Wokalista brytyjskiego zespołu hardrockowego cierpi na śmiertelną chorobę. Nie zamierza podjąć się terapii.
Ginger Wildheart, wokalista brytyjskiego zespołu hardrockowego The Wildhearts wyjawił, że jest śmiertelnie chory.
Problemy Gingera zaczęły się w 2025 roku na trasie promującej album „Satanic Rites of the Wildhearts”. Wokalista musiał przerwać kilka koncertów ze względu na napady silnego bólu. Po trasie zdiagnozowano u niego chłoniaka z komórek płaszcza (MCL) – rzadki i agresywny nowotwór układu chłonnego z limfocytów B.
Ginger napisał:
Dziękuję za słowa wsparcia. Nie poddam się terapii. Przeżyłem życie dziesięciu osób i umrę z godnością. Zostały mi 2-3 lata, żeby się ze wszystkimi pożegnać. Będę dawał czadu aż do ostatniej chwili. Zero litości proszę. Pozytywność aż do samego końca.
Ginger Wildheart w rzeczywistości nazywa się David Leslie Walls i od 1990 roku stoi na czele zespołu The Wildhearts, z którym nagrał osiem studyjnych albumów. Największą popularność przyniósł grupie wydany w 1995 roku album „P.H.U.Q.”, z którego pochodzą takie przeboje, jak „I Wanna Go Where The People Go” i „Just in Lust„. W 2025 roku zespół powrócił z najnowszą płytą, zatytułowaną „Satanic Rites of the Wildhearts”.

