Jay Weinberg po raz kolejny wrócił do tematu rozstania z Slipknot – i choć podkreśla, że nie żyje przeszłością, nie ukrywa, że sposób zakończenia współpracy do dziś budzi w nim mieszane emocje.
Jay Weinberg zaznaczył w najnowszym wywiadzie, że nie ma żalu z powodu tego, co się wydarzyło, ale sam moment zwolnienia był dla niego szokiem:
Mój świat po prostu się zawalił. Po wszystkim, co w to włożyłem – lata pracy, zaangażowanie, miłość do tego, co robiłem – zostałem z niczym poza pytaniami.
Weinberg ujawnił, że decyzję przekazano mu telefonicznie, dzień po ostatnim koncercie w 2023 roku. Oficjalnym powodem miała być „decyzja kreatywna”, jednak – jak podkreśla – nigdy nie otrzymał konkretnych wyjaśnień.
To było wtedy niezrozumiałe. I jeśli mam być szczery – nadal takie jest.
Muzyk sugeruje, że na sytuację mogły wpłynąć napięcia wewnątrz zespołu, które istniały jeszcze przed jego dołączeniem. Jako „nowy” członek miał znaleźć się pomiędzy sprzecznymi wizjami i konfliktami:
Czasem jeden chciał jednego, drugi czegoś zupełnie innego. A ty próbujesz to wszystko pogodzić. Łatwo w takiej sytuacji stać się kozłem ofiarnym.
Mimo tego Weinberg podkreśla, że nie żałuje swojej dekady w Slipknot i traktuje ją jako ważny etap w jego karierze. Jak sam mówi, kluczowe jest dla niego pogodzenie się z tym, że w muzyce – jak i w życiu – nic nie jest trwałe.

