tego słowa!
„Hazel Eyes” różni się od poprzedniej płyty Smitha, „Gloria” z 2023 roku. Tamten album przyniósł artyście trzeci w karierze numer jeden na brytyjskiej liście albumów. Smith określił go jako „bardzo intensywny i gejowski”. Tym razem Smith chciał tworzyć muzykę w gronie przyjaciół, z wykorzystaniem prawdziwych instrumentów.
Na „Hazel Eyes” pojawiają się także Feist, Shahzad Ismaily, Moose oraz 28-osobowy kolektyw wokalny TwoCity Chorus. To właśnie jego członkowie zaśpiewali w utworze „Oh Mother”.

