Lider Muse wskazał jedną cechę, dzięki której zespół przetrwał próbę czasu

/ 2 lipca, 2026
fot. Polocho

Matt Bellamy uważa, że to brak dopasowania do obowiązujących trendów pozwolił Muse przetrwać ponad dwie dekady.


W nowym wywiadzie dla „NME” Bellamy wrócił pamięcią do przełomu XX i XXI wieku, kiedy na scenie dominowały zupełnie inne muzyczne nurty.

W tamtym czasie działy się trzy rzeczy: kończyła się era britpopu, w Stanach królował nu metal, a nową ekscytującą falą byli The Strokes, The White Stripes i ten cały powrót do klasycznego rock’n’rolla. My nie pasowaliśmy do żadnego z tych światów. Z perspektywy czasu okazało się, że to było błogosławieństwo.

Jak podkreślił, właśnie dzięki temu Muse udało się zbudować własną publiczność, zamiast podążać za modą:

To niesamowite, że znaleźliśmy swoją publiczność, nie będąc częścią żadnego trendu. Myślę, że właśnie dlatego nadal tu jesteśmy. Jesteśmy definicją alternatywy i bardzo się z tego cieszę. Nigdy nie byliśmy aż tak modni, żeby po zakończeniu zainteresowania mediów po prostu zniknąć.

Bellamy opowiedział także o spotkaniu z Jackiem White’em i Albertem Hammondem Jr. z The Strokes podczas tegorocznego festiwalu Coachella. Muzyk pojawił się tam gościnnie podczas występu Anymy:

Kilka tygodni temu byłem na Coachelli i wpadłem na Jacka White’a oraz Alberta z The Strokes. Rozmawialiśmy za kulisami i nagle powiedziałem: „Kurwa, nadal tu jesteśmy!”. Pomyśleliśmy: „Jesteśmy gitarzystami z lat 2000. Udało nam się!”. To było naprawdę świetne. Może wtedy istniała jakaś scena, ale definiowało ją właśnie to, że była trochę alternatywą wobec mainstreamu.

Rozmowa odbyła się przy okazji premiery dziesiątego albumu Muse, „The Wow! Signal”, który ukazał się 26 czerwca. Nowe wydawnictwo zostało bardzo dobrze przyjęte zarówno przez krytyków, jak i fanów. Obecnie zespół promuje materiał podczas koncertów. Latem Muse koncertują w Ameryce Północnej, a jesienią wyruszą w trasę po Europie.

KOMENTARZE

Przeczytaj także