Ta płyta zatrzęsła światem i zrodziła black metal: Obrzydliwe riffy, potępieńcze zawodzenie

/ 25 lutego, 2026

Album, który uważa się za pionierski dla black metalu, do dziś robi duże wrażenie na słuchaczach.


W 1987 roku norweski zespół Mayhem zadebiutował płytą „Deathcrush”. Ich muzyka była tak ekstremalna, że do dziś budzi skrajne emocje. Położyła ona podwaliny pod black metal i zapoczątkowała karierę jednego z najbardziej oryginalnych i obrazoburczych zespołów metalowych.

W marcowym numerze „Teraz Rocka” przypominamy burzliwą historię Mayhem i przy okazji pytamy różnych muzyków o ich doświadczenia z tym zespołem. Oskar Gowin z zespołu Mary powiedział nam:

Kiedy jako małoletni słuchacz thrash metalu pierwszy raz usłyszałem Deathcrush Mayhem, doznałem ciężkiego szoku. Paskudne brzmienie, obrzydliwe riffy, potępieńcze zawodzenie zamiast wokalu – różnica stylistyczna była taka, jakby prze­niesiono mnie z imienin cioci na imprezę sado-maso do najgłębszego kręgu piekieł. Jak można tego słuchać? – skwitowałem swoją pierwszą styczność z ekstremalnym metalem. W tym obrzydlistwie krył się jednak pewien magnetyzm, który spowodował, że płytę odpaliłem po raz drugi, trzeci, aż w końcu z otwartą paszczą i pełnymi gaciami słuchałem muzyki, która jawiła mi się jako czyste zło. Niedługo potem zobaczyłem okładkę The Dawn Of The Black Hearts i granica ekstremy w muzyce bezpowrot­nie się dla mnie przesunęła.

Ciężko uwierzyć w to, że pomimo burzliwych początków i śmierci Euronymousa zespół przetrwał. Album De mysteriis Dom Sathanas, który miałem przyjemność usłyszeć w całości na żywo podczas koncertu w warszawskiej Progresji w 2017 roku, był już o wiele dojrzalszym dzie­łem z wręcz teatralnym rozmachem. Kolejne wydawnictwa z Blaspheme­rem, który na kilkanaście lat godnie stanął na czele zespołu, jak bardziej eksperymentalne Grand Declaration Of War, wyznaczały kierunek dla black metalu. Tak było aż do Esoteric Warfare (już z Telochem i Ghulem na miejsce Blasphemera), według mnie ostatniego naprawdę dobrego albumu Mayhem. Jednocześnie uważam, że Norwegom nigdy nie udało się drugi raz nagrać niczego tak plugawego jak Deathcrush, dla mnie wzór antyludzkiej sztuki. Zupełnie jakby muzycy prze­straszyli się tego, co sami pierwotnie stworzyli.

Historię Mayhem, omówienie całej dyskografii i liczne ciekawostki znajdziesz w marcowym numerze „Teraz Rocka” dostępnym w sprzedaży, w którym Mayhem poświęciliśmy wkładkę.

MARCOWY TERAZ ROCK – KUP ONLINE

KOMENTARZE

Przeczytaj także