Devin Townsend i jego szalone życie w Warszawie [GALERA]

/ 17 września, 2026
fot. Robert Filipowski

16 września z solowym koncertem w warszawskiej Stodole wystąpił Devin Towsend. Opowiedział o swoim szalonym życiu i zagrał piosenki z całej kariery.


Solowy program Devina Townsenda jest niczym psychoterapia przez wszystkie traumy. Los w dniu warszawskiego koncertu dopisał kolejną. Devin wyszedł na scenę i zaczął rysować psa. Mój pies dziś umarł – powiedział (po angielsku, który to język nie stawia rozróżnienia pomiędzy „umarł” i „zdechł” przez co odporny jest na idiotyczne dywagacje językoznawców), po czym zaśpiewał Funeral pierwotnie dedykowany zmarłemu przyjacielowi.

Koncert był podróżą przez muzyczny dorobek Devina, począwszy od jego zwariowanego debiutu Punky Brüster – Cooked on Phonics, po najnowsze dzieło The Moth. Townsend każdą piosenkę okraszał jakąś zabawną anegdotą, jak choćby tym, że jego pierwszy album sprzedał się w nakładzie 160 egzemplarzy, z czego cztery kupione zostały w Polsce. Opowiadał o swoich lękach, fobiach i ekscesach, a każda kolejna piosenka nakreślała coraz to bardziej skomplikowany obraz artysty. Choć na scenie był przez cały czas sam, technologia pozwoliła mu na poszerzenie brzmienia – był i metalowy czad i podkłady z rozmachem, choć sam przyznał, że nienawidzi zespołów, które grają z podkładami.

A po koncercie jeszcze długo rozdawał ze sceny autografy.

Poniżej galeria z warszawskiego koncertu.

KOMENTARZE

Przeczytaj także