11 marca do Polski na jeden koncert przyjechał zespół Avatar. Grupa zagrała wyprzedany koncert w warszawskiej Stodole.
Avatar wie, jak zrobić dobre show. Dobre, czyli takie, które nie będzie przesadzone, bombastyczne, a idealnie wpasowane w klimat muzyki. Na scenę Stodoły grupa wyjechała zza rozsuwanej perkusji (dobry i często stosowany podczas koncertu patent) na platformie przy dźwiękach Captain Goat. Johannes Eckerström zakapturzony ze staroświecką latarnią w dłoni. Od drugiego numeru już ostra jazda, ale co chwilę przetykana różnymi gagami: a to na tronie (znowu zza rozsuwanej perkusji) wjeżdża gitarzysta Jonas „Kungen” Jarlsby w stroju króla. A to na scenę wyjeżdża mini fortepian, do którego zasiada Johannes. A to wszyscy muzycy wychodzą na front, by odegrać marszowy Colossus.
Eckerström show robi także między utworami, chętnie zagadując publiczność i reagując na jej zaczepki. Gdy fani zaczęli skandować tradycyjne „pokaż dupę”, Johannes początkowo skonsternowany, ale gdy rozległo się „show your ass” powiedział: Tak myślałem, że o to chodzi. Potem dodając jeszcze, że przy wyprzedanych koncertach nie jest na tyle zdesperowany, by zarabiać na życie poprzez obnażanie się. Ale co chwila chętnie zmieniał stroje.
Przed Avatar wystąpił norweski Agabas – kontynuator tradycji Shining – czyli ostre, połamane granie z jazzowym saksofonem oraz nowozelandzki Alien Weaponry, który wplata do muzyki metalowej elementy tradycyjnej muzyki z antypodów.
Poniżej galeria z warszawskiego koncertu.
Agabas
Alien Weaponry
Avatar









