Rosalía przyznała, że jest perfekcjonistką i nawet po zakończeniu pracy nad płytą wciąż dostrzega rzeczy, które mogłaby poprawić.
Artystka przywiązuje ogromną wagę do szczegółów, a praca nad muzyką potrafi pochłonąć ją do tego stopnia, że trudno jej uznać utwór za ostatecznie ukończony. Właśnie dlatego cyfrowe i winylowe wydania jej ostatniego albumu „LUX” z 2025 roku różnią się od siebie.
W programie „CBS Sunday Morning” opowiedziała, jak wygląda jej proces twórczy:
Nie mogłam wprowadzać poprawek zbyt długo, bo ta praca nigdy by się nie skończyła. Mogłabym robić to bez końca.
Zapytana, czy po premierze zdarza jej się żałować pewnych decyzji dotyczących nagrań, odpowiedziała:
Tak, zawsze. Myślę na przykład, że można było inaczej zmiksować utwór, podgłośnić skrzypce o pół decybela albo jeszcze raz nagrać partię wokalną.
Mimo to Rosalía nie słucha swoich albumów po ich wydaniu. Uważa, że nie miałoby to sensu, ponieważ nie może już niczego w nich zmienić:
Nigdy nie słucham swoich płyt. Nie widzę w tym sensu. Tworzę muzykę po to, żeby dzielić się nią z innymi, a potem pozwolić jej żyć własnym życiem. Po co miałabym do niej wracać? To byłaby tortura!
W ostatnim czasie Rosalía angażuje się również w projekty innych wykonawców. Niedawno połączyła siły z irlandzkim zespołem Fontaines D.C., nagrywając utwór „Where Is Gone?”.
Wokalistka miała także swój udział w powstawaniu piosenki „The Mirror Maker (Rosalía)”, która znajdzie się na nadchodzącym albumie U2 „Carnaval de Luz”.
