16 października w warszawskim klubie Proxima wystąpił fiński Oranssi Pazuzu oraz islandzki Múr. Zobacz, co działo się na scenie.
Koncert islandzkiego Múr zaczął się od tego, że wokalista wyszedł na scenę sam i zaczął od łagodnych, spogłosowanych partii wokalnych. Dołączył do niego zespół, a on na chwilę zniknął za kulisami, by wrócić z pięknym, czarnym keytarem, na którym wycinał solówki machając długimi do pasa włosami. Na trwający blisko 50 minut koncert złożyły się głównie nowe utwory i kilka pozycji z jedynego dotąd albumu, Múr, z 2024 roku.
Finowie z Oranssi Pazuzu też zaczęli klimatycznie, ale szybko wpadli w trasnowe rytmy, w czym przodował gitarzysta Niko Lehdontie wywijający boso ekspresyjne pozy, szarpiący gitarę na wszystkie strony i niekiedy też grający na syntezatorach. Długie utwory, głównie z płyt Mestarin kynsi i Muuntautuja, dawały czas na wczucie się w klimat koncertu, który do szczególnie długich nie należał. Ale intensywność muzyki wynagradzała wszystko.
Poniżej galeria z warszawskiego koncertu.
Múr
Oranssi Pazuzu
