Steven Wilson skomentował sukces zjawiskowego zespołu, o którym w ostatnich miesiącach zrobiło się głośno.
Angine de Poitrine to kanadyjski duet, grający mikrotonalną muzykę progresywną. Grupa stała się sensacją ostatnich miesięcy w internecie, gdzie rolki z ich twórczością generują gigantyczne zasięgi.
W skład Angine de Poitrine wchodzi dwóch zamaskowanych muzyków, kryjących się pod pseudonimami Khn de Poitrine (gitara, basy, loopy, wokal) i Klek de Poitrine (perkusja, wokal). W tym roku wydali album zatytułowany „Vol. II”.
Steven Wilson w wywiadzie dla „Classic Rocka” skomentował sukces zespołu i powiedział, dlaczego jego zdaniem, budzi on takie emocje:
Uważam, że są genialni. Szczególnie gitarzysta jest niesamowity. Uwielbiam ich. Udało im się dotrzeć do głównego nurtu, grając atonalny math rock… Używają gitary mikrotonalnej. Wprowadzają mikrotony pod strzechy. Nikt wcześniej tego nie robił. Co za koń trojański! Uważam, że są fantastyczni. Zresztą, mają miliony wyświetleń w sieci. Myślę, że dotarli do odbiorców, którzy nawet nie przepadają za rockiem. Pewnie wielu fanów muzyki elektronicznej czy tanecznej jest tym zachwyconych; podobnie jak miłośnicy math rocka, prog rocka czy post-rocka. Z drugiej strony, dla fanów klasycznego rocka starej daty może to być zbyt dysonansowe, zbyt kanciaste, za mało melodyjne. I rozumiem to. Do osób, które wolą muzykę opartą na skali pentatonicznej czy bluesowej, to po prostu nie trafi. Uważam jednak, że jedną z wielkich zalet naprawdę interesującej muzyki jest to, że budzi ona skrajne emocje. Z definicji musi dzielić słuchaczy. Myślę, że właśnie dlatego ludzie wszczynają nagonki na zespoły, które robią coś odmiennego.
Najnowszy album Stevena Wilsona ukaże się 6 listopada pod tytułem „Requiem For A Village”. Poznaliśmy nowy utwór, który zapowiada płytę.
Zatytułowany jest „On Chapel Slope” i zainspirowany został horrorem „Kult”, a także obrazami Stanleya Spencera jak i opowiadaniami M. R. Jamesa i Algernona Blackwooda.
