Paul McCartney opowiedział o swoich doświadczeniach związanych z koncertami Boba Dylana. Przyznał, że nawet jako wielki fan artysty miał momentami problem z rozpoznaniem wykonywanych przez niego utworów.
Były Beatles poruszył ten temat w podcaście „The Rest Is Entertainment”, gdzie promował swój nowy album „The Boys Of Dungeon Lane”. Muzyk wyjaśnił, że bardzo podziwia Dylana za to, iż przez lata zawsze robił wszystko po swojemu i nigdy szczególnie nie przejmował się oczekiwaniami publiczności. Zwrócił uwagę przede wszystkim na koncerty amerykańskiego artysty, podczas których Dylan często rezygnuje z grania swoich największych przebojów lub wykonuje je w zupełnie nowych aranżacjach.
McCartney przyznał jednak, że sam ma zupełnie inne podejście do występów na żywo:
Myślę, że moglibyśmy grać utwory, których większość ludzi nie zna, i robić mnóstwo takich pustych momentów podczas koncertu… Ale ludzie zapłacili za bilety naprawdę dużo pieniędzy.
Artysta wspominał też własne doświadczenia z młodości, kiedy oszczędzał pieniądze, by zobaczyć swoich idoli na scenie:
Pamiętam, jak jako dzieciak chodziłem na koncerty i długo odkładałem na bilety. Poszedłem kiedyś na koncert Billa Haleya. Oszczędzałem przez miesiące, roznosiłem gazety i robiłem wszystko, żeby tam być. I wiedziałem dokładnie, czego chcę – chciałem usłyszeć jego największe przeboje. Gdyby zaczął kombinować i grać coś zupełnie innego, pomyślałbym tylko: „No dobrze”. Pozwoliłbym mu się trochę pobawić, ale jednak chciałbym usłyszeć te hity.
McCartney porównał swoje podejście do koncertów właśnie z Bobem Dylanem:
Mówiąc o Dylanie… Byłem na kilku jego koncertach i szczerze mówiąc, czasami nie miałem pojęcia, jaki utwór właśnie gra. A to już trochę przesada, bo przecież naprawdę dobrze znam jego twórczość!
Były Beatles zaznaczył jednak, że rozumie podejście Dylana i fakt, że po latach może być zmęczony wykonywaniem tych samych utworów:
Rozumiem, że może nie chcieć już grać „Mr Tambourine Man”. Być może ma już tego dość. Ale z perspektywy fana chciałbym jednak to usłyszeć. W końcu zapłaciłem za bilet!
Paul McCartney podkreślił też, że granie największych przebojów ma dziś dodatkowe znaczenie, szczególnie w podzielonym politycznie społeczeństwie.
Zwłaszcza teraz, kiedy gramy „Hey Jude” i widzisz całą publiczność śpiewającą razem… W Ameryce Trumpa, gdzie republikanie i demokraci są ciągle skłóceni, podczas tej piosenki nagle przestają się dzielić. Wszyscy razem śpiewają i dobrze się bawią. To niesamowite uczucie. Nagle wszyscy zapominają o sporach. Nikt się nie kłóci, wszyscy po prostu śpiewają razem. Myślę, że to naprawdę ma wartość.
Relacja The Beatles i Boba Dylana sięga połowy lat 60. Artyści wielokrotnie publicznie okazywali sobie wzajemny szacunek. Dylan już w 2007 roku mówił o McCartneyu i Lennonie w wyjątkowo ciepłych słowach. McCartney z kolei przyznał w 2020 roku, że Bob Dylan miał ogromny wpływ na sposób pisania tekstów przez The Beatles.
Nowy album Paula McCartneya „The Boys Of Dungeon Lane” ukaże się 29 maja. Na płycie znajdzie się między innymi utwór „Home To Us”, nagrany wspólnie z Ringo Starrem. Będzie to pierwsza w historii wokalna współpraca obu muzyków. Gościnnie na albumie pojawią się również Sharleen Spiteri z zespołu Texas oraz Chrissie Hynde z The Pretenders.

